Nowy numer 30/2021 Archiwum

Niezapomnianym z Michniowa

12 lipca w Michniowie zostanie otwarte Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich. Będzie ono ważnym znakiem pamięci, przypominającym wojenną tragedię setek polskich wsi.

W europejskich, ale także w polskich podręcznikach historia Michniowa nie istnieje. Symbolem niemieckiego barbarzyństwa w czasie II wojny światowej są spalone wsie w innych krajach – czeskie Lidice czy francuskie Oradour- -sur-Glane. O tragedii Michniowa pamiętali przez lata jedynie jego mieszkańcy, którzy co roku zbierali się przy grobie ofiar pacyfikacji. Dopiero w lipcu 1993 r. odsłonięto pomnik Pieta Michniowska, autorstwa Wacława Staweckiego. W 2009 r. zapadała decyzja o budowie nowej przestrzeni muzealnej i po 12 latach prace zostały wreszcie ukończone. Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich, które jest oddziałem Muzeum Wsi Kieleckiej, zostanie otwarte 12 lipca, w Dzień Pamięci Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej, ustanowiony w rocznicę pacyfikacji Michniowa. Zakończenie budowy, która kosztowała 40 mln zł, było możliwe dzięki wsparciu budżetu samorządowego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zagłada w dwóch etapach

8 lipca 1943 r. w Radomiu odbyła się narada, podczas której Niemcy omówili plany akcji pacyfikacyjnej w Michniowie. Miała ona być odpowiedzią na aktywność stacjonującego w pobliżu oddziału AK dowodzonego przez Jana Piwnika „Ponurego”, wspieranego przez mieszkańców Michniowa. 12 lipca pomiędzy trzecią a czwartą rano wokół wsi zacisnął się podwójny pierścień okrążenia. W akcji brały udział jednostki 17 i 22 pułku policji SS, żandarmeria z Częstochowy, ze Skarżyska, Starachowic, Ostrowca i okolicznych posterunków oraz gestapo z Kielc. Podczas trwającej 12 godzin pacyfikacji Niemcy zamordowali 95 mężczyzn, 5 dzieci i 2 kobiety. 23 mężczyzn zastrzelono, pozostałych spalono żywcem w stodołach. Na wiadomość o pacyfikacji na ratunek wsi ruszyli partyzanci, ale kiedy dotarli do Michniowa, Niemców już nie było.

W nocy z 12 na 13 lipca partyzanci Ponurego w akcji odwetowej zatrzymali na pobliskiej stacji niemiecki pociąg cywilno-wojskowy. W wagonach „nur für Deutsche” („tylko dla Niemców”) strzelano do wszystkich pasażerów i pozostawiono tam napis „Zemsta za Michniów”. 13 lipca rano Niemcy wrócili do Michniowa, gdzie zabili wszystkich bez względu na płeć i wiek. Najmłodszą ofiarą był dziewięciodniowy Stefan Dąbrowa spalony żywcem wraz z całą rodziną. Spalono wówczas całą wieś. Za tę zbrodnię, poza Herbertem Böttscherem, dowódcą SS i policji w dystrykcie radomskim, żaden z jej bezpośrednich uczestników nie poniósł odpowiedzialności. W niemieckiej pamięci zdarzenie to nie istnieje.

W centrum jest grób

W centrum Mauzoleum stoi grób ofiar pacyfikacji. Powstał on w 1945 r., spoczywają w nim szczątki co najmniej 204 ofiar – w tym 54 kobiet i 48 dzieci. Przed wojną był to pusty teren, tzw. plac szkolny. – Nigdy nie było ekshumacji ofiar, ale z opisu świadków wiemy, że większość została pochowana bez trumien – opowiada Ewa Kołomańska, kierownik Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich w Michnowie, związana z tym miejscem od lat. Ofiary leżą w skrzyniach, naprędce pozbijanych z desek, gdyż Niemcy 15 lipca 1943 r. zgodzili się, aby robotnicy z pobliskiego tartaku ich pogrzebali. Miejscowym zakazano powrotu do wsi. Skradali się do niej jedynie ukradkiem, aby sprawdzić, co stało się z ich bliskimi. Trupy leżały na pogorzelisku, jakim po 13 lipca stał się Michniów. Spalono tam około 200 drewnianych budynków i zabudowań gospodarczych. Ocalała jedynie kamienna przybudówka do obory jednego obejścia oraz stojąca na uboczu leśniczówka. Niestety w latach 90. XX wieku została ona rozebrana i sprzedana na opał.

Część spalonych ciał znajdowała się w stodołach. Nie wszystkie się zwęgliły. Znajdziemy wzmiankę mówiącą o tym, że dziecko, które przeżyło, w wypalonym saganku przyniosło do grobu kości swoich rodziców. Spośród blisko pięciuset mieszkańców przedwojennego Michniowa pacyfikację przeżyło ok. dwustu. Do dzisiaj żyje ich czterdziestu.

„Deutsche Katyń”

„Jak zbierała Pani relacje od świadków tamtych wydarzeń? Co w nich dominuje?” – pytam panią kierownik. W trakcie naszej rozmowy do gabinetu nieoczekiwanie weszła pani Maria Wikło, aby omówić szczegóły zbliżającej się uroczystości. Jest jedną z tych osób, o które pytam. Straciła w czasie pacyfikacji matkę i dwóch braci. Miała wtedy 3 lata. Ona i jej siostra bliźniaczka przeżyły, gdyż tego dnia z wioski zabrała je ciocia. Pamięta jedynie to, co później jej opowiedziano. – Pani Romana Białek z domu Malinowska miała wtedy 16 lat – kontynuuje opowieść o ocalonych Ewa Kołomańska. – Dzisiaj jest schorowana. Rozmawiałam z nią przed dziesięciu laty i wówczas powiedziała mi: „Pani Ewo, ja dopiero teraz sobie uświadomiłam, że jak mój ociec i bracia palili się w tych stodołach, to myśmy nimi oddychali”. Przeżyła wraz z matką i siostrą, ojca i braci Niemcy spalili w stodole. Przeżyło dwóch jej starszych braci, którzy w tym czasie byli w oddziałach partyzanckich – mówi. – Ten szczegół powtarza się w innych relacjach: specyficzny zapach, unoszący się tego dnia wszędzie, duszący i słodkawy swąd palących się ludzkich ciał. Rozmawiałam także z panią Jolantą Franke Cholewińską, która była wtedy dzieckiem. Jej ojciec w maju 1943 r. trafił do KL Auschwitz i dzięki temu przeżył. Po pacyfikacji rodzina nie chciała się przenosić w inne miejsce, gdyż wierzyła, że jak ojciec wróci, będzie ich szukał w Michniowie. Dlatego kręcili się stale po tej okolicy. Pamięta, że na tablicy z nazwą wsi: „Michniów, kreis Kielce”, ktoś dopisał farbą „Deutsche Katyń”. Wtedy nie wiedziała, co to znaczy, dopiero później uświadomiła sobie, że od wiosny 1943 r. Niemcy robili wielką propagandę wokół grobów polskich jeńców wojennych zamordowanych przez Sowietów, odkrytych w Katyniu. Ale Polacy z tych okolic zagładę Michniowa natychmiast skojarzyli z tamtą zbrodnią. Takich napisów było w okolicy więcej. Niemcy wyznaczyli nagrodę za informację o sprawcach napisów, ale nikt się nie zgłosił – opowiada Kołomańska.

Długie trwanie pamięci

Ewa Kołomańska podkreśla, że Mauzoleum nie ma jedynie lokalnego charakteru. Dotyczy bowiem wszystkich wsi, które były w granicach przedwojennej Polski i doświadczyły różnych form represji ze strony niemieckich i sowieckich okupantów, a także ukraińskich nacjonalistów. – Dlatego w naszej ekspozycji odnosimy się nie tylko do pacyfikacji Michniowa. Pokazujemy historię tych obszarów oraz ich tragiczne losy. To były nie tylko krwawe zbrodnie i pacyfikacje, lecz także wyzysk ekonomiczny, a ponadto depolonizacja, zwłaszcza wsi na obszarach wcielonych już w 1939 r. do III Rzeszy oraz Związku Sowieckiego. Liczba 817 spacyfikowanych w czasie wojny polskich wsi, o której mówimy w naszej ekspozycji, dotyczy jedynie miejscowości znajdujących się w obecnych granicach państwa polskiego. Nie oddaje więc całej wojennej rzeczywistości. Nie obejmuje przede wszystkim wsi zniszczonych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a były ich setki. Tworzymy więc interaktywną mapę wszystkich wsi spacyfikowanych i represjonowanych w czasie II wojny światowej przez Niemców, Sowietów i Ukraińców – mówi Ewa Kołomańska.

Rozpadający się dom

Konkurs na projekt budynku w Michniowie wygrała pracowania architektoniczna Nizio Design International. Niewątpliwie jest to jeden z najbardziej oryginalnych i sugestywnych przykładów tego typu architektury w Polsce. Nawiązuje do idei domu – chaty, zniszczonego w czasie wojny. W następujących po sobie segmentach wystawy bryła budowli ulega stopniowej deformacji, jak gdyby rozpada się na naszych oczach i ulega degradacji, aby na końcu zostawić nas sam na sam z przestrzenią lasu krzyży. Ekspozycję rozpoczyna pusta przestrzeń nazwana Domem Ciszy, tworząc nastrój kontemplacji i skupienia. Pierwsza część wystawy poświęcona jest okresowi przedwojennemu, następna opowiada dzieje dwóch okupacji: niemieckiej i sowieckiej. Kolejne części dotyczą ziem wcielonych do Związku Sowieckiego i III Rzeszy, wreszcie poruszony jest temat losów wsi na obszarach Generalnego Gubernatorstwa. Kolejną strefę stanowi opowieść o ludobójstwie, pacyfikacji, egzekucjach, planowym niszczeniu wsi. W tej sekcji do ekspozycji włączono historię losów wsi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, od lipca 1943 r. niszczonych przez oddziały ukraińskich nacjonalistów. Ostatnia część poświęcona jest losom Michniowa jako symbolu, który splata wszystkie te wątki w jednym tragicznym węźle. – Michniów skupia w sobie praktycznie wszystkie wojenne losy polskich wsi. Jego mieszkańcy doświadczyli zarówno deportacji, jak i aresztowań; przechodzili przez niemieckie obozy koncentracyjne. Pomagali wysiedlonym z terenów włączonych do III Rzeszy, brali udział w konspiracji zbrojnej i oporze cywilnym. Wreszcie spotkała ich mordercza pacyfikacja. Zwiedzający powinien w ostatnim etapie wystawy uświadomić sobie, że to wszystko, co widział wcześniej, wydarzyło się właśnie w tej jednej wsi. Wystawę główną uzupełnia ekspozycja upamiętniająca mieszkańców polskich wsi ratujących Żydów – mówi Ewa Kołomańska.

Dwieście krzyży

Ekspozycję kończy pole, na którym znajduje się dwieście krzyży otaczających przestrzeń Mauzoleum. Symbolizują one wsie spacyfikowane przez Niemców, Sowietów i Ukraińców. – Chciałabym, aby obecność w Mauzoleum zmuszała nas do zatrzymania się na chwilę i pomyślenia o ludziach, którzy nie tylko tutaj zginęli. Warto pomyśleć także o tym, że wieś ocaliła polskość w sobie i dla nas. Miała duży wkład w odzyskanie przez Polskę niepodległości i budowania patriotycznej świadomości od domu rodzinnego – mówi Ewa Kołomańska. I dodaje: – Chociaż eksponatów nie mamy zbyt wiele, wszystkie są spersonifikowane. W każdym przypadku staramy się opowiedzieć nie tylko o dziejącej się historii, lecz także o losach konkretnego człowieka. Wreszcie, co chciałabym podkreślić, jest to pierwsza wystawa, która obrazuje losy polskiej wsi w czasie II wojny światowej. Ten problem nie rezonuje w pamięci narodowej w skali odpowiadającej rozmiarom tej tragedii, a przecież do 1939 ponad 70 proc. polskiego społeczeństwa mieszkało na wsi. Ponad 3 miliony mieszkańców wsi wywieziono na roboty przymusowe, ogromna liczba trafiła do obozów koncentracyjnych, podlegała deportacjom bądź przesiedleniom. Niewyobrażalna była skala zniszczeń materialnych spowodowanych pacyfikacjami i polityką okupanta, nakładającego kontyngenty na wszystkich rolników. Wieś także żywiła jednostki partyzanckie i pozwalała przetrwać mieszkańcom miast, szmuglując tam i sprzedając większe ilości artykułów spożywczych. Skala ofiar poniesionych przez wieś była ogromna. Niestety pamięć o tej ofierze ciągle ma wymiar lokalny. Są upamiętnienia pacyfikacji czy działalności oddziałów partyzanckich – jest tablica, czasem pomnik bądź krzyż. Problem w tym, że tych krzyży, których w Polsce są tysiące, nie ma w zbiorowej pamięci. Dopiero zebrane w jednym miejscu, tu w Michniowie, mają szansę odcisnąć trwały ślad w naszej pamięci.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się