Nowy numer 30/2021 Archiwum

Obronił krzyż

Ukraiński robotnik obronił krzyż stojący na mogiłach polskich żołnierzy, za co spotkała go surowa kara ze strony komunistów. Po 35 latach Polska nagrodziła go za ten czyn.

Bohaterem tej historii jest Petro Hrudzewycz, robotnik pracujący w kołchozie we wsi Dytiatyn, w obwodzie iwanofrankiwskim na zachodniej Ukrainie. W 1986 r. przedstawiciele komunistycznej władzy kazali mu wywieźć krzyż z mogiły żołnierzy Wojska Polskiego, którzy polegli nieopodal tej miejscowości w 1920 r. Pan Hrudzewycz odmówił, za co spotkały go szykany, które doprowadziły do trwałej choroby. Krzyż jednak ocalał. Po trzydziestu pięciu latach od tych wydarzeń prezydent Polski Andrzej Duda wręczył 81-letniemu Petrowi Hrudzewyczowi medal Virtus et Fraternitas (Męstwo i Solidarność). Odznaczenie jest przyznawane na wniosek dyrektora Instytutu Pileckiego za heroiczną postawę w niesieniu pomocy Polakom będącym ofiarami systemów totalitarnych XX wieku, za wybitną odwagę w obronie ludzkiej godności i człowieczeństwa.

Polskie Termopile

Aby zrozumieć znaczenie postawy pana Petra dla Polaków, trzeba cofnąć się do wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. 16 września na wzgórzu 385. pod Dytiatynem stoczona została bitwa między polskim batalionem a dwiema brygadami Armii Czerwonej. Dzięki heroicznej postawie Polaków pochód sowieckich brygad został zatrzymany na cały dzień, co umożliwiło przegrupowanie polskiej 8. Dywizji Piechoty i sprzymierzonej z nią dywizji ukraińskiej. Zginęli jednak wszyscy walczący żołnierze polskiej 4. baterii 1. Pułku Artylerii Górskiej, w sumie 97 osób. Ze względu na dysproporcje pod względem liczby żołnierzy i uzbrojenia, a także z uwagi na przebieg starcia bitwa ta przeszła do historii oręża polskiego jako symbol do końca spełnionego żołnierskiego obowiązku i zyskała miano Polskich Termopili. Po zakończeniu wojny Dytiatyn znalazł się w granicach II Rzeczpospolitej.

O tym, jak ważna była ta bitwa dla Polaków, świadczy upamiętnienie walczących w niej żołnierzy. W miejscu ich pochówku w 1930 r. wzniesiono pomnik – kaplicę pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Marszałek Józef Piłsudski nadał pośmiertnie 17 artylerzystom Srebrny Krzyż Orderu Wojennego Virtuti Militari, a 11 oficerom i 41 szeregowym – Krzyż Walecznych. Ponadto 4. bateria otrzymała prawo noszenia tytułu „baterii śmierci”. Szczątki jednego z poległych pod Dytiatynem żołnierzy zostały umieszczone w Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Odmawiam!

Po II wojnie światowej Dytiatyn znalazł się na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Kaplica na mogile została zdewastowana, a w 1947 r. rozebrana. Krzyż jednak pozostał. Miejscowa ludność przychodziła na mogiłę żołnierzy, składała tam kwiaty. Jednak w latach 80. XX wieku komunistycznym aparatczykom krzyż zaczął przeszkadzać. Wezwali więc jednego z pracowników kołchozu w Dytiatynie i kazali mu go usunąć. Pracownikiem tym był właśnie Petro Hrudzewycz, kierowca rozwożący okolicznych mieszkańców do pracy na polu. Odmówił wykonania polecenia. Podobnie inni mieszkańcy wsi. Po latach tak opowiada o tym wydarzeniu. – Powiedzieli, że trzeba ściąć i wywieźć krzyż. Ale to musi pozostać w tajemnicy. Mówili, że nikt nie może wiedzieć, tylko my. Miałem załadować krzyż na samochód i wywieźć go do lasu albo wyrzucić do rowu czy do jakiejś rzeki. Chwilę pomyślałem i powiedziałem, że krzyża nigdzie nie wywiozę – ani do rzeki, ani do lasu i dodałem: „Odmawiam wywiezienia krzyża!”. Wtedy jeden z kierujących akcją powiedział: „Zostałeś wyznaczony. Będziesz robić to, co ci mówimy” – wspomina. Pan Petro jednak się nie ugiął. Władze ściągnęły więc więźniów kryminalnych z Marynopola, którzy krzyż ścieli, ale nie wywieźli go.

Pan Hrudzewycz i okoliczni mieszkańcy są grekokatolikami. Ocalony krzyż za zgodą księdza postawili przy greckokatolickiej cerkwi, gdzie stoi do dziś.

Sprawa jednak na tym się nie skończyła. Za odmowę wywiezienia krzyża pana Petra spotkała kara. Został skierowany „na mleko”, czyli do rozwożenia baniek z mlekiem. Każdego dnia musiał dźwigać stulitrowe pojemniki. – Taką karę mi dali za to, że ich nie posłuchałem i nie wywiozłem krzyża. To była ciężka robota. Do każdej wsi trzeba było pojechać, wziąć bańki i wrzucić na ciężarówkę – opowiada.

Pracował tak prawie trzy lata, ale 50-letni organizm nie wytrzymał. Doszło do uszkodzenia kręgosłupa. – Przyjechał do domu w takim stanie, że musieliśmy go wyciągać z ciężarówki. Coś mu strzeliło w kręgosłupie. Trzy dni leżał w domu, a my z siostrą obracałyśmy go na materacu, zanim trochę się podniósł – opowiada żona Petra – Olha Hrudzewycz.

Nagroda

O postawie Petra Hrudzewycza zapewne wiedziałoby niewiele osób, Opatrzność chciała jednak inaczej. Po odzyskaniu wolności w 1989 r. i otwarciu granic ożywiły się kontakty Polaków z rodakami mieszkającymi za wschodnią granicą, w tym na Ukrainie. Nasi księża zaangażowali się w odbudowę życia religijnego na tych terenach. Zakon franciszkanów konwentualnych stworzył na Ukrainie delegaturę prowincjalną, która jest częścią prowincji krakowskiej. Franciszkanie zajęli się m.in. remontem i odbudową sanktuarium Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Bołszowcach leżących 16 km od Dytiatyna. Od 2015 r. wolontariusze fundacji Brat Słońce, założonej przez franciszkanów w celu wspierania dzieł zakonu, zaczęli prowadzić w tej okolicy prace porządkowe w polskich miejscach pamięci. Na cmentarzu w Bołszowcach odnaleźli 57 polskich nagrobków. W 2015 r. polski cmentarz wojenny w Dytiatynie został starannie odbudowany. Środki na ten cel przeznaczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wolontariusze fundacji brali udział w jego uroczystym otwarciu, a obecnie w ramach specjalnego projektu sprawują całoroczną opiekę nad miejscami pamięci w Dytiatynie i Bołszowcach.

Przy mogile w Dytiatynie wolontariusze usłyszeli od miejscowych historię obrony krzyża przez Petra Hrudzewycza. Z czasem poznali go osobiście, gdyż mimo że porusza się o kulach, wciąż odwiedza mogiłę. W 2019 r. członkowie fundacji, m.in. o. Bronisław Staworowski, a także dziennikarz Marcin Więckowski, przygotowali film, w którym pan Hrudzewycz opowiada o swoich doświadczeniach. Zebrali też zeznania świadków, którzy podpisali się pod specjalnym oświadczeniem potwierdzającym przebieg wydarzeń. Materiał przekazali do Instytutu Pileckiego, zgłaszając pana Petra jako kandydata do otrzymania medalu Virtus et Fraternitas. Instytut złożył do prezydenta RP wniosek o przyznanie odznaczenia. Andrzej Duda zaaprobował kandydaturę jego i jeszcze ośmiu innych osób. Medale zostały wręczone 2 czerwca tego roku.

„Wszyscy zrobiliby to samo”

Podczas uroczystości w pałacu prezydenckim pan Hrudzewycz osobiście odebrał odznaczenie, a jego przemówienie odczytała córka. Stwierdził w nim: „Odmówiłem, ponieważ kierowałem się nie tyko wartościami chrześcijańskimi, zgodnie z którymi zostałem wychowany, lecz także pamięcią o poległych synach, mężach i bohaterach, którzy oddali życie na tej ziemi. Chociaż moja rodzina i ja doświadczyliśmy wielkich prześladowań, nie sądzę, żebym uczynił coś szczególnego, bo na moim miejscu wszyscy zrobiliby tak samo ze względu na pamięć i poszanowanie poświęcenia polskich żołnierzy”.

Na pewno nie wszyscy zachowaliby się tak samo. W tamtym czasie odmowa wykonania polecenia komunistycznej władzy oznaczała bardzo poważne konsekwencje. Nasz bohater stracił zdrowie, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mógł trafić do łagru, gdzie straciłby życie. Pan Petro jest bardzo skromnym człowiekiem. Jego postawa i wypowiedzi potwierdzają, że rzeczywiście uważa, iż zrobił rzecz normalną. Na uroczystość odebrania medalu przybył w ludowej ukraińskiej koszuli, którą mieszkańcy jego regionu zakładają od święta, intensywnie niebieskiej z pięknym haftem na piersiach. W hotelu Bristol spotkał się z dziennikarzami. Na ich pytania odpowiadał prosto, kilkoma słowami.

Historia pana Petra ma nie tylko wymiar historyczny. Dyrektor fundacji Dar Serca Anna Bielak podkreśla, że Ukraińcy bardzo pozytywnie zareagowali na docenienie swojego rodaka przez Polaków. – Uhonorowanie pana Petra przez Polaków jest dla Ukraińców bardzo ważne. Kiedy jego córka udostępniła w internecie informację o odznaczeniu, było mnóstwo pozytywnych komentarzy ze strony sąsiadów – mówi.

Kwestia przyjaznych relacji między naszymi narodami jest sprawą trudną. Ojciec Staworowski, który był prezesem fundacji Dar Serca, tłumaczy, że wśród Ukraińców są różne grupy i różne postawy wobec Polaków. Jedni, m.in. ze względu na polskich przodków, uważają, że oba narody powinny się pojednać. Inna grupa jest temu przeciwna – to z kolei ludzie zgromadzeni w nacjonalistycznych organizacjach. Są też osoby, które nie znają historii, i dziwią się, gdy słyszą, że na tym terenie mieszkali przed wojną Polacy. Niektórzy mają obawy, że teraz przyjeżdżamy tam, aby odnowić polskość. – Trudno określić, jakie są proporcje tych postaw, natomiast faktem jest, że na ogół spotykamy się z życzliwością miejscowych osób. Uczestniczą one w uroczystościach upamiętniających kolejne rocznice bitwy pod Dytiatyniem – podkreśla.

W 2003 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników II wojny światowej. Wśród nich jest chłop z Kielecczyzny, Ignacy Trenda, który w 1939 r. w miejscowości Lelów zginął z rąk niemieckich żołnierzy, broniąc krzyża przed zniszczeniem. Nasuwają się skojarzenia. Petro Hrudzewycz na szczęście nie zginął, ale jego postawę z pewnością można uznać za heroiczną.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także