Nowy numer 48/2021 Archiwum

„Osoby trzecie” na wojnie

Wojna hybrydowa nie bazuje na fikcyjnych problemach. Jej skuteczność polega właśnie na tym, że perfekcyjnie wykorzystuje jak najbardziej realną ludzką biedę „osób trzecich”.

„Osoby trzecie” na wojnie   Grupa migrantów w pobliżu polsko-białoruskiego przejścia granicznego w Bruzgach PAP/Straż Graniczna

Rozdarcie, jakie zapewne towarzyszy większości z nas, śledzących sytuację na wschodniej granicy, jest potwierdzeniem powyższej tezy. Z jednej strony realna krzywda ludzi uwięzionych na granicy nie zmienia faktu, że stali się narzędziem w agresji na nasz kraj prowadzonej przez ZBiR-a (jakiż adekwatny ten skrót Związku Białorusi i Rosji). Ale to działa też w drugą stronę: realna agresja wschodniego sąsiada nie zmienia faktu, że na granicy dzieją się prawdziwie ludzkie dramaty. Co więcej, pułapka, w którą Łukaszenka zagonił migrantów, bazuje na realnych problemach, które popchnęły naiwnych ludzi w ręce przemytników. Wojna hybrydowa nie byłaby sobą, gdyby nie wywoływała w odbiorcach tego rozdarcia - w tym wypadku między zrozumieniem, że zostaliśmy zaatakowani przez wrogi nam reżim, a świadomością, że ofiarami są również ludzie wykorzystani jako żywe tarcze.

Nie da się w pełni zrozumieć natury tego diabelskiego w istocie zagrania ZBiR-a bez uświadomienia sobie, kim właściwie są ci, którzy dali się wmanewrować w ten wyreżyserowany spektakl. Ofiarami przygranicznej pułapki zastawionej przez reżim Łukaszenki są w dużej części iraccy Kurdowie. Chyba najbardziej poraniony na Bliskim Wschodzie naród bez swojego państwa. Lista powodów, dla których Kurdowie opuszczają swoje ziemie, jest bardzo długa (w tym trwające ciągle tureckie bombardowania kurdyjskich wiosek, o czym w światowych i polskich mediach raczej nie usłyszymy). Parę dni temu rozmawiałem o nich z Ziyadem Raoofem, pełnomocnikiem Rządu Regionalnego Kurdystanu w Polsce.

Nie będę w tym miejscu analizował wszystkich złożonych kontekstów, wypychających Kurdów na emigrację (obszerny tekst z wypowiedziami Raoofa za tydzień w GN). Chcę tylko zwrócić uwagę na jeden wątek. Zapytałem kurdyjskiego polityka, czy z jego perspektywy napór Kurdów na polską granicę to coś w rodzaju „moralnego rachunku”, jaki historia wystawia nam już teraz za brak otwarcia przed laty korytarzy humanitarnych (również na łamach GN wielokrotnie nawoływaliśmy do ich otwarcia). Raoof odpowiada: – Nie nazwałbym tego w ten sposób. Ale na pewno nie tylko Polska, ale i cała Europa płaci teraz rachunek za to, że te problemy, o których wspominałem, nie były rozwiązane; że koalicja międzynarodowa, która brała udział w obaleniu Saddama, a później w odbudowie Iraku, nie rozwiązała ich. A kiedy Kurdowie podczas referendum opowiedzieli się za niepodległością Kurdystanu i zaczęła się agresja wymierzona w Kurdów, działo się to na oczach całego świata i nikt nie ruszył palcem, by powstrzymać tę agresję. Świat uznał: po co Kurdowie ruszali temat niepodległości, mogli siedzieć cicho. A Kurdystan iracki był i jest przykładem wspólnego życia różnych grup etnicznych. Kurdystan mógł być jako niepodległe państwo najlepszym, najbardziej wiarygodnym sojusznikiem Zachodu. To był kolejny dowód na to, że naród kurdyjski w trudnych czasach jest wykorzystywany, kiedy jest potrzebny jako sojusznik. Ale gdy mają się rozstrzygnąć interesy strategiczne Kurdów, jak powstanie państwa kurdyjskiego, to mocarstwom nie jest z nami po drodze - mówi przedstawiciel irackich Kurdów.

Żeby było jasne: jest on zdecydowanym przeciwnikiem nielegalnej migracji i całkowicie potępia działania Łukaszenki na naszej granicy. Zrobił też dużo, by odwieść kolejnych rodaków od zamiaru przyjazdu na Białoruś. Jeśli jednak chcemy zrozumieć naturę prowadzonej przez ZBiR-a wojny hybrydowej przeciwko Polsce, musimy mieć świadomość „warunków naturalnych”, na jakich bazuje. A jest nimi m.in. realna bieda narodu, który już wiele razy dostał w kość nie tylko od państw, na terytoriach których żyje (Irak, Iran, Syria, Turcja), ale również od swoich zachodnich sojuszników „do czasu”, z tym od Amerykanów, którzy 2 lata temu zostawili ich na pastwę tureckich bomb.

To prawda, że Kurdowie w przeszłości potrafili też ranić innych, dając zrobić z siebie narzędzia zbrodni, jak w przypadku rzezi Ormian ponad 100 lat temu. Zarazem jednak stworzyli taki model współżycia społecznego, w którym jest miejsce dla każdego. – Robiliśmy wszystko, by budować taki obszar na Bliskim Wschodzie, na którym nie ma antagonizmów religijnych, etnicznych i to nam się udało – mówi mi Ziyad Raoof.

Teraz ponownie stali się ofiarami brutalnej gry, tym razem ZBiR-a. Ci, którzy utknęli na Białorusi, mają poczucie przegranej. Dlatego są tak łatwym „narzędziem” w rękach służb Łukaszenki, które zmuszają ich do forsowania granicy z Polską. To dlatego wojna hybrydowa jest jeszcze bardziej diabelskim wynalazkiem niż wojna „klasyczna”. Ta druga nie budzi wątpliwości, jak się zachować. Ta pierwsza - skutecznie rozbraja i osłabia ofiarę szantażem i żerowaniem na realnej biedzie „osób trzecich”.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także