Nowy numer 21/2022 Archiwum

Bezprecedensowy przeciek w wielkim procesie ws. aborcji w Sądzie Najwyższym USA. Co wypłynęło, dlaczego i co z tego może wyniknąć?

Serwis Politico opublikował 2 maja blisko stustronicowy projekt uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego USA. Może on obalić obowiązujące w tym kraju prawo (pro)aborcyjne. W jego majestacie życie straciło ponad 60 milionów dzieci.

Ujawniony dokument to datowana na luty br. pierwsza wersja robocza uzasadnienia wyroku w sprawie Dobbs przeciwko Jackson Women's Health. W sensie ścisłym chodzi w niej o zgodność z Konstytucją USA jednej z ustaw stanu Mississippi. Zakazuje ona aborcji na żądanie po 15. tygodniu ciąży. Gra toczy się jednak o coś więcej – o to, czy kwestia prawnej dopuszczalności aborcji może być wiążąco regulowana na poziomie ogólnokrajowym, czy też jest to kompetencja władz stanowych.

Przypomnijmy, że obowiązujący obecnie wyrok w sprawie Roe przeciwko Wade z 1973 r. (z późniejszym uściśleniem w sprawie Planned Parenthood przeciwko Casey) narzuca wszystkim stanom USA niemal nieograniczoną aborcję na życzenie, dopóki dziecko nie jest zdolne do przeżycia poza łonem matki.

Jak napisał jeden z komentatorów, autor projektu sędzia Samuel Alito rozprawia się po kolei ze wszystkimi argumentami na rzecz proaborcyjnego wyroku sprzed lat. Podkreśla, że rozstrzygnięcie z 1973 r. było od początku błędne i jako takie powinno zostać uchylone. "Konstytucja nie odnosi się do aborcji i żadne tego typu prawo nie jest w sposób dorozumiany chronione żadnym konstytucyjnym przepisem" – stwierdził.

Co by było, gdyby ten projekt został ogłoszony jako wyrok SN USA? Czy życie dzieci nienarodzonych w USA byłoby odtąd automatycznie chronione prawnie? Nie. Taki wyrok oznaczałby jedynie, że decyzja w tej sprawie należałaby do władz poszczególnych stanów.

Obecnie 26 z nich (ponad połowa) posiada ustawy chroniące życie dzieci nienarodzonych – w mniejszym czy większym zakresie. W pewnym przybliżeniu można przyjąć, że za aborcją opowiadają się zachodnie i północno-wschodnie wybrzeża, a pozostałe stany, czyli środkowa i południowa część kraju, chcą poszerzenia ochrony życia tych najmniejszych. Niektóre stany – przewidując sądowe obalenie krwawego precedensu aborcyjnego z 1973 r. – przyjęły ustawy pro life niejako na zapas: mają one wejść w życie wraz wydaniem wyroku Sądu Najwyższego w kształcie proponowanym przez sędziego Alito.

Z przecieku wynika, że jego stanowisko podziela większość co najmniej 5 z 9 sędziów Sądu Najwyższego USA. Prócz niego samego, są to sędziowie: Clarence Thomas, Neil Gorsuch, Brett Kavanaugh i Amy Coney Barrett. Stanowisko przeciwne reprezentują – zgodnie z oczekiwaniami – sędziowie: Stephen Breyer, Sonia Sotomayor i Elena Kagan.

Nie jest jasne, jaką decyzję poprze prezes sądu John G. Roberts. Pojawiły się sugestie, że jego stanowisko może być pośrednie.
Oburzony opublikowaniem poufnego dokumentu prezes Roberts przyznał, że jest on autentyczny i zapowiedział dochodzenie w celu ujawnienia źródła przecieku. Zaznaczył jednak, że dokument ten "nie prezentuje decyzji sądu ani ostatecznego stanowiska żadnego z jego członków".

Bo tak jest w rzeczywistości: wydanie wyroku spodziewane jest w czerwcu, a do tego czasu sędziowie mogą jeszcze zmienić swoje zdanie.

Nie ustają więc spekulacje na temat celu przecieku, a także tego, kto się go dopuścił. Bo ujawnienie tak obszernego projektu uzasadnienia i to w tak gorącej sprawie, jest wprost niesłychane. Niektórzy zastanawiają się, czy nie dopuścili się tego konserwatywni sędziowie bądź urzędnicy Sądu Najwyższego. Miałoby to rzekomo zapewnić, że wspomniana piątka sędziów pro life nie wykruszy się i utrzyma swe stanowisko do momentu wydania wyroku. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne: byłaby to zbyt ryzykowna i chyba niepotrzebna gra. Już bardziej sensowny wydaje się pomysł, że projekt ujawnił ktoś ze stronnictwa liberałów. Miałaby to być rozpaczliwa próba wywarcia nacisku na sędziów i powstrzymania ich od wydania niechcianego wyroku. Skutek takiej manipulacji może być jednak przeciwny: zirytowani sędziowie mogą doprowadzić do wcześniejszego ogłoszenia wyroku w kształcie proponowanym przez sędziego Alito. Pojawiły się nawet sugestie, że przecieku miał się dopuścić współpracownik jednego z liberalnych sędziów – urzędnik, który już wcześniej, w innych sprawach, miał przekazywać informacje dziennikarzowi Politico.

Tymczasem trwają demonstracje zwolenników aborcji i obrońców życia. Za utrzymaniem proaborcyjnego prawa opowiedział się prezydent Joe Biden. Proaborcjoniści – spodziewając się niekorzystnego dla siebie wyroku – domagają się przyjęcia federalnej ustawy, która ma zabetonować obecne, proaborcyjne rozwiązanie. Wydaje się jednak, że nie uda im się zgromadzić wymaganej większości głosów w Senacie. Bo nawet w Partii Demokratycznej są senatorowie (Joe Manchin z Zachodniej Wirginii i Kyrsten Sinema z Arizony), którzy odmawiają poparcia takiego prawa.

Gdzieś w powietrzu wisi jeszcze jedno, atomowe rozwiązanie. Nazywa się je potocznie "upakowaniem" Sądu Najwyższego USA. Rzecz w tym, że Konstytucja nie określa liczby sędziów tego trybunału. Padł więc pomysł, by Kongres zwiększył ich liczbę. Nowych sędziów mianowałby oczywiście aktualny prezydent, czyli liberał Joe Biden z Partii Demokratycznej. Mógłby on w ten sposób zmienić układ sił w Sądzie Najwyższym. Obecnie bowiem – po raz pierwszy od lat 30. XX w. – przeważają w nim konserwatyści, nominaci prezydentów z Partii Republikańskiej. Dodanie paru sędziów liberalnych "naprawiłoby" ten feler... Oczywiście, byłby to brutalny skok na Sąd Najwyższy. Kwestia ta pojawiła się niedawno w pytaniach podczas przesłuchań kandydatki na sędziego Sądu Najwyższego Ketanji Brown Jackson. Ma ona latem br. ma zastąpić sędziego Breyera. O "upakowaniu" Sądu Najwyższego wspomina się także w kontekście spodziewanego orzeczenia aborcyjnego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama