Nowy numer 3/2022 Archiwum

Miodu dołoży

Gdy nad kołyską zawirował rój pszczół, przerażona matka chciała je przegonić. Ojciec niemowlęcia, widząc jednak, że owady, które szczelnie obsiadły usta dziecka, nie czynią mu krzywdy, miał zawołać: „Ono będzie kimś wielkim! Może zostanie wielkim mówcą?”.

Tak opowiadano o jego narodzeniu. Ambroży rzeczywiście został znakomitym kaznodzieją. Słuchający go wierni opowiadali, że słowo Boże było w jego ustach jak miód. Nic dziwnego, że święty został patronem pszczelarzy, którzy do dziś mawiają, że „święty Ambroży miodu dołoży”. Popularne jest też jego powiedzenie: „Dobra mowa jest jak plaster miodu”. Samo jego imię oznacza po grecku nektar dający nieśmiertelność.

Ambrosius Aurelius urodził się ok. 339 r. w Trewirze w arystokratycznej rodzinie rzymskiej. Ojciec był prefektem Galii. Ambroży zdobył w Wiecznym Mieście staranne wykształcenie (gramatyka, retoryka i prawo) i zaczął piąć się po szczeblach kariery. Najpierw został adwokatem, a wreszcie namiestnikiem Emilii i Ligurii oraz doradcą cesarzy Gracjana i Teodozjusza I Wielkiego. Gdy osiadł w Mediolanie, pełniącym wówczas funkcję stolicy cesarstwa zachodniorzymskiego, miastem targały teologiczne spory. Arianie (po ich stronie opowiedział się sam biskup Auksencjusz) odrzucali dogmat o Trójcy Świętej i zaprzeczali bóstwu Chrystusa. Gdy w 374 r. zmarł Auksencjusz, katolicy nie chcieli dopuścić do wyboru nowego biskupa o poglądach Ariusza. Miasto wrzało. Namiestnik Ambroży przybył do katedry, by nie dopuścić do zamieszek. I wówczas, jak zanotował jego sekretarz Paulin, jakieś dziecko miało zawołać: Ambrosium episcopum! (Ambroży biskupem!). Po chwili wszyscy powtórzyli ten okrzyk. Najbardziej zaskoczony był sam namiestnik, który jako katechumen nie był nawet... ochrzczony. Przyjął sakrament 24 listopada, a już po dwóch tygodniach otrzymał sakrę biskupią. Rozdał wówczas cały majątek ubogim.

Żar, z jakim głosił słowo Boże, porwał wielu słuchaczy. Był niezwykle stanowczy. Nie tylko wymógł wstrzymanie dotacji cesarskich na cele pogańskiego kultu, ale doprowadził też w 382 r. do usunięcia z sali posiedzeń senatu ołtarza bogini Wiktorii. Po dekadzie przyczynił się do wydania przez Teodozjusza Wielkiego zakazu kultu pogańskiego. Gdy ten krwawo stłumił powstanie w Tesalonikach (zmasakrowano wówczas siedem tysięcy buntowników), Ambroży domagał się od cesarza publicznej pokuty. „Ze wszystkich biskupów, których znałem, tylko on zasługuje na to, by go naprawdę zwać biskupem!” – powiedział później Teodozjusz.

To Ambroży wraz z Augustynem, Hieronimem i Grzegorzem Wielkim został po raz pierwszy nazwany doctor ­Ecclesiae. Pisząc o nawróceniu świętego Augustyna, zazwyczaj przywołuje się długie lata modlitwy świętej Moniki, szturmującej niebo w intencji nawrócenia syna hulaki. Pamiętajmy jednak, że ten niespokojny duch nawrócił się, gdy w Mediolanie spotkał biskupa, który rozdał majątek ubogim...

Pod koniec życia Ambroży pracował nad traktatem o dobrej śmierci. Zmarł w Wielką Sobotę 4 kwietnia 397 r. Co ciekawe, jego siostra Marcelina i brat Uraniusz Satyr również zostali świętymi.

Marcin Jakimowicz

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także