Nowy numer 21/2022 Archiwum

"Modlę się za wstawiennictwem siostry" - rozmowa z Teresą Kmieć

O siostrzanych relacjach, łaskach wyproszonych za wstawiennictwem Helenki i czasie, który leczy rany opowiada Teresa Kmieć, siostra Heleny - misjonarki, zamordowanej przed pięciu laty w Boliwii.

Agnieszka Huf: Dziś mija pięć lat od śmierci Helenki. Czy czas leczy rany?
Teresa Kmieć: Chyba tak. Uważam, że byłoby super, gdyby żyła, ale ta tęsknota jest już zupełnie inna, niż na początku. 

Jak Pani wspomina siostrę?
Helenka była częścią mojego życia przez 26 lat, zdecydowaną większość życia przeżyłam razem z nią. Widziałam, jak się zmienia - znałam ją, kiedy była dzieckiem, potem nastolatką, dorosłą. Dla mnie najważniejsze było, że była moją jedyną siostrą, wszystkie inne konteksty jej życia, o których się mówi, to tylko dodatek.

Czy miałyście bliską relację?
Tak, szczególnie kiedy byłyśmy starsze. Dobrze zrobiło naszej relacji, kiedy wyprowadziłyśmy się z domu - Helenka wyjechała do Anglii, potem ja na studia. Bo wcześniej mieszkałyśmy w jednym pokoju i było… różnie, jak to między rodzeństwem (śmiech). Zawsze byłyśmy sobie bliskie, nigdy nie było między nami wrogości, ale kłótnie się zdarzały dość często. A kiedy się wyprowadziłyśmy, doceniłyśmy siebie nawzajem. Kiedy zginęła, była dla mnie najbliższą osobą na świecie. 

Co w Pani zmieniło odejście Helenki?
Dużo się zmieniło. Helenka była takim katalizatorem rozbrajania złych emocji między nami. Ja jestem człowiekiem, który zawsze chce wszystko wyjaśniać, w dyskusji przekonywać do swojej racji. Ona działała inaczej - mówiła: “nie kłóćmy się, są inne rzeczy”. Łagodziła trudne sytuacje, które zdarzały się w rodzinie. Ja po jej śmierci przemyślałam swoje podejście do innych ludzi - staram się być dla nich lepsza, bo wiem, że mogę nie zdążyć ich przeprosić. Kiedy Helenka zginęła, miałam dużo wyrzutów sumienia, że źle ją traktowałam. Teraz staram się żyć tak, żeby w razie czyjegoś odejścia nie móc sobie nic wyrzucać. 

"Modlę się za wstawiennictwem siostry" - rozmowa z Teresą Kmieć   "Kiedy zginęła, była dla mnie najbliższą osobą na świecie." Archiwum rodzinne Teresy i Heleny Kmieć

Czy po śmierci siostry miała Pani w sobie bunt, pretensje do Pana Boga? Przecież wyjechała na misje, miała ewangelizować, a została zamordowana…
Pytałam Pana Boga, dlaczego nie zapobiegł jej śmierci. Słyszy się często o takich historiach, że ktoś miał zginąć, ale przeżył. A sytuacja, w której ona zginęła, była trochę przypadkowa - nie wiemy dokładnie, co tam się stało, jakie zamiary miał ten człowiek, ale być może poszedł kraść, a zabił Helenkę tylko dlatego, że go zaskoczyła jej obecność. Więc miałam do Boga pytania - może nie pretensje, ale właśnie pytania - czy naprawdę było konieczne, żeby ona zginęła? Czy ta śmierć była potrzebna? Wiadomo, że Pan Bóg nie chce grzechu i nie wysyłał tam tego człowieka, żeby zamordował Helenkę. Ale widzę, ile dobra się dzieje po jej śmierci. Więc może tak się stało, żeby wydarzyło się większe dobro? Nie wierzę w to, że Pan Bóg wysłał ją na śmierć, ale skoro już zginęła, to On zrobił wszystko, żeby to wyszło na dobre. Dociera do mnie wiele świadectw - są relacje o wyproszonych łaskach, ale wiem też o ludziach, którzy inspirują się moją siostrą. Przy okazji jej śmierci na jaw wyszło wiele szczegółów z jej życia, które mogą stać się dla kogoś inspiracją do zrobienia czegoś dobrego. Nie chodzi o to, żeby być jej kopią, ale można w swoim życiu pewne jej dobre cechy próbować rozwijać. 

Czy docierają do Was świadectwa o łaskach, uproszonych za jej wstawiennictwem?
Tak, mamy takie informacje, nawet teraz dostałam artykuł, w którym kleryk opowiada, że modlił się za przyczyną Helenki o uzdrowienie swojego przyjaciela i został wysłuchany. Wiem, że jakiś czas temu kobieta, która była w ciąży, dowiedziała się w czasie badań, że dziecko będzie chore. Modliła się o cud i na kolejnych badaniach okazało się, że dzieciątko jest zdrowe. Dzień przed porodem była na grobie Helenki i modliła się o szczęśliwe rozwiązanie, następnego dnia urodziła zdrową córeczkę - Helenkę. Takich sytuacji jest sporo. Są też inne historie. Brat mojej koleżanki zginął, a ich mama bardzo martwiła się, czy zginął w stanie łaski uświęcającej. Po jakimś czasie mamie przyśnił się nieżyjący syn z jakąś dziewczyną. Potem na zdjęciach rozpoznała w tej dziewczynie ze snu Helenkę. Niedawno zadzwonił do mnie ksiądz z pytaniem, gdzie można zgłaszać łaski za wstawiennictwem Helenki, bo on ma takich kilka. 

A czy Pani się modli za jej wstawiennictwem?
Tak, szczególnie kiedy coś zgubię albo się spóźniam (śmiech).

Pomaga?
Zazwyczaj tak!

Czy myśli Pani, że Kościół podejmie starania o wyniesienie Helenki na ołtarze?
Z tego, co wiem, to tak, ale odpowiada za to diecezja, a nie nasza rodzina. Wiem, że w naszej rodzinnej parafii gromadzone są świadectwa wypraszanych przez Helenkę łask. Wiele osób pyta mnie, kiedy rozpocznie się proces, co pokazuje, że jest w ludziach pragnienie tej beatyfikacji. Może właśnie Helenka jest świętą na nasze czasy i Pan Bóg pomoże, aby mogła zostać ogłoszona błogosławioną? Oficjalne starania o rozpoczęcie procesu mogą zacząć się dopiero dziś, bo od śmierci musi minąć pięć lat. Ale proces beatyfikacyjny to jedno, a drugą rzeczą jest wiara wielu ludzi, że moja siostra jest już zbawiona i korzystanie z tego, że już dziś może upraszać łaski. Nie wiem, czy to można określić słowami, że umarła w opinii świętości, ale wszyscy, którzy znali Helenkę, wierzą, że jest już w Niebie. 

A czy Pani, osobiście, chciałaby, żeby siostra została ogłoszona błogosławioną?
Oczywiście byłaby to dla mnie duma i radość, ale mimo wszystko wolałabym ją mieć obok siebie żywą, a nie błogosławioną. Beatyfikacja nie jest moim motywem przewodnim - nie proszę o modlitwę o rozpoczęcie procesu, nie wywieram żadnych nacisków. Bardziej zależy mi, żeby ludzie poznali Helenkę jako dziewczynę, która mocno chodziła po ziemi. Niektóre życiorysy świętych są mocno odklejone od rzeczywistości, przez co trudno ich naśladować. A w przypadku Heleny można powiedzieć, że była zwykłym człowiekiem - jasne, w wielu kwestiach była wybitna i wyróżniała się z otoczenia, ale jednak chodziła do spowiedzi, z czegoś musiała się spowiadać. Oczywiście nie chcę teraz mówić o jej grzechach - mówię o tym po to, żeby pokazać, że tę świętość można osiągnąć, można mieć taką bliską relację z Panem Bogiem. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama