Nowy numer 38/2021 Archiwum

Zapasy z czasem

To tam koty wychodziły pisarzowi naprzeciw, gdy przyjeżdżał z Pragi autobusem. Jaki los spotka dom Bohumila Hrabala w Kersku?

W lipcu został wystawiony na sprzedaż dom czeskiego pisarza Bohumila Hrabala (1914–1997) znajdujący się w Kersku, czterdzieści kilometrów od Pragi. To miejsce, gdzie powstały klasyczne już dziś powieści i zbiory opowiadań: „Postrzyżyny”, „Obsługiwałem angielskiego króla”, „Zbyt głośna samotność” czy „Listy do Kwiecieńki” i gdzie pisarz wraz z Jiřím Menzlem pracował nad scenariuszem do nagrodzonego później Oscarem filmu „Pociągi pod specjalnym nadzorem” według własnej powieści. Miejsce magiczne, mekka dla miłośników twórczości Hrabala, który nabył domek w 1965 r. dzięki honorariom za pierwsze publikacje książkowe.

Gospoda drugim domem

Jeździł tam praktycznie aż do śmierci. To tam koty wychodziły pisarzowi naprzeciw, gdy przyjeżdżał z Pragi autobusem. Właśnie one utrzymywały go w jako takiej formie po śmierci ukochanej żony Eliški w 1987 r. Miał wobec zwierząt poczucie obowiązku, czuł się odpowiedzialny za tę kocią gromadę. Między pisarzem i kotami wytworzyła się szczególna więź. W szczytowym momencie naliczył w Kersku dwadzieścia cztery koty zamieszkujące na jego posesji lub regularnie ją odwiedzające. Życie z nimi opisał w znakomitej balladzie „Auteczko”, która była próbą odkupienia za złe postępki w stosunku do zwierząt. Dziś drewniane rzeźby kotów stoją przy przystanku autobusowym, na którym wysiadał Hrabal i gdzie czekał na niego koci komitet powitalny. Do Kerska nadal odjeżdżają autobusy z Pragi. W dzielnicy Libeň, gdzie kiedyś mieszkał pisarz, jest stacja metra Palmovka zintegrowana z dworcem autobusowym, i to właśnie stąd można ruszyć do tego niezwykłego miejsca. Dworzec znajduje się dziś przy placu Bohumila Hrabala.

Był pisarzem wybitnym i oryginalnym, pozostaje ikoną czeskiej literatury. Z dwudziestowiecznych pisarzy czeskich jednym tchem wymienia się zwykle Jaroslava Haška, autora „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, Milana Kunderę, twórcę „Zbyt głośnej samotności” (choć od któregoś momentu pisał po francusku), i właśnie Bohumila Hrabala. Miał niepospolitą biografię. Wychowywany był przez dziadków jako nieślubne dziecko, potem w browarze pod okiem matki i ojczyma, który zarządzał produkcją piwa, wreszcie w towarzystwie stryja Pepina, niezwykłego gawędziarza, który przyjechał z wizytą do rodziny na parę dni i został do końca życia. To ten ostatni zaszczepił w przyszłym pisarzu miłość do snucia długich barwnych opowieści. Takim zapisem niczym nieskrępowanego potoku historyjek i refleksji jest eksperymentalna proza „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych” z początkowej fazy twórczości Hrabala. Wykształcony (prawo, filozofia), pracował na kolei, potem fizycznie – w hucie – w ramach przygotowanej przez komunistów „resocjalizacji” inteligentów; w składnicy makulatury, gdzie trafiały przeznaczone przez władzę na przemiał książki, które czytał z zapałem. Był miłośnikiem piwa – można by rzec, że gospoda była jego drugim domem, w niektórych okresach życia może nawet pierwszym. Kandydat do literackiej Nagrody Nobla, honorowany pod koniec życia (tytuły doktora honoris causa zagranicznych uniwersytetów, tournée artystyczne po Europie, Stanach Zjednoczonych…).

Jasne i ciemne strony stworzenia

Nosił w sobie sprzeczności. Zdawał się wyrażać radość z każdego przejawu życia, cieszył się drobiazgami dnia codziennego. Dawał temu wyraz w swojej twórczości, a zarazem, zwłaszcza po przekroczeniu tak zwanej smugi cienia, bywał przepełniony smutkiem, czarną żółcią. Śmierć pociągała go równie mocno jak życie. Od któregoś momentu można mówić o rodzaju fascynacji śmiercią, o adoracji przemijania. Nie deklarował związków z żadną religią, ale wiele motywów religijnych, metafizycznych w jego utworach da się wskazać. Jego pisarstwo dałoby się określić mianem apologii stworzenia, z jego jasnymi i ciemnymi stronami. W nietłumaczonym dotąd na język polski utworze „Sešitek nerozlišující pozorností” [„Notatnik niebacznego obserwatora”] pisał: „Z drzewami zmierzam ku górze i szukam linii pionowej do nieba i gwiazd, patrząc na potok, śledzę linię poziomą, która odpływa i przypływa, a z kocurami dzielę słodkie sny i łagodną zabawę, aby wieczorem zwinąć się w kłębek i wyrównać pod sobą, zamiast prześcieradła, swój czarny cień”. A wiele lat później, w 1989 r., w Kersku pisał w jednym z tekstów, zebranych następnie w tom „Listy do Kwiecieńki”: „Ileż to razy przechodzę na czerwonym świetle, ileż to razy przedzieram się przez potok samochodów, ale choć zadumany, nie jestem sam, jest przy mnie mój anioł stróż, mój aniołek stróż, ponieważ ten mój anioł chce, żebym był jeszcze na świecie, abym dotarł na moje dno, abym zszedł o jeszcze jedno piętro niżej, tam gdzie jest ostateczne dno wyrzutów, dlatego sprawia mi ból cały świat i sprawia mi ból nawet ten mój anioł…”.

Ból egzystencjalny, którego wytłumaczenia poszukiwał Hrabal w pismach Schopenhauera, Laozi czy w powieściach Camusa, ma u niego towarzystwo w nadprzyrodzonej sile – być może sile sprawczej. Smutek i dramat jawi się Hrabalowi jako element koncepcji tego świata, jego piękna i pełni. Nieprzypadkowo nosił ze sobą w niewielkim plecaku prawie stale „Ziemię jałową” Thomasa Stearnsa Eliota, którego podziwiał i wielbił, u którego znajdował pokrewieństwo duszy. Mógłby powiedzieć za bohaterem poematu (zmieńmy tylko realia geograficzne: zamiast Tamizy wstawmy główną rzekę Republiki Czeskiej):

Słodka [Wełtawo], płyń cicho, aż skończę mój śpiew, Płyń cicho, bo niedługi, niegłośny mój śpiew. Ale słyszę za sobą, tam, skąd wicher dmucha, Grzechot kości i chichot od ucha do ucha.

Światło w tunelu

Pisarz zawiera przymierze z ziemią, z wodą, z niebem, wyraża głód bytu i – wiele na to wskazuje – głód Boga, niekoniecznie osobowego, ale z całą pewnością odpowiedzialnego za piękno i zarazem za smutek świata. Hrabal niejednokrotnie mówił, że lepiej jest żyć na dnie i spoglądać w górę. Najbardziej komfortowo czuł się wśród prostych ludzi, których historii lubił słuchać, ich opowieści zamieniać w miąższ literacki swoich książek. Tak też powstał m.in. zbiór opowieści o mieszkańcach Kerska zatytułowany „Święto przebiśniegu” (z tego materiału literackiego również nakręcono film; reżyserował oczywiście Jiří Menzel). W książce pada zdanie, które stało się skrzydlatymi słowami powtarzanymi często u naszych południowych sąsiadów: „Jak się człowiek uchleje, to w Kersku też jest Kilimandżaro”.

Niedaleko Kerska leży wieś Hradištko. Na tutejszym cmentarzu na własne życzenie pochowany został pisarz. Wcześniej przeniósł tu ekshumowane w Nymburku szczątki swoich bliskich. Na grobie tylko krótki napis: „Rodina Hrabalova” („Rodzina Hrabalów”). Czytelnicy z całego świata znoszą tu kamienie i figurki kotów. Na nagrobku wykorzystany został motyw z obrazu Hieronymusa Boscha „Przejście do Empireum”. Widać na nim tunel, na końcu którego znajduje się światło. Zdążają do niego postaci w towarzystwie aniołów unoszących się na skrzydłach. Taki sam tunel wkomponowano w nagrobek. Gdy przyjdzie się o odpowiedniej porze, można ustawić się tak, że patrząc w tunel pod odpowiednim kątem, dostrzega się w nim zachodzące słońce.

Trudno powiedzieć, jaki los spotka dom pisarza w Kersku. Może wykupi go z rąk prywatnych ministerstwo kultury Republiki Czeskiej i zorganizuje dom rezydencjalny dla twórców? Może pobliskie miasto Nymburk (tu mieszkał Hrabal długie lata z rodzicami przy browarze) urządzi tam muzeum pisarza? Jeśli dom trafi do kolejnego prywatnego właściciela, istnieje ryzyko, że zostanie wyburzony, by przygotować w ten sposób miejsce pod nowoczesną zabudowę. Stary czas zostanie pozbawiony sensu – „cały ten czas, który zatrzymał się na wieży kościelnej, kiedy zegar utracił wskazówki i przestał chodzić, bo w miasteczku trwał już czas innych ludzi, czas pełen zapału i nowych wysiłków” – jak pisał Hrabal w „Skarbach świata całego”. Czy stanie się tak, że „nakonec nezbude nic”, czyli „na koniec nie zostanie nic”, jak powtarza jeden z bohaterów Hrabala? Nawet gdyby, to jednak czytelnicy prawdopodobnie nie pozwolą zapomnieć jednego z najważniejszych światowych pisarzy XX wieku. •

Cytaty z „Listów do Kwiecieńki” i „Skarbów świata całego” wg przekładu Andrzeja Czcibora--Piotrowskiego, cytat z poematu T.S. Eliota w przekładzie Czesława Miłosza, z prozy „Sešitek nerozlišující pozorností” w tłumaczeniu Jakuba Pacześniaka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama