GN 39/2022 Archiwum

Pożegnanie z rosyjską energią?

Niemcy i Włosi chcą budować gazoporty. Iran i Kazachstan mogłyby zwiększyć sprzedaż ropy w Europie. Rezygnacja z rosyjskich surowców jest możliwa.

W latach 2019–2020 rosyjska ropa zaspokajała 25 proc. potrzeb krajów Unii Europejskiej – wynika z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Gaz ze Wschodu stanowił z kolei ok. 40 proc. dostaw do państw UE. Rosja dostarczała też do Europy znaczne ilości węgla. W ten sposób zarabiała, m.in. na zbrojenia. Miała możliwość blokowania dostaw, o czym przekonała się jesienią Ukraina. Rosjanie wstrzymali wtedy sprzedaż węgla do tego kraju, uniemożliwiając pracę ukraińskich elektrowni. Z kolei zeszłoroczne manipulacje cenami gazu podbiły koszt produkcji energii elektrycznej w całej Europie.

Gaz stop

Niecałe dwa tygodnie po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę Stany Zjednoczone ogłosiły, że nie będą kupować z Rosji gazu ziemnego i ropy naftowej. Komisja Europejska zapowiedziała z kolei, że będzie się starać, by do końca roku kraje UE kupowały o dwie trzecie mniej rosyjskiego gazu niż teraz, a magazyny tego surowca miały zapełnione w 90 proc. Niemcy ogłosili, że zbudują w Brunsbüttel u ujścia Łaby gazoport przyjmujący rocznie 8,3 mld m sześc. LNG, czyli skroplonego gazu ziemnego. Podobną instalację zamierzają w ciągu 2,5–3 lat postawić Włosi w Porto Empedocle na Sycylii. Tymczasem poprzez istniejące już gazociągi Włochy sprowadzają błękitne paliwo z regionu Morza Kaspijskiego. Amerykanie, którzy obok Katarczyków są potentatami na rynku skroplonego gazu, chcą zwiększyć dostawy do Europy. Porty przystosowane do odbioru mają m.in. Holendrzy, Portugalczycy i Belgowie. Liderem jest Hiszpania, która może przyjąć 70 mld m sześc. surowca rocznie, czyli czterokrotnie więcej, niż zużywa Polska.

Gorzej, czyli lepiej

Polska sprowadza z Rosji więcej paliw, niż wynosi średnia europejska – ok. 60 proc. gazu i 70 proc. ropy pochodzi ze Wschodu. Mimo to paradoksalnie nasz kraj jest w dość dobrej sytuacji, bo od pewnego czasu konsekwentnie stara się odciąć od ryzykownego kierunku dostaw. Jeszcze 7 lat temu aż 90 proc. gazu docierało do Polski z Rosji. Z kolei ćwierć wieku temu cała sprowadzana do Polski ropa pochodziła z kraju nad Wołgą. Teraz mamy gazoport w Świnoujściu, który może przyjmować ponad 6 mld m sześc. surowca rocznie (ok. jednej trzeciej polskiego zapotrzebowania). Kilka lat temu zakładano, że instalacje zostaną rozbudowane do pojemności 7,5 mld m sześc., ale obecne plany mówią już o 8,3 mld m sześc. do 2024 r. Jesienią bieżącego roku gazociągiem Baltic Pipe ma popłynąć błękitne paliwo z Norwegii. Budowa połączenia biegnącego przez terytorium Danii stanęła na pewien czas z powodu decyzji środowiskowych w tym kraju. Jednak na pozostałych odcinkach prace trwały, a po wybuchu wojny Duńczycy cofnęli swój zakaz. Kolejnym źródłem jest wydobycie krajowe (kilka miliardów metrów sześciennych rocznie). W zeszłym roku Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ogłosiło, że wspólnie z ukraińskim Naftohazem będzie poszukiwać zasobów w okolicach Lwowa, ale nie wiadomo, czy te plany uda się zrealizować w obecnej sytuacji.

Podobnie jak gaz, ropę naftową można sprowadzać drogą morską. Naftoport w Gdańsku ma przepustowość 40 mln ton rocznie i nie jest w pełni wykorzystywany. Potrzebna jest m.in. budowa drugiej nitki rurociągu łączącego Gdańsk z Płockiem, co zapewne zajmie jeszcze kilka lat. Jednak naftoport działa od lat i choć do dziś przechodzi przez niego również rosyjska ropa, coraz więcej dostaw dociera z innych kierunków: z Nigerii, Stanów Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej.

Zielono, czyli węglowo

Wprowadzane w Europie zmiany z pewnością odbiją się na planach rozwoju energii odnawialnej. Europejscy politycy zapewniają, że teraz transformacja energetyczna przyspieszy: skoro nie można kupować tanich kopalin na Wschodzie, to tym bardziej należy postawić na własne wiatraki i panele słoneczne. Jednocześnie jednak po wybuchu wojny kraje europejskie zwiększyły zużycie węgla, bo ostatnie lata pokazały, że OZE nie wytwarzają wystarczającej ilości energii.

Europa przez lata ze względów ekonomicznych i ekologicznych przestawała wydobywać gaz i węgiel. Czy do dawnych złóż można teraz wrócić? Zdaniem prof. Haliny Pawlak-Kruczek z Politechniki Wrocławskiej w przypadku gazu jest to niekiedy wykonalne technicznie, ale może się nie opłacać. – Do kopalni węgla na pewno nie wrócimy, jeśli została zalana – dodaje prof. Pawlak-Kruczek. – W okolicach Manchesteru na dawnych hałdach stoją już osiedla, więc i tam wydobycia nie będzie. Natomiast Niemcy nie zalewali swoich kopalń. Oficjalnie dlatego, że testują w nich maszyny górnicze.

Powrót do wydobycia nie jest publicznie rozważany. Nad Szprewą dyskutuje się za to o pozostawieniu elektrowni atomowych, które Niemcy od kilku lat zamykali, podobnie jak m.in. Włosi i Szwedzi.

Przejściowe trudności

Maciej Gacki z Instytutu Jagiellońskiego przypomina, że odchodzenie od rosyjskich surowców będzie się wiązać z problemami, które nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. Przykład? Istnieją różne rodzaje ropy naftowej, a rafinerie są przystosowane do przerobu surowca określonego typu. Nie jest jeszcze pewne, ile europejskich instalacji będzie mogło pracować na kazachskiej lub irańskiej ropie. Polskie doświadczenie pokazuje jednak, że rafinerie obsługujące dostawy ze Wschodu radzą sobie np. z ropą Forcados z Nigerii. – Węgiel z różnych źródeł też ma inny skład – zauważa Maciej Gacki. – W ciepłownictwie, zwłaszcza małym, ten rosyjski się sprawdzał, bo nie trzeba go odsiarczać. Można pozyskać polski węgiel, choć będzie droższy, ale małe ciepłownie muszą wtedy mieć instalacje oczyszczania spalin.

Nie jest też pewne, na ile państwa UE są gotowe na szybką rezygnację z interesów z państwem Władimira Putina. Choć KE chce zmniejszenia dostaw gazu, w sprawie ropy nie podjęła decyzji. Politycy z Niemiec otwarcie mówią, że ich kraj nadal będzie korzystał z dostaw paliwa z Rosji.

Wyzwaniem będzie też pilnowanie szczelności embarga. Po zajęciu wschodniej części Ukrainy w 2014 r. Rosjanom udawało się je omijać. W posiadaniu separatystów znalazło się dwie trzecie ze 150 kopalń węgla z Zagłębia Donieckiego. Świat nie uznał samozwańczych republik, więc niczego od nich nie kupował. Natomiast Rosja węgiel z Doniecka mieszała z własnym i sprzedawała całość jako swój. Zdaniem Macieja Gackiego w przypadku ropy naftowej taka operacja byłaby trudniejsza. – Transport ropy jest pod kontrolą – tłumaczy ekspert. – Jeśli np. surowiec płynie rurociągiem Przyjaźń, to od miejsca wydobycia ropy na Syberii zbudowana jest infrastruktura. W przypadku skroplonego gazu jest jeszcze trudniej, bo gazowce po drodze tracą znaczący procent towaru. Właścicielom zależy więc, żeby szybko przewieźć go z punktu do punktu, bez postojów. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy