Nowy numer 25/2022 Archiwum

Ludzie i reszta

Myśl wyrachowana: Ciekawe, że "ludzie" zawsze mówią to, co ten, który się na nich powołuje.

Donald Tusk na spotkaniu z mieszkańcami Krosna uraczył ludzkość wieloma ciekawymi refleksjami natury religijnej. Stwierdził na przykład, że chrześcijaństwo nie jest religią, która „każe być z władzą”, ale z ludźmi, a jeśli władza „nadużywa, kłamie, kradnie” – to i przeciw niej. „Kościół, który się sam zdeprawował – dla pieniędzy i dla władzy – się kończy” – wyprorokował przy tej okazji. Jego zdaniem „mamy dzisiaj do czynienia z Kościołem w Polsce jako instytucją polityczną, która nie finansowo, ale politycznie właśnie na naszych oczach bankrutuje, bo cała prawie bez reszty zaangażowała się w złą politykę po stronie władzy, bardzo często przeciwko ludziom”.

Zadumałem się. No bo w jak paskudną politykę musiał się zaangażować Kościół w takich Niemczech, we Francji, Holandii czy innej Belgii, skoro „kończy” się tam tak, jak u nas były premier mógłby tylko pomarzyć.

Ale nic to. Mnie bardziej zastanawia, na czym to polega, że Kościół u nas jest „po stronie władzy”, a „przeciw ludziom”. Rozumiem, że dziś „ludzie” to opozycja polityczna? To by wyjaśniało, dlaczego Kościół ma być po ich stronie: otóż dlatego, że oni aktualnie przy władzy nie są. Ale przecież byli nie tak znowu dawno temu i rządzili całkiem długo. I co – wtedy Kościół był „z ludźmi” czy „z władzą”?

Trochę to wszystko zagmatwane, bo przecież ludzie wybierają u nas władzę, to zaś oznacza, że kto jest z władzą, ten jest z ludźmi. Wiem, że to trudne do przyjęcia dla tzw. opozycji totalnej, której się wydaje, że ludzie wybierają tylko ją, zaś konkurencję wybierają złe i głupie ufoludki. Niemniej jednak skoro u nas ufoludki mają prawa wyborcze, to przegrani muszą się z tym teraz pogodzić. Muszą się też pogodzić z faktem, że nie jest zadaniem Kościoła być z tą czy tamtą opcją polityczną, ani nawet „z ludźmi”, tylko z Panem Jezusem. „Ludzie” to wołali „hosanna”, a potem „ukrzyżuj” i sądzili, że władza spełnia ich życzenia, podczas gdy to oni spełniali życzenia władzy. Gdyby więc Kościół był od spełniania woli „ludzi”, toby spełniał wolę Tusków wszystkich krajów, nie Boga. Tak więc śmiem twierdzić, że dopóki różnym takim „ludziom” nie podoba się działanie Kościoła, to znaczy, że Kościół spełnia swoją misję. Robi to ułomnie, bo składa się z grzeszników, ale jednak robi, bo jego głową jest Chrystus.

W czasie spotkania w Krośnie były premier poskarżył się, że często jest „obiektem niechęci i politycznych ataków ze strony hierarchów kościelnych”. Kiedy człowiek słyszy coś takiego, ma wrażenie, że tylko biskupi mają Tuskowi coś za złe. Jeśli tak, toby chyba znaczyło, że nasze społeczeństwo w większości składa się z biskupów. Którzy w dodatku są ufoludkami.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się