Nowy numer 42/2021 Archiwum

Głodne ptaszki

Księdzu greckokatolickiemu Peterowi Lazoríkowi w seminarium podczas modlitw prorockich otworzyło się Pismo Święte na słowach, że jest mu przeznaczona posługa nie przy owieczkach, ale ptaszkach, co pojedzą i odlecą. Dziś pracuje w romskiej misji.

Usiąść między nimi, mieć smagłą skórę, kruczoczarne włosy, wyraziste rysy. A na sobie koniecznie coś błyszczącego złotem na szyi, przy spódniczce czy spodniach. Czy to wystarczy, żeby poczuć się słowackim Romem? – Ludzie widzą, że jesteśmy inni, ale my posiadamy coś więcej: Jezusa Chrystusa, którego oni nie mają! – prawie krzyczy w uniesieniu Rom Igor, prowadzący modlitwy przed Mszą św. w dzień odpustu podwyższenia Krzyża Świętego we wsi Čičava. Tak jakby chciał zwrócić uwagę, że nie to, co widać na zewnątrz, powinno decydować o ich ocenie.

Księża greckokatoliccy i rzymskokatoliccy, pracujący z Romami w podwranowskich wsiach i w samych Koszycach, których poznaliśmy przy okazji spotkania z papieżem Franciszkiem, powtarzają, że Romowie są głodni Boga. – Kiedy posługiwałem na parafii w Šariš- skiej Jastrabie, widziałem, z jaką miłością mówią o Jezusie i Eucharystii – opowiada ks. Jan Dvorščák, od roku kierujący misją romską w Čičavie. Na 1400 mieszkańców jest tu tysiąc Romów, w części górnej – biednej i dolnej – bogatszej. – Podziwiałem, jak na serio przyjmują prawdę, że ich życie z Bogiem prowadzi w górę. Kiedy słyszę, jak grają i śpiewają na Jego chwałę, czuję się jak w niebie.

I dodaje, że ze względu na ten entuzjazm wiary bardziej cieszy się, odwiedzając domy Romów niż Słowaków. Zaobserwował, że kiedy Romowie zaczynają dbać o swoje życie duchowe, poprawia się ich standard życia w ogóle: kształcą się, znajdują pracę, umacniają więzi rodzinne. Papież Franciszek wiedział, co robi, zwracając na nich oczy świata i apelując podczas spotkania na romskim osiedlu Lunik IX w Koszycach, żebyśmy nie więzili ich w getcie. – Jakie inne ptaszki czują taki głód Boga? Już z tego jednego powodu nie można ich zamknąć w klatce uprzedzeń i stereotypów – mówi.

Ksiądz Peter Veselsky, od roku szef romskiego ośrodka salezjańskiego na IX, opowiada, że na początku tutejsi chłopcy zaczepiali go, prosząc, żeby im dał dwadzieścia centów. Dzisiaj chcą, by pomodlił się z nimi w kaplicy pw. Jezusa Zmartwychwstałego.

Z nimi

Kiedy Słowacy dowiedzieli się, że jednym z punktów papieskiej pielgrzymki będzie spotkanie Ojca Świętego z Romami w centrum koszyckiego osiedla, oburzyli się, że świat zobaczy ich przez pryzmat tamtejszych slumsów. Że tak naprawdę to ich wybór, że sami sobie są winni. Według ostatniego spisu ludności na Słowacji żyje ponad 100 tys. Romów, ale nieoficjalnie mówi się, że jest ich ponad pół miliona. Na Luniku IX, w drugim co do wielkości mieście kraju, oficjalnie mieszka ich 4 tysiące, a realnie jest ich prawdopodobnie kilkakrotnie więcej. Wbrew temu, co śpiewają o sobie, że „pędzą z wiatrem i znają cały świat”, od kilkudziesięciu lat prowadzą osiadły tryb życia. Ich dużym skupiskiem jest właśnie osiedle Lunik IX, wzniesione w latach 70. ubiegłego wieku. Według rządowego pomysłu zamieszkali tu żołnierze, policjanci i Romowie. Komuniści zaplanowali sobie, że mundurowi będą trzymać w ryzach wolną nację, ale to żołnierze szybko stąd się wyprowadzili. W latach 90. dodatkowo dokwaterowano tu biednych i bezrobotnych z centrum. Dzisiaj nad osiedlem wznosi się ogromna góra śmieci.

Trudno tak mówić o ludziach, ale widać, że Romowie traktowani są jak odpadki społeczeństwa, o czym nieraz wspominał papież Franciszek. Kiedy patrzę na cuchnące, osmolone dymem z żelaznych pieców klatki schodowe, powybijane okna, przypominające zaropiałe oczy, trudno mi sobie wyobrazić, że to schronienie człowieka. W blokach nie ma ogrzewania, bieżącej wody. Na obszarpanych i odrapanych balkonach tysiące wystawionych przedmiotów. Po takich widokach i odstraszającym zapachu, którego nie da się wygonić z nozdrzy, nie można spokojnie zasnąć. Mam skrupuły, żeby robić fotki znudzonym dziewczynkom i chłopcom z kruczoczarnymi włosami ssącym brudne palce. – Nie macie prawa nas fotografować – powtarzają stojące obok romskie kobiety, przypominając, że ich bieda nie jest na sprzedaż. Pośród wielu balkonów rzuca się w oczy pokaźny obraz Jezusa Miłosiernego. Jakby ci, którzy go zawiesili, chcieli zwrócić uwagę, że dla Romów Jezus też jest pełen miłosierdzia.

– Słowacy bywają niechętni wobec Romów, i odwrotnie, a my łamiemy te stereotypy i budujemy mosty – opowiada ks. Peter Veselsky z tutejszej misji. Nie kryje, że jest zadowolony, że skierowano go tu do pracy. Nie brzydzi się smrodu dochodzacego z romskich mieszkań, nie męczy go dobiegający stamtąd hałas. Nie lęka się agresji mieszkańców, bo, jak mówi, oni, tak jak my, mają różne usposobienia. Przez 18 lat działania misji Don Bosco salezjanom udało się wyprowadzić wielu Romów na lepszą drogę, o czym sami opowiadali papieżowi. – Umożliwiamy im pomoc prawną, mogą korzystać z naszej pralni, wsparcie charytatywne otrzymują w szkołach – wylicza. – Najważniejsze, żeby z nimi być i dzielić się Bogiem. Podczas wizyty Ojca Świętego dziennikarze, fotoreporterzy, przybysze z zewnątrz odcinali się wyglądem od miejscowych. Oni biali, Romowie ciemni, tak jak kontrastowe jest życie w obu światach. Ostatnio ktoś zapytał ks. Veselskiego, co myśli o jednej Romce, która ma pomalowane paznokcie, choć skarży się, że brakuje jej na chleb. Odpowiedział, że ta młoda dziewczyna nie jest winna, że się tu urodziła, i też chce być piękna.

Odsłanianie

O stereotypowym postrzeganiu Romów opowiadają posługujący im w Čičavie ks. Jan Dvorščák i jego żona Anežka. Codziennie wieczorem miejscowi urządzają im uciążliwe koncerty pod oknami, ale oni akceptują to, świadomi, że taka jest ich natura. – Choćbym bardzo chciał, nie dorównam im w tańcu – przyznaje ks. Jan, który obserwował na placu przed misją ich przygotowania do występu przed papieżem.

Podczas Mszy św., sprawowanej w centrum wsi, też tańczą po Komunii św., do której ustawiają się w długich kolejkach. Ksiądz Jan pochodzi z odległego o 45 km stąd Preszowa, gdzie skończył seminarium. – W szkole podstawowej patrzyłem na Romów jak rasista – wspomina. – Miałem kolegę Roma, który był najlepszym uczniem w naszej klasie. Dzięki niemu dotarło do mnie, że nie należy całej tej nacji odbierać źle. Ale oburzyłem się, kiedy na trzecim roku seminarium ktoś wspomniał, że posługiwanie im to moje zadanie.

Dopiero kilka lat temu odkrył, że to jego prawdziwe powołanie. Przyznaje, że nie można ich tylko chwalić, bo zdarza się, że w niektórych wsiach awanturują się, dewastują otoczenie i takim zachowaniem zmuszają miejscowych Słowaków do przeprowadzki. – Kiedy słyszę o tym, pytam sam siebie, czy gdybym ja, biały, wyrastał w takiej biednej, romskiej rodzinie i nie widział w życiu tylu pięknych rzeczy, chciałbym się uczyć i pracować – mówi. Jego kolega z seminarium ks. Peter Lazorík też na początku nie godził się z myślą, że ma posługiwać ptakom, a nie owieczkom. – Ale przyszedł moment Bożej łaski, że odczuliśmy z żoną Marią, każde osobno, że naszym zadaniem jest służba im – opowiada. Teraz duszpasterzuje 1200 Romom w okręgu Vranov nad Topľou – we wsiach Hlinné, Jastrabie nad Topľou, Prosačov, Skrabské. Zbierają fundusze na uruchomienie własnej lokalnej ekologicznej farmy uprawy warzyw Adamov Dvor https://www.facebook.com/AdamovDvor na trzech hektarach ziemi. – Zależy nam, żeby nasi wierni grekokatolicy i rzymscy katolicy nie wyjeżdżali za pracą za granicę – podkreśla ks. Peter. – Bo kiedy ktoś wierzący opuszcza swoją ziemię, często traci wiarę. Większość tutejszych jest zatrudniona w fabryce i jako robotnicy na budowie. Ale że panuje skrywany rasizm, wielu pracodawców chętniej daje zarobić Słowakom niż Romom. Ksiądz Jan opowiada, że kiedy 15 lat temu jego poprzednik, o. Martin Mekel, pionier duszpasterstwa romskiego na tym obszarze, zaczął w Čičavie wznosić budynek misji, w tym miejscu była dżungla. Brakowało duchownych greckokatolickich chętnych do pracy z Romami, a dzisiaj jest ich już siedmiu. Ma przekonanie, że ich posługa obudziła w miejscowych chęć lepszego życia. – 15 lat temu 30 procent z nich miało pracę, teraz ma ją aż 75 procent z tysiąca mieszkańców naszej wsi – wylicza. – Kiedy Bóg przychodzi do ich serc, zaczynają się kształcić, znajdują stałe zatrudnienie, poprawiają się ich relacje rodzinne. W miastach i wsiach, gdzie jest ksiądz zajmujący się Romami, żyje się lepiej. Na zachodzie Europy wierzących jest coraz mniej, a u nas wierzących Romów coraz więcej.

Jego parafianin 32-letni Matúš Jarka, który uczestniczył w spotkaniu z Ojcem Świętym na Luniku IX z kilkunastoma młodymi Romami z Čičavy, mówi, że papież dodał mu sił. Odkąd przed ośmiu laty z żoną zaangażował się w działalność wspólnoty greckokatolickiej, jego życie całkowicie się zmieniło. Znalazł pracę – został koordynatorem zatrudnienia w ich wsi i właśnie razem z żoną zaczyna się uczyć w szkole średniej, żeby być wzorem dla swoich dzieci. Jego brat Michał, podobnie jak ich ojciec, jest stolarzem i rzeźbiarzem. Najwięcej wyrzeźbił aniołów, także takiego ponaddwumetrowego, którego kilka lat temu podarował papieżowi. Wyczarowuje je z lipy, topoli, wierzby, śliwy i orzecha. – Anioł to obrońca człowieka – tłumaczy. Chwali się, że z żoną Marianą, pomagającą na misji, otrzymali od państwa zlecenie na wykonanie drewnianych drabin. Dzięki temu będą mieli przez dłuższy czas stały dochód 120 euro miesięcznie. Kiedy pytam, jak opisać Romów, odpowiadają, że lubią życie wspólnotowe, mieszkają w rodzinach wielopokoleniowych, pomagają sobie wzajemnie i kochają dzieci. Sami mają ich czwórkę, która zagląda do pokoju, gdzie siedzimy. Podczas Mszy św. odpustowej zauważyłam, że to minimum w każdej rodzinie. Dlatego do Romów musiały trafić słowa Franciszka wypowiedziane na Luniku IX: „Każdy z nas nosi piękność Bożego dziecka”. Tu, w Čičavie i Koszycach, byłam świadkiem, jak wiara w Boga odsłania tę piękność.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także