Nowy numer 38/2021 Archiwum

Anielska cierpliwość to za mało

O przyczynach braku młodych w Kościele mówi ks. dr Marek Dziewiecki.

Franciszek Kucharczak: Ludzi młodych w kościołach ubywa. Co się dzieje?

ks. Marek Dziewiecki: Pierwszym powodem trudności młodzieży w kontakcie z Bogiem nie jest ani zły przykład rodziców, ani kryzys kapłanów, ani kryzys Kościoła, tylko to, że Bóg pragnie naszego szczęścia.

Słucham?

Wiem, że to brzmi paradoksalnie, lecz po wielu latach pracy z młodzieżą widzę, że Boża propozycja szczęścia jest dla młodych ludzi trudna do przyjęcia, gdyż Bóg proponuje nam szczęście prawdziwe – w oparciu o miłość, odpowiedzialność, wierność w małżeństwie i rodzinie albo w innym powołaniu do wielkiej miłości, jak kapłaństwo czy życie konsekrowane. Młodzi ludzie bardzo chcą być szczęśliwi, tyle że Bóg pokazuje prawdziwe drogi do szczęścia, a oni chcą iść na skróty. Bóg mówi: „Jeśli chcesz być szczęśliwy, to chroń swoją wolność, nawracaj się, przyjmuj miłość, kochaj, stawiaj wymagania sobie i tym, którzy chcą być blisko ciebie”. Tymczasem ten świat, a także nasze własne myśli i pragnienia mówią: „To mnie nie interesuje, bo ja chcę być szczęśliwy natychmiast i bez wysiłku! Jak syn marnotrawny mogę wziąć od rodziców pieniądze. Od Boga mogę wziąć błogosławieństwo i zdrowie, a wtedy pójdę daleko i od rodziców, i od Boga. Będę żył na luzie i będę szczęśliwy bez stawiania sobie wymagań”.

Tendencje do pójścia na skróty były zawsze, ale teraz jakby się wzmagają. Dlaczego?

Marzenia o łatwym szczęściu obecnie się nasilają, gdyż wielu młodych ludzi doświadcza za mało miłości w domu rodzinnym. Za mało widzą miłości między mamą a tatą. Za mało sami doświadczają miłości – w domu i poza domem. Skoro dorośli mówią, że Bóg jest miłością, a sami nie kochają, to jak dorastający człowiek może się zachwycić Bogiem i odkryć, że to Bóg podpowiada najlepszą drogę życia?

Pobożność rodziców nie wystarcza?

Rodzice przyprowadzają dzieci do Boga nie wtedy, gdy o Bogu mówią, lecz wtedy, gdy tak mocno kochają, że syn czy córka są pewni ich miłości, są wzruszeni, wdzięczni i czują się bezpieczni. Rodzice stają się świadkami Boga wtedy, gdy mogą powiedzieć: „Kochamy ciebie czule i cierpliwie dlatego, że mamy więź z Bogiem. To Bóg uczy nas tak kochać. Nam zabrakłoby mądrości i siły”. Tam, gdzie jest dużo doświadczenia miłości, młodzi ludzie są przy Kościele, są w grupach formacyjnych, idą drogą wolności i radości.

Czyli kluczem jest miłość. Co jeszcze?

Prawda! Drugim czynnikiem, który oddala młodych od Boga, jest niedostatek prawdy. Bóg nie tylko nas kocha. On mówi prawdę o nas, o naszej naturze, o dobru i złu. Przyjaźń z Nim jest pociągająca dla tych młodych, którzy żyją w świecie faktów. Niestety, obecnie wielu dorosłych wciąga nastolatków w świat fikcji i miłych iluzji. Rodzice, którzy są w kryzysie, odgrywają jakieś role przed synem czy córką. Dzieci widzą, że to nie jest szczere i uczciwe. W szkole też bywa dziwnie, bo młodzi słyszą, że można zmienić płeć, albo że należy się kierować popędem, przyjemnością czy „orientacją seksualną”, a nie miłością, prawdą, rozsądkiem, sumieniem, Dekalogiem. Słyszą: „Rób, co chcesz, żyj na luzie”; „Masz prawa”; „Wszystko akceptuj, a przynajmniej toleruj”. Słyszą, że każdy sposób postępowania jest równie dobry. Takie slogany to przejawy ucieczki od rzeczywistości i od prawdy o człowieku. Ktoś, kto zakłamuje samego siebie, będzie się chował przed Bogiem, gdyż Stwórca uczy nas realizmu: albo wybierasz drogę błogosławieństwa i życia, albo przekleństwa i śmierci. Nie ma „drogi tolerancji” czy „drogi akceptacji”.

A jednak Bóg pozwala wybierać także zło…

Bóg respektuje naszą wolność, i to także wtedy, gdy zabijamy Go w ludzkiej naturze. Utrata wolności to trzeci czynnik, który oddala młodzież od Boga. Jezus mówi: „Jeśli chcesz, pójdź za Mną”. Nikt z nas nie ma obowiązku być mądrym i szczęśliwym. Możemy decydować się na to, co niszczy naszą wolność. Bóg jednak jest atrakcyjny jedynie dla ludzi wolnych od zła. Kto traci wolność, ten chowa się przed Bogiem.

Obecnie bogata jest oferta zniewalaczy…

W konsekwencji widzimy coraz więcej form uzależnień i nałogów: alkoholizm, narkomania, nikotynizm, uzależnienie od dopalaczy, leków, substancji przeciwbólowych… A to tylko grupa uzależnień chemicznych. Poza nią jest wiele uzależnień behawioralnych: od pornografii, masturbacji, współżycia seksualnego, od hazardu, zakupów, jedzenia czy od lęku przed jedzeniem. Jest plaga uzależnień od urządzeń elektronicznych, i to już u małych dzieci – od smartfonów, laptopów, internetu, gier komputerowych, lajków, esemesów. Większość młodych, z którymi się spotykam, popadła w wiele uzależnień naraz. Odruchowo chowają się przed Bogiem, bo okradają siebie z wolności i tego, co piękne w człowieczeństwie. Bóg jest dla nich wyrzutem sumienia.

Co z tym robić?

Ogromna jest rola rodziców w chronieniu nastolatków przed złem i przed ucieczką od Boga. Pragnę jednak twardo powiedzieć, że wielka odpowiedzialność w tym względzie spoczywa także na księżach. Są oni powołani do bycia świadkami Boga, a nie ideologami, czyli tymi, którzy nawet pięknie nauczają, ale mało kochają. Jeśli ksiądz nie kocha ofiarnie od obudzenia się do zaśnięcia, to jest moralizatorem i zniechęca do Boga. Sensem kapłaństwa jest wspieranie małżeństw i rodzin oraz wychowywanie dzieci i młodzieży w miłości. Celibat jest po to, by kapłan mógł wspierać rodziny, ale nie kosztem własnej żony i własnych dzieci. Tu tkwi piękno celibatu. Wielu jest dziś demoralizatorów, którzy skutecznie wciągają młodych w nowe ideologie, w zło, w uzależnienia. W tej sytuacji katolickie wychowanie dzieci przez rodziców staje się wręcz heroiczne. To jest codzienna walka, w której mądrze i ofiarnie powinni pomagać kapłani

Rodzice tę walkę nieraz przegrywają. Pytają wtedy: „Co zrobiliśmy źle?”. No właśnie – co?

Mogli nie zrobić nic złego. Przyszło im się mierzyć z sytuacją typu: siła złego na jednego. Wobec destrukcyjnego wpływu niektórych dorosłych, rówieśników czy demoralizujących mediów rodzice często czują się bezradni. W tej sytuacji szlachetny ksiądz, który naprawdę kocha, odważnie i ofiarnie wspiera najpierw małżonków i rodziców. Tworzy dla nich grupy formacyjne, prowadzi rekolekcje na tematy życiowe. Nie mówi np. o „koncepcji wiary według św. Tomasza”, lecz o miłości małżeńskiej i rodzicielskiej w obecnych uwarunkowaniach. Ma czas na rozmowy w cztery oczy. Wyjaśnia, że jest dla parafian nie tylko w konfesjonale, w czasie Mszy czy na rekolekcjach, ale od świtu do nocy. Taki ksiądz promieniuje miłością, radością, pogodą ducha. W przekonaniu młodych rację ma ten, kto jest spokojny, uśmiechnięty, cierpliwy. Oni są głodni szczęścia, a radość i pogoda ducha to oznaki, że człowiek cieszy się życiem. Tylko do takich ludzi pójdą młodzi i tylko takim uwierzą. Jeśli ksiądz jest pobożny, ale sztywny emocjonalnie, ma smętną minę czy – nie daj Boże! – jest agresywny, to nastolatek będzie stronił od niego i od „jego” Boga. Pierwszą formą ewangelizowania jest widok kapłana, który idzie ulicą i uśmiecha się do młodzieży.

Także do tej, która go wyzywa?

Tak! Spotykam się czasem z taką sytuacją, że gdy idę ulicą w stroju duchownym, to na mój widok młodzi specjalnie przeklinają głośniej, żebym to słyszał. Zdarza się, że ktoś zawoła: „O, pedofil!” albo spojrzy z pogardą. W takich sytuacjach pozostaję spokojny i pogodny. Zwalniam kroku i patrzę tym młodym w oczy. Czasami zatrzymuję się i z nimi rozmawiam. Do młodych trafia taki ksiądz, który okazuje miłość, cierpliwość i życzliwość niezależnie od ich postawy.

A jak to wygląda w czasie zorganizowanych spotkań Księdza z młodzieżą?

Regularnie bywam zapraszany do szkół. Gdy ktoś zadaje pytania agresywnie, nieraz wulgarnie, z mojej strony doświadcza życzliwości i szacunku. Mam świadomość, że młodzi przychodzą poranieni z poranionego świata. Potrzebują doświadczenia, że są kochani za nic, że ktoś się nimi cieszy, że ich rozumie, że okazuje im cierpliwość. Cierpliwość większą niż anielska. Niedawno w jednym z liceów mówiłem o tym, jak być szczęśliwym, czyli o tym, czego Bóg pragnie najbardziej. Po spotkaniu podeszła do mnie dziewczyna przystrzyżona na chłopaka, w męskim ubraniu, otoczona gromadką swoich fanów. Zażądała, żebym mówił do niej „Kazimierzu”. Popatrzyłem jej w oczy z miłością i powiedziałem: „Droga Dziewczyno, mogę zwracać się do ciebie tym czy innymi imionami męskimi, jeśli ci się spodobają. Możesz jeszcze krócej ostrzyc włosy i jeszcze bardziej męski strój założyć. Błagam cię tylko o jedno: nie okaleczaj swojego ciała. Imię można zmienić, strój można zmienić, włosy odrosną, ale ciała nie zmienimy”. Mówiłem to z troski o jej los. Dziewczyna to czuła. Jej fani obok niej również. Nastolatka spojrzała na mnie zaskoczona, ale już bez agresji. Spuściła wzrok, odwróciła się i odeszła. A za nią jej koledzy i koleżanki.

Co Bóg ma zrobić z młodzieżą? Czego od Niego oczekujemy?

Ja oczekuję, że Bóg niczego nie zrobi bez naszej pomocy, bo On nie toleruje lenistwa. Z naszą natomiast pomocą Bóg może czynić cuda – tak jak Jezus czynił cuda przez apostołów, którzy w Jego imię zaczęli przemieniać świat. Jeśli ktoś z rodziców, księży, katechetów modli się: „Boże, przyprowadź młodych do Kościoła!”, to kpi sobie z Boga, gdyż Bóg pragnie, by każdy z nas był Jego narzędziem w przyprowadzaniu młodzieży do Niego i do Kościoła. To my mamy trwać przy Bogu, przyjmując z zachwytem Jego miłość i okazując młodym tę Jego miłość, czułą, nieodwołalną, cierpliwą, ofiarną. Walczmy o naszą wolność od zła i o świętość. Kochajmy i mówmy prawdę. Idźmy drogą błogosławieństwa i życia, a młodzież pójdzie za Bogiem, który chce działać w nas i przez nas.•

Ks. Marek Dziewiecki

doktor psychologii, rekolekcjonista, duszpasterz młodzieży, wieloletni krajowy duszpasterz powołań. Autor wielu publikacji na temat wychowania, małżeństwa i rodziny, profilaktyki i terapii uzależnień, a także z zakresu miłości i komunikacji międzyludzkiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także