Nowy numer 4/2023 Archiwum

I będzie w domu winda!

Chłopcy bardzo dobrze znają Edmunda. Dla Mareczka jest osobą najważniejszą. Na każdym jego rysunku Edmund musi się pojawić. A kiedy w czasie Mszy ksiądz wymienia imiona świętych, Marek zawsze głośno woła: „I jeszcze Edmund!”. – Bez Edmunda nie damy rady – dopowiada siostra Honorata.

Nasz Edmund

Dlaczego Przestrzeń Opatrzności? – Nasz założyciel bezgranicznie ufał Opatrzności Bożej i nigdy się nie zawiódł – mówi s. Honorata. – Edmund zawsze „był do przodu”. Na pewno był prekursorem II Soboru Watykańskiego. Wierzymy, że i nam będzie podpowiadał rozwiązania, które będą rozwiązaniami „na jutro” w pracy z osobami niepełnosprawnymi.

Edmund to patron bardzo wielu osób. Przede wszystkim najmłodszych. – To dla nich powołał zastęp służebniczek, aby opiekowały się wiejskimi dziećmi, kiedy ich rodzice pracowali w polu, a także w czasie epidemii, kiedy wiele dzieci zostało osieroconych – opowiada siostra dyrektor. – Mimo słabego zdrowia odważnie szedł do chat, na których były namalowane czarne krzyże, oznaczające dom opanowany przez epidemię cholery. Dbał także o to, żeby nikt nie przeszedł na drugą stronę, do Pana Boga, bez sakramentu pojednania. Edmund to też patron zdrowego patriotyzmu. – Potrafił jednoczyć wokół dobra. Nie podsycał nienawiści, niesnasek; potrafił kochać ponad podziałami.

A czas pokazał, że jest także możnym patronem rodziców starających się o potomstwo. – W Luboniu pod Poznaniem znajduje się jego sanktuarium. Tam jest pochowany. Nasze siostry wielokrotnie były świadkami, jak na jego sarkofagu rodzice kładli swoje małe dzieci, dziękując Panu Bogu za dar potomstwa, o które prosili za wstawiennictwem bł. Edmunda – podkreśla s. Honorata.

Oni muszą czekać

– Chłopcy są dla nas zadaniem, ale i darem – dodaje dyrektorka. – Chyba każde spotkanie z nimi skłania do przemyśleń o własnym życiu. Oni nas uczą, że są wartości nieprzemijające, że trzeba na życie patrzeć z innej perspektywy. Świat coraz głośniej mówi, że lepiej, żeby takich ludzi nie było. Ale jeśli ktoś pobędzie chwilę z naszymi chłopakami, nie jest w stanie utrzymać takiej perspektywy. My mamy tyle możliwości rozwoju, a ich nie wykorzystujemy. Oni muszą czekać, aż my im tę perspektywę otworzymy. Mają nam dużo do zaoferowania, tylko czy chcemy to przyjąć?•

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy