Nowy numer 30/2021 Archiwum

O "Traditionis Custodes"

Gdybyśmy dziś się dowiedzieli o rzeczy zgoła przeciwnej, a mianowicie się, że decyzja papieża Franciszka wyrażona w dokumencie „Traditionis Custodes” jest zupełnie inna i że oto radykalnie ograniczono sprawowanie w parafiach nowego obrzędu Mszy Świętej?

Polemika z tekstem:

Przypominam sobie dyskusję na ten temat, w której kiedyś uczestniczyłem. Była to druga edycja rekolekcji liturgicznych „Ars Serviendi” w 2010 roku w Bukowinie Tatrzańskiej. W gronie rekolektantów doszliśmy wówczas do wniosku, że byłby to podobny przewrót, jaki się dokonał po Soborze Watykańskim II. Trzy lata wcześniej Benedykt XVI wydając „Summorum Pontificum” chciał, aby jedna i druga forma mogły razem istnieć, aby nie musiało już więcej dochodzić do takich liturgicznych „przewrotów”.

Osoby przychodzące po raz pierwszy na „starą Mszę” początkowo czują się mocno zdziwione, przez pewien czas trochę skonsternowany i może zagubione. Natomiast przepisy nic nie mówią kiedy należy klękać, stać lub siadać. Nie ma tej idei mówiącej, że wszyscy mają robić to samo. I tutaj przychodzi mi na myśl kolejny wniosek z owej, pamiętnej debaty na „Ars Serviendi” w 2010 roku. Doszliśmy tam do wniosku, że mówiąc „czynne uczestnictwo” to w pierwszej kolejności umiejętność przeżywania Mszy w sobie.

Oczywiście w jakimś sensie może być to również klękanie, stawanie, czy udzielanie odpowiedzi. Ale są to rzeczy drugorzędne. Rytualne. Rzeczą pierwszorzędną jest coś zupełnie innego, a fantastycznie to wyraził ks. Bartosz Gajerski na kazaniu 22 sierpnia 2015 r. w czasie warsztatów liturgicznych „Ars Celebrandi” w Licheniu:

„Nie idzie o to, by krytykować, ale o to, by sobie głęboko wewnętrznie uświadomić tę prawdę, że to, co wyrażam ustami i ciałem, najpierw musi być przyjęte umysłem i sercem; że żadna celebra, żadne kazanie, żadna modlitwa, żadne szaty, gesty i postawy nie zbawiają nas automatycznie. Chodzi tu o to, o czym wczoraj mówił też kaznodzieja podczas apelu maryjnego w bazylice licheńskiej: to nie same celebracje liturgiczne nas zbawiają, lecz ten, który przez nie działa a którego czcimy – Jezus Chrystus, który przez nie przemienia nasze myślenie.”

Liturgia jest sposobem czczenia Boga. Bardzo ludzkim sposobem, wyrażonym bardzo ludzkim językiem. Liturgia to język komunikacji z Bogiem. Kontaktu z transcendencją. Transcendencji, która przemienia człowieka wewnętrznie. Rytuał Mszy nie zmienia człowieka automatycznie. Ale robi to Pan Bóg.

Prawdziwym, najwyższym kultem i oddawaniem czci Bogu ma być nasze dążenie do świętości i pokonywanie naszych słabości. I to właśnie Pan Bóg, który kryje się w tym rytuale, daje siebie niejako „dotknąć” i przemienia nas.

Zastanawia mnie też teza, że „zachowując drugorzędną formę faktycznie wypowiada posłuszeństwo papieżowi”. Moja mama ma takie podejście, że jak ktoś jest autorytetem, nie wolno z nim dyskutować, to co mówi jest niepodważalne. Moje pokolenie ma już chyba nieco inne podejście. Nawet jak autorytet coś mówi, to można się z nim nie zgadzać, prowadzić merytoryczną dyskusję. Na studiach uczono mnie „jak coś jest napisane w książce, to nie jest niepodważalne”. Krzysztof Zanussi na którymś z otwartych wykładów kiedyś powiedział coś, co teraz sparafrazuję „Jeżeli po moim wykładzie nie znajdziecie przynajmniej dwóch punktów, w których się ze mną nie zgadzacie, to znaczy, że mnie po prostu nie słuchaliście albo jest jeszcze druga opcja, gorsza: jesteście bezkrytyczni”.

Nawet z papieżem należy dyskutować, zgadzać się lub nie. Jest to elementem zdrowego podejścia i świadczy o zaangażowaniu i trosce o losy Kościoła.

Czy walka o starą Mszę urasta do rozmiarów pełzającej schizmy? Cóż… czasami trudno się z tym nie zgodzić. Problem leży w sercu konkretnego człowieka. Problemem jest pełzająca schizma w Niemczech, traktowanie przez wiele osób Jezusa, Matki Bożej lub świętych, jak „dżina z lampy”, który ma teraz spełniać życzenia. Ten podział przebiega nie między „frakcjami”, a przez ludzkie serca. A przecież chodzi tu o rzecz najważniejszą: o nasze zbawienie.

„Nie zgadzam się również z twierdzeniem, że antypapieskie i antysoborowe wybryki to kwestia marginalnej grupki wśród tradycjonalistów.” Dużo zależy, kogo nazwiemy tradycjonalistami. Jak dla mnie ks. Piotr Natanek zdecydowanie nie należy do tej grupy. Wnioskuję, że to o niego chodzi, ponieważ określenia „pastor Bergolio”, antychryst, wcielony diabeł, zwodziciel i fałszywy papież – to określenia pochodzące od ks. Natanka. Czasami nawet nie wiem, jak nazwać ten kult, który jest sprawowany w Grzechyni-Niepokalanowie.

„Zastanawiam się natomiast, na jakiej podstawie część katolickich publicystów przypisuje mu (papieżowi – przyp. autora) sformułowanie tej decyzji na szybko, pochopnie, na kolanie, bez przemyślenia, w złej wierze i z wrogimi zamiarami?” – pisze w swoim tekście Aleksander Bańka.

Na podstawie wypowiedzi kard. Parolina, który miał powiedzieć do kardynałów "We must put an end to this mass forever!" oraz abp. Roche: "Summorum Pontificum is practically dead! We will give back to the bishops power on this matter, but particularly not to conservative bishops.”

Do tego dochodzi problem wielu luk prawnych, na które zwracał uwagę jako pierwszy chyba ks. Maciej Zachara MIC. Samo „Traditionis custodes” jest napisane w ten sposób, że zdania kanonistów są podzielone. Czy wolno używać starszego rytuału i brewiarza? Jedni mówią, że skoro nic o nich nie piszą, więc można. Bo interpretujemy w sposób ścisły. Drudzy natomiast mówią, że aktualny dokument znosi poprzednie, więc nie można. Do tego dochodzi brak vacatio legis. Po publikacji motu proprio przez całe popołudnie w piątek i sobotę rano nikt nie wiedział, czy niedzielne msze się odbędą.

„Wystarczy tylko odrobina dobrej woli, żeby dociec, co nim (papieżem – przyp. autora) kierowało. I jestem pewien, że nie jest to chęć zniszczenia środowiska tradycjonalistycznego, ale kierowanie się dobrem Kościoła.” Papież wprost pisze o tym, jakie intencje nim kierowały w liście do biskupów „Le indicazioni su come procedere nelle diocesi sono principalmente dettate da due principi: provvedere da una parte al bene di quanti si sono radicati nella forma celebrativa precedente e hanno bisogno di tempo per ritornare al Rito Romano promulgato dai santi Paolo VI e Giovanni Paolo II; interrompere dall’altra l’erezione di nuove parrocchie personali, legate più al desiderio e alla volontà di singoli presbiteri che al reale bisogno del «santo Popolo fedele di Dio»”. Znam realia i wiem, co oznaczają te dyplomatyczne sformułowania...

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama