Nowy numer 3/2022 Archiwum

Media na wojnie

Polska nie wyda na media dla zagranicznych odbiorców takich środków, jakie wydaje Rosja. Czy w takim razie przegrywamy wojnę informacyjną?

Polski przekaz na temat kryzysu granicznego jest dość słaby, ale przebija się do zagranicznych mediów. Jednak w niektórych krajach Unii Europejskiej prasa atakuje nasz kraj ostrzej niż Sputnik i RT. Niekiedy antypolski przekaz pochodzi niestety znad Wisły.

Cudzymi rękami

Portal stacji RT (do 2009 r. Russia Today) publikuje informacje w 6 językach: po angielsku, rosyjsku, hiszpańsku, francusku, niemiecku i arabsku. Sputnik ma 12 wersji językowych, w tym polską. Oba serwisy należą w 100 proc. do państwa rosyjskiego. RT ma formę poważną, a Sputnik jest nieco bardziej rozrywkowy i agresywny, ale nie jest jeszcze tabloidem. Przekaz na temat wydarzeń w Polsce i na Białorusi jest w obu portalach podobny: uchodźcy z Bliskiego Wschodu to w dużej mierze kobiety i dzieci, które znalazły się w dramatycznej sytuacji, Polacy są bezduszni, a przy tym współodpowiedzialni za sytuację Iraku, z którego pochodzą przybysze, Unia Europejska niewiele robi i jest niewiarygodna, podobnie jak NATO, które dodatkowo dopuszcza się prowokacji. Poza tym Sputnik pokazuje Białoruś jako kraj, który ratuje poszkodowanych, a nawet jest arbitrem oceniającym działania Polski. Oskarżenia o prowokowanie kryzysu wysuwane pod adresem Rosji i Białorusi, o ile w ogóle się pojawiają, cytowane są zdawkowo i od razu towarzyszy im informacja, że Moskwa i Mińsk odpierają zarzuty.

Każda z wersji językowych RT jest nieco inna. Ta hiszpańska, a więc mająca większość potencjalnych czytelników poza Europą, zajmuje się na ogół innymi sprawami niż kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Można tam zobaczyć nagrania z Kuźnicy, ale więcej miejsca poświęca się np. wyborom w Wenezueli (Rosja wspiera tamtejszy reżim). Sporo relacji z wydarzeń w Polsce znajdziemy natomiast m.in. w wersji anglojęzycznej. Wiadomości te są pisane na chłodno i nie ma w nich ewidentnych kłamstw, ale próżno szukać tam informacji o białoruskich żołnierzach niszczących zasieki na granicy i stojących za imigrantami szturmującymi polskich funkcjonariuszy. Dłuższe teksty analityczne bywają już bardziej agresywne. W jednym z artykułów Polska odpowiada za to, że przybysze znaleźli się w pułapce, jest niewiarygodna, kiedy oskarża Rosję i kiedy używa pojęcia „wojna hybrydowa”. Ten publicystyczny atak na nasz kraj przeprowadzono cudzymi rękami – autor jest Turkiem.

Da się gorzej

„Komitet Śledczy sprawdza informacje po znalezieniu uchodźców z uszkodzeniami ciała na granicy z Polską” – to czołówka jednej z wiadomości Sputnika z 25 listopada. Z tekstu wynika, że dwóch mężczyzn ma złamane nogi. „Wczorajszy dzień był szczególnie pamiętny dla migrantów na granicy polsko-białoruskiej. Polacy zaatakowali ich z armatek wodnych, a Białorusini zaproponowali, żeby tymczasowo rozlokowali się w centrum logistycznym” – czytamy z kolei w doniesieniu z 17 listopada. W artykule aktywistka Związku Kobiet Białorusi opowiada o tym, jak jej organizacja podaje imigrantom kaszę i kiełbasę bez wieprzowiny. Sputnik atakuje Polskę ostrzej niż RT. Posługuje się karykaturami, częściej też publikuje zdjęcia dzieci mających być ofiarami polskiej bezduszności lub agresji. Jednak ani w RT, ani w Sputniku nie ma tak rażących absurdem historii, jak przekazywana przez niektóre polskie media opowieść o imigrancie, który przez 6 dni płynął rzeką bez jedzenia i picia.

Różne strategie

Budżet telewizji RT i jej portali to ok. 300 mln dol. rocznie. To wystarcza, by oprócz kanału newsowego prowadzić drugi, dokumentalny, korzystać z ponad 20 satelitów, a poprzez 230 operatorów kablowych docierać do 700 mln gospodarstw domowych w ponad 100 krajach świata. RT zatrudnia ponad 700 dziennikarzy i tłumaczy: w Niemczech Niemców, we Francji Francuzów itp.

Polska zapewne długo nie będzie miała do dyspozycji podobnych środków. Odpowiedzią na rosyjską propagandę ma być stacja TVP World. Działający na bazie nadającej w internecie stacji Poland In anglojęzyczny kanał informacyjny Telewizji Polskiej miał być uruchomiony w przyszłym roku. Konflikt na wschodniej granicy sprawił, że start przyspieszono. TVP World można oglądać w sieci, a poprzez satelity ma być dostępny w 2022 r. Jak tłumaczył w portalu wirtualnemedia.pl prezes TVP Jacek Kurski, stacja ma być źródłem informacji dla zagranicznych polityków i agencji prasowych relacjonujących wydarzenia z Polski, nawet jeśli rzadko kiedy będą oni tę stację włączać. – Przecież my na co dzień też nie oglądamy France24 czy Deutsche Welle. Nieliczni z nas robią to absolutnie wyjątkowo, gdy się coś niesamowitego tam dzieje. Korzystamy wszakże częściej z tamtych mediów za pośrednictwem innych, które je cytują. I o to samo chodzi z TVP World – przekonywał Jacek Kurski.

Oprócz budżetu TVP World różni od RT strategia działania. Polska stacja informuje o tym, co dotyczy naszego kraju. Na jej stronie można było przeczytać m.in. o tarczy antyinflacyjnej i o tym, że szczypiorniści Łomży Vive Kielce wygrali w Lidze Mistrzów z Barceloną. Mniej miejsca poświęca się doniesieniom ze świata. Tymczasem w rosyjskich portalach czytelnik z Hiszpanii lub Arabii Saudyjskiej znajdzie przede wszystkim wiadomości ze swojej części świata. Po Sputnika i RT może zatem sięgnąć nie tylko osoba zainteresowana doniesieniami z Europy Wschodniej – odpowiednio podane wiadomości z Rosji czytelnik dostanie przy okazji, gdy będzie szukał np. relacji ze spotkania papieża Franciszka z premierem Libanu.

Polski przekaz

Tymczasem zagraniczne media mogą korzystać z obcojęzycznych internetowych wpisów przedstawicieli polskich służb. To mało, ale czasem polscy urzędnicy naprawdę są cytowani, a w serwisach największych stacji pokazywane są nagrania polskiego wojska i Straży Granicznej. Nie istnieje jeden przekaz zachodnich mediów. We wrześniu brytyjska BBC zamieściła na swojej stronie relację o ludziach, którzy „zamarzają na śmierć na granicy Unii Europejskiej”. Polacy nie są w niej pokazani jako sprawcy nieszczęścia, ale materiał skłania do refleksji, że przybyszów należałoby wpuścić. Listopadowe relacje Steve’a Rosenberga z zajść na przejściu w Kuźnicy prezentują punkt widzenia niemal identyczny z polskim. Rosenberg mówi wprost, że scenariusz wydarzeń został napisany „po tej (białoruskiej) stronie granicy”. W podobnym tonie wypowiadał się po powrocie. „Odniosłem wrażenie, że to wszystko było zorganizowane po to, by pokazać, że po jednej stronie granicy jest zły Zachód, a po drugiej stronie migranci, którzy po prostu proszą, by przepuścić ich do Europy” – relacjonował i dodawał, że białoruscy funkcjonariusze przepuszczali ludzi szturmujących granicę.

W amerykańskiej CNN można obejrzeć relację z 18 listopada, gdzie pokazano imigrantów wołających: „I love Poland”, albo przeczytać artykuł o tym, że w czasie kryzysu polski rząd stosuje „nacjonalistyczną retorykę” (chodzi o to, że prezydent Andrzej Duda wyraził solidarność z żołnierzami i mówił o obronie ojczyzny). W portalu lewicowej stacji trudno znaleźć jakąkolwiek pochwałę pod adresem Polski, jest za to analiza opisująca metody działania Rosji i Białorusi, gdzie autor stwierdza, że oskarżanie naszego kraju o sprowokowanie kryzysu jest obłudne. Jest i nagranie, w którym imigranci skarżą się, że białoruscy funkcjonariusze znęcają się nad nimi i zmuszają ich do atakowania zasieków granicznych.

W mediach innych krajów także znajdziemy teksty o różnej wymowie. W niemieckim „Bildzie” jeden z autorów dziękował Polakom za obronę granic UE. Być może dziennikarze tabloidu zakładają, że ich czytelnikom, czyli prostym Niemcom, nie podoba się perspektywa przyjęcia kolejnej grupy cudzoziemców. Wyjątkowo zgodny jest przekaz prasy włoskiej. Niemal wszystkie tytuły – od sympatyzujących z komunistami po katolickie – atakują Polskę i naciskają na przyjęcie imigrantów. Emocjonalne artykuły koncentrują się na cierpieniu kobiet i dzieci, polscy żołnierze aresztują za wspomaganie uchodźców („La Repubblica”), a Białorusini, jeśli są za to odpowiedzialni, to w równym stopniu co Polacy i Litwini („Avvenire”). Oskarżenia pod adresem Polski niekoniecznie są cytatami z rosyjskich mediów. Podobnie jak w serwisach z innych krajów, we włoskich artykułach wizję sprowokowanego przez Polskę kryzysu humanitarnego kreślą często pracownicy działających nad Wisłą organizacji pozarządowych.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy