Nowy numer 20/2022 Archiwum

Anioły z pożółkłymi skrzydłami

Ten trójkąt się sprawdził. Pozwolili Bogu zaplanować życie, zamknęli firmę, zostali bez pieniędzy, ale nie byli sami. On się w nich zakochał.

Miłość wylewa się z Doroty Fick. Nie wie, skąd się to wzięło, ale pamięta, że jej dzieciństwo było przepełnione dobrocią rodziców i czworga rodzeństwa, mimo że wszyscy żyli w niewielkim domu, który był biedny fizycznie, ale bogaty duchowo.

Eugeniusz Fick był inny. W niedzielę z rodziną do kościoła szedł, ale już wtedy czuł, że to mało, że tylko na tym nie da się budować. Fundamenty były, ale brakowało zaprawy na mury. Zaczął szukać – i znalazł Dorotę.

I ślubuję Ci drogę trudną

Właściwie nie wiadomo, kto kogo znalazł, bo na oazie Dorota była jego animatorką. – Musiała mnie sobie wychować – śmieje się Eugeniusz, kiedy wspomina tę radosną, młodą dziewczynę, od której dostał swoje pierwsze Pismo Święte. Zauroczyła go, oczarowała wiarą, zaufaniem, dobrocią.

– Ale Eugeniusz był niesamowity – broni się przed komplementami Dorota. Pamięta, że był świetnym organizatorem. Kiedy brakowało jakichś materiałów na zajęcia, on spod ziemi je wydobywał. Był też ogromnie wyczulony na człowieka, nie umiał przejść obojętnie obok biedy, samotności, wyciągniętej po pomoc dłoni. Ciągle coś dla tych ludzi robił. – Nawet randki nie były zwyczajne. Robiliśmy różne akcje, które miały służyć ludziom – wspomina Dorota. Dziś nie żałuje tych chwil, które mogli spędzić inaczej, sam na sam. No, może trochę przesadził z podróżą poślubną. Chcieli normalnie gdzieś wyjechać, jak wszyscy, ale znajomy ksiądz potrzebował rąk do pracy. Zamiast wyjechać w podróż poślubną poprowadzili więc rekolekcje ewangelizacyjne. No i najważniejsze – od samego początku było ich troje. Wiedzieli, że jeśli nie rozpoczną życia w trójkącie, to nie stworzą rodziny – a ta miała okazać się sporym wyzwaniem.

Wyzwanie nie ponad siły

Ile dzieci może pomieścić jeden pokój w bloku? Paweł, Mateusz, Michał, Marta, Natalia i Marysia, czyli sześcioro w standardach bloków budowanych przed ponad 30 laty się mieściło. Na szczęście był jeszcze drugi pokój, dla Doroty i Eugeniusza, a w nim stół, bardzo duży – w ich domu najważniejszy. I choć zajmował dużo miejsca, musiał stać. To przy nim cała rodzina gromadziła się na posiłkach, rozmowach, w chwilach błahych i ważnych. Nie można go było poskładać, w przeciwieństwie do łóżek zaprojektowanych przez Eugeniusza w pokojach dzieci. Były zrobione tak, że w ciągu dnia składało się je i przestrzeń się powiększała. Czy dzieciom to przeszkadzało? Dorota z czworgiem rodzeństwa mieszkała podobnie, nie przypomina sobie, by z tego powodu cierpiała. Ich dzieci przyzwyczaiły się, warunki nie były największym problemem, ale brak pieniędzy chyba bolał. – Często nie wyjeżdżały na wycieczki szkolne, na wiele rzeczy nie było nas stać, przyjemności były poza naszym zasięgiem – Eugeniusz, gdy myśli o tych czasach, kiedy jako ojciec musiał swoim dzieciom odmówić takich radości dzieciństwa, pewnie cierpi. Ale też wie, że na tym zbudowali dzieło, które dziś cieszy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama