Nowy numer 38/2021 Archiwum

Usłyszmy wołanie: Daj mi pić...

„Nie zaradzimy wszystkim biedom tego świata, ale możemy tu i ówdzie zapalić choć małe światło nadziei, by świat stawał się bardziej ludzki” – zachęca w rozmowie z KAI dr Kazimierz Szałata. Założyciel i prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau mówi o trudnej sytuacji z dostępem do wody w Afryce, potrzebie budowania studni, i o tym, że nie możemy pozostać głusi na raz po raz odzywające się dramatyczne wołanie o pomoc.

Renata Różańska (KAI): Trwająca wciąż epidemia COVID-19 uświadamia nam, jak bardzo ważną rolę w zachowaniu zdrowia odgrywają: higiena, częste mycie rąk i właściwe nawadnianie organizmu. Tymczasem szacuje się, że ok. 2 mld ludzi na świecie ma utrudniony dostęp do czystej wody pitnej…

Dr Kazimierz Szałata: Rzeczywiście epidemia Covid-19 pokazała nam, jak wielkim skarbem w naszym życiu jest woda. Już starożytni Grecy wodę nazywali pierwiastkiem życia. Tales mówił więcej, że wszystko jest z wody bo to, co mokre żyje a co wysycha ginie. Ale z wodą, której używamy na co dzień jest trochę tak, jak ze zdrowiem z fraszki Jana Kochanowskiego. Zaczynamy ją doceniać, gdy nam jej zabraknie w kranie. Nawet jeśli to jest jakaś krótkotrwała awaria wodociągu, wpadamy w panikę, bo ani ugotować, ani napić się, nie mówiąc już o myciu czy kąpieli.

Niestety, brak dostępu do wody to jest codzienny problem milionów ludzi żyjących w różnych częściach świata. Szczególnie dotyczy to biednych krajów Afrykańskiego Sahelu (Mauretania, Mali, Burkina Faso, Niger, Czad) od dawna nękanych permanentną suszą. Pustynia każdego roku poszerza swój obszar i w miejscach, w których jeszcze dziesięć lat temu rosły zielone rośliny, płynęły rzeki pozostał tylko spalony słońcem jałowy suchy piasek.

Kilka lat temu przemierzyliśmy samochodem trasę od Bamako do Nyamey. Przygnębiające wrażenie robią suche łożyska niegdyś życiodajnych szeroko rozlewających się rzek i sterczące nad nimi nikomu nie potrzebne już mosty. Wraz z rzekami wyschły płytkie, kopane w piasku studnie. Usychają rośliny, padają zwierzęta. Ludzie zmuszeni są do pokonywania dużych odległości w poszukiwaniu wody. Czasem trzeba przejść kilkanaście kilometrów, by dotrzeć do ostatniego w rejonie czynnego ujęcia wody. I jeśli matka przyniesie na głowie dla swojej dwunastoosobowej rodziny nawet wielki dzban wody, wystarczy to zaledwie na przygotowanie posiłku. O toalecie, o higienie trudno tu mówić. Dlatego w tych rejonach panuje głód a ludzie, zwłaszcza dzieci są narażone na najcięższe przewlekłe choroby tropikalne z trądem na czele.

KAI: Ale jak mi się wydaje nie chodzi o jakąkolwiek wodę, ale tę, która nadaje się do picia.

- Przekonałem się o tym podróżując po leżącym w mokrej strefie równikowej Wybrzeżu Kości Słoniowej wraz ze światowej sławy epidemiologiem prof. Christianem Jonsonem. To wtedy usłyszałem z ust mojego przyjaciela z Instytutu w Pobé (Benin), że należy zapomnieć, iż przy pomocy lekarstw uda nam się uratować ludzi od chorób zakaźnych, jeśli będą mieli wciąż kontakt z wodą, w której roi się od najbardziej zjadliwych bakterii. Nigdy nie wysychające bagna i bajora laguny Abidżanu, w których przez cały rok 24 godziny na dobę panuje temperatura optymalna dla rozwoju najgroźniejszych bakterii, to prawdziwe bomby ekologiczne. A przecież w tych brudnych cuchnących sadzawkach kąpią się obok siebie zwierzęta i ludzie w tym małe dzieci. Podskórna woda w płytkich, kopanych studniach wcale nie jest bardziej czysta i bezpieczna dla zdrowia.

KAI: Ile kosztuje wybudowanie jednej studni?

- Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Generalnie nie wspieramy łatwych tanich kopanych studni, które mogą być zrealizowane przez samych mieszkańców. Staramy się pomagać w tych miejscach, gdzie płytkie, kopane studnie wyschły i potrzebne są głębokie, trudne i kosztowne odwierty, które przerastają możliwości lokalnych społeczności. Zwykle jest to koszt od 5 do 10 tys. euro. Bywa też, że cena odwiertu oraz pompy wraz z towarzyszącą infrastrukturą przekracza 20 tys. euro.

KAI: Od czego to zależy?

- Od wielu różnych czynników. Przede wszystkim od warunków geologicznych. Nie zawsze można łatwo zlokalizować głębokie, ukryte pod płytą skały lub powulkanicznej skorupy podziemne zasoby wody. Bywa, że potrzebne są kosztowne i długotrwałe badania specjalistyczne. Najtrudniejsze są studnie głębinowe wiercone w litej skale. Ale też nie jest łatwo zbudować studnię głębinową w bagnistym terenie strefy równikowej. By zabezpieczyć wody głębinowe, które mogły by być zakażone podczas odwiertu, trzeba najpierw osuszyć teren, odkazić, zabezpieczyć. Dopiero wtedy można bezpiecznie wprowadzić w grunt wiertło aż do głębinowego źródła czystej wody. Jeśli chodzi o głębokość finansowanych przez nas studni, to do tej pory wodę dało się wydobyć z głębokości 70 do 120 metrów.

Koszt studni zależy też od rodzaju montowanej pompy oraz koniecznej infrastruktury w postaci zbiorników i instalacji doprowadzających wodę do budynków. Zwykle montuje się jedno, lub kilka ogólnodostępnych punktów czerpania wody przy samej studni, jak też montuje się instalację rozprowadzającą wodę do budynków prowadzonych przez misjonarzy przychodni, przedszkoli czy sierocińców. Nie wszystkie inwestycje dają się realizować zgodnie z planem. Aktualnie na przykład podejmujemy czwartą już próbę zlokalizowania wody w Kamerunie. Mimo zleconych kosztownych specjalistycznych badań trzy pierwsze odwierty nie trafiły na wodę a tymczasem bez niej nie może funkcjonować założony i prowadzony przez polskie siostry służebniczki Najświętszej Marii Panny Niepokalanie Poczętej ośrodek zdrowia i szkoła.

KAI: Każda nowa studia jest ważnym wydarzeniem w życiu lokalnej społeczności a przy okazji to znakomita promocja Polski.

- Tak jest. To jest zawsze ważne wydarzenie religijne i społeczne o charakterze regionalnym a czasem ogólnokrajowym. Jedno z takich wydarzeń związane było z inauguracją i uroczystym poświęceniem studni im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w pallotyńskiej parafii św. Faustyny w Sabtoana w Burkina Faso. W uroczystości zorganizowanej przez o. Stanisława Filipka SAC wziął udział sam przewodniczący Konferencji Episkopatów Afryki, Philippe Ouédraogo – arcybiskup metropolita Wagadugu. Korzystając z obecności ważnych osobistości udaje się czasem wynegocjować od władz konkretną pomoc dla danej społeczności. Dla przykładu kilka lat temu sfinansowaliśmy budowę studni im. dha Kamila Kulczyckiego w Bidiga na południu Burkina Faso. W ramach wdzięczności za okazaną pomoc władze regionu ufundowały funkcjonującą dziś przy studni szkołę. Co prawda nie jest to szkoła, jaką my sobie najczęściej wyobrażamy, to raczej trzcinowa wiata z tablicą i kilkoma rzędami betonowych pustaków w roli ławek, ale pracuje w niej oficjalny, opłacany przez władze nauczyciel.

Podobnie było w przypadku budowy studni „Marianna”, z której dziś korzystają mieszkańcy kilku miejscowości sąsiadujących z Bezibouo-Zuzua na Wybrzeżu Kości Słoniowej. O doniosłości tej inwestycji świadczy fakt, że pracę studni zainaugurował sam minister zdrowia i higieny publicznej dr Aka Aouele w obecności władz regionu, przedstawicieli Światowej Organizacji Zdrowia oraz delegacji Fundacji Follereau z Paryża. Studnia stała się najważniejszą inwestycją dla kilku sąsiadujących miejscowości, które wkrótce będą miały drogi, kościół i szkołę. Przy okazji była to promocja naszej Fundacji i naszego kraju, który był wielokrotnie wymieniany podczas oficjalnych przemówień.

KAI: W realizacji programu dostępu do wody Fundacja współpracuje z misjonarzami. Czy budowa studni to zadanie misjonarzy? Czy to zadanie dla filozofa?

- Czasem sam słyszę pytanie, czy zajmowanie się misjami i pomocą dla potrzebujących, to zadanie dla filozofa? Co prawda nasz wykładowca etyki pytany o to, czy etyk powinien etycznie postępować odpowiadał pytaniem: „a czy ornitolog musi od razy umieć fruwać?” Ja uważam, że powinien przynajmniej próbować. Dla mnie rzeczą zupełnie oczywistą jest, że filozofem nie można być tylko na sali wykładowej. Któż jak nie ten, który powołany jest do pilnowania prawdy i dbania o obecność wartości w ludzkim działaniu i kulturze ma usłyszeć głos wołający o pomoc. Tym bardziej, gdy dotyczy to tak zwanej filozofii inspirowanej chrześcijańską wizją świata.

Raoul Follereau uczył nas, by patrzeć na każdego człowieka potrzebującego pomocy jak na wysłannika samego Jezusa Chrystusa, który przychodzi w ubogim, by otwierać nasze serca i bronić nas przed dewastującym nasze życie duchowe egoizmem. Innym inspirującym przykładem filozofa i misjonarza jest dla mnie pierwszy przewodniczący Komisji Episkopatu Polski do Spraw Misji, filozof o głębokiej formacji arystotelesowsko-tomistycznej ks. bp Kazimierz Kowalski.

KAI: Jako ludzie ochrzczeni wszyscy jesteśmy powołani do głoszenia Chrystusa. Nie każdy jednak może pojechać tam, gdzie ludzie nie znają Ewangelii. Ale każdy na swój sposób może być pracownikiem Pańskiej Winnicy.

- Nasz Stwórca dał nam wodę, ziemię i inne wspaniałe dary byśmy mogli żyć i się rozwijać, ale też byśmy mogli je pomnażać i dzielić się nimi z innymi ludźmi. Dał nam swoją miłość i dobro, które jak mówi św. Bonawentura mają naturę ekstatyczną. Udzielają się i pomnażają. Kto kocha i jest kochany, promieniuje i obdarza innych owocami miłości. Kto nie kocha siebie, nie jest zdolny pokochać innych. I nawzajem, miłość kogoś drugiego, pozwala nam pokochać samego siebie i tych, których kochać nam jest trudno. Jeśli to jest miłość boża, to jej promieniowanie staje się fundamentem tego, co niezapomniany papież Paweł VI nazywał cywilizacją miłości, cywilizacją prawdziwie ludzką, cywilizacją życzliwości, uczciwości, sprawiedliwości i nadziei. Cywilizacji nasyconej Ewangelią, która jest jakąś ludzką formą imitacji Nieba.

Zmarły kilka lat temu francuski mistyk ks. Patrick de Laubier podkreślał, że cywilizacja miłości nie jest pobożnym marzeniem o lepszym świecie, ale budowanie jej jest codzienną powinnością każdego z nas, tu gdzie żyjemy, albo też w krajach misyjnych, gdzie miliony ludzi czekają na prawdę o zbawieniu człowieka.

Ci, którzy w sposób szczególny doświadczyli miłości Bożej jadą na krańce świata, by głosić Dobrą Nowinę nie tylko słowem, ale też czynem. Niosą więc wiarę, nadzieję i miłość objawiającą się w konkretnych działach miłosierdzia poprzez pomoc chorym, zapewnienie schronienie bezdomnym i opiekę nad dziećmi cierpiącymi głód. Budowa studni zdecydowanie wpisuje się w tę misję. Ale misjonarzem można byś wszędzie: w miejscu pracy, w rodzinie, w swojej parafii. Można też włączyć się w pomoc misjonarzom na miarę swego powołania, na miarę własnych sił, możliwości, zdolności i talentów poprzez różne inicjatywy i instytucje misyjne, których pracę koordynuje kierowana przez ks. bp. Jerzego Mazura Komisja Episkopatu Polski do spraw Misji.

KAI: Fundacja Polska Raoula Follereau jest jedną z takich instytucji wspierających misje i misjonarzy. Na czym polega jej szczególny charyzmat?

- Fundacja Polska Raoula Follereau, jako jedna z licznych działających w różnych częściach świata instytucji noszących imię wielkiego francuskiego humanisty dwudziestego wieku postawiła sobie za cel walkę z trądem, który jest synonimem wszelkiej ludzkiej biedy. Idąc za przykładem ludzi świętych, którzy potrafili w zdeformowanych twarzach ludzi chorych na trąd dostrzec oblicze cierpiącego Chrystusa wspieramy prowadzone przez misjonarzy ośrodki dla trędowatych, ale także inne dzieła charytatywne na rzecz głodujących dzieci pozbawionych dostępu do opieki zdrowotnej i oświaty.

Można powiedzieć, że prowadzimy walkę z trądem w każdej jego postaci. Nie tylko tym wywołanym przez bakterię Hansena ale też z innymi jego postaciami jak egoizm, nikczemność, pogarda, bezbożność i relatywizm moralny. To są trądy, które w sposób podstępny niszczą nasze życie duchowe, społeczne i religijne. Nie można zapomnieć, że pierwszym dziełem Raoula Follereau, który inspirował się przykładem bł. Karola de Foucauld była obrona chrześcijańskiej kultury Europy. Wspieramy zatem formację młodzieży zarówno w Polsce, jak i na Kresach Wschodnich. Od ponad dziesięciu lat przy wsparciu bp. Vitalija Skomarowskiego prowadzimy Szkołę Katedralną w Łucku na Wołyniu.

By stworzyć okazję do spotkań misjonarzy i ich dobroczyńców od blisko dwudziestu lat organizujemy w Zielonce koło Warszawy Festiwale misyjne. W ramach Fundacji działa Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci „Wszystkie Anioły Małej Ani”. Każdego roku gościmy kilkaset dzieci z niepełnosprawnością z całej Polski, które losują dla siebie misjonarza, za którego modlą się przez cały rok. Do tego naszego małego dzieła misyjnego dołączyło Misyjne Apostolstwo Chorych Dzieci, które zainicjowaliśmy we współpracy z ks. abp. Henrykiem Hoserem przy okazji uroczystych obchodów Światowego Dnia Chorego w Dziecięcym Szpitalu im. prof. Bogdanowicza w Warszawie.

Staramy się być tam, gdzie potrzebna jest pomoc. Nie jesteśmy wielką organizacją charytatywną. Naszą dzielność opieramy na drobnych indywidualnych ofiarach wpłacanych na konto Fundacji. Nie realizujemy wielkich programów pomocowych. Zdajemy sobie sprawę, że nie zaradzimy wszystkim biedom tego świata, ale możemy tu i ówdzie zapalić choć małe światło nadziei, by świat stawał się bardziej ludzki. By dzięki naszym ofiarodawcom dzielić się z innymi doświadczeniem Bożej miłości.

KAI: Kiedy znów słyszymy o głodujących dzieciach, o ludziach chorych na trąd, czy inne uleczalne dziś choroby nie przychodzą chwile zwątpienia?

- Przez 25 lat pracy w ramach Fundacji słyszałem wielokrotnie, że być może to nie ma sensu, przecież wszystkim nie pomożecie. Niech to robią bogaci. Niech to robią rządy poszczególnych krajów. To są być może skądinąd słuszne uwagi, ale nikogo nie nakarmią. A może uda nam się wydobyć choć jedną osobę z czeluści rozpaczy, uratować jego życie i przywrócić godność Dziecka Bożego. Jeśli nawet naszym beneficjentem byłby tylko jeden człowiek, to warto.

W ogóle warto w życiu zrobić coś dobrego dla innych, by nie zamknąć świata w ciasnym kotle własnych interesów, bo jak mówi Follereau, największym nieszczęściem, jakie może człowieka spotkać, jest odkryć pewnego dnia, że jest się nikomu niepotrzebnym. Każdy z nas może mieć udział w naszym małym dziele misyjnym.

***

Dr Kazimierz Szałata: filozof etyk, założyciel i prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau, fundator Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Follereau, wykładowca filozofii i etyki w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jest Kierownikiem Uniwersytetu Otwartego UKSW oraz założycielem i kierownikiem Szkoły Katedralnej w Łucku na Wołyniu. Organizator wielu konferencji naukowych o charakterze krajowym i międzynarodowym. Za swoją działalność uhonorowany między innymi Nagrodą Akademii Francuskiej Złotym medalem za Wieloletnią Służbę oraz Krzyżem Oficerskim Orderu Wybrzeża Kości Słoniowej. W roku 2018 nominowany do nagrody „Totus Tuus”.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama