Nowy numer 30/2021 Archiwum

Życie warte przeżycia

O kampanii „Każde życie jest cudem” i ludzkich historiach, które niosą nadzieję, mówi Magdalena Korzekwa-Kaliszuk.

Szymon Babuchowski: W nazwie fundacji Grupa Proelio zastanawia mnie ostatnie słowo. Co to właściwie znaczy: „Proelio”?

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk: „Proelio” pochodzi od łacińskiego słowa proelium i odnosi się do walki, zaangażowania. To słowo pojawia się m.in. w modlitwie do św. Michała Archanioła. Razem z moim mężem Zbigniewem Kaliszukiem, z którym tę fundację założyłam, nie mamy wątpliwości, że naszym obowiązkiem jest angażowanie się w obronę człowieka, rodziny, małżeństwa, wolności sumienia. Czujemy takie powołanie, ale też moralny obowiązek dbania o to, abyśmy my, nasze dzieci, może wnuki – żyli w takim świecie, w którym podstawowe wartości są szanowane. Jeśli sami o to nie zawalczymy, to ktoś inny wybierze za nas standardy życia społecznego. Obecnie toczy się wielka cywilizacyjna walka o to, jak traktować życie człowieka, małżeństwo i rodzinę. I stąd słowo „proelio”. Ale w nazwie fundacji jest też słowo „grupa”, bo chcemy, żeby to było miejsce, które łączy ludzi zaangażowanych na rzecz ochrony wartości. Naszym pierwszym publicznym projektem, kampanią „Każde życie jest cudem”, ułatwiamy stanięcie po dobrej stronie tej cywilizacyjnej wojny.

Ale jak walczyć, żeby nie dać się wtłoczyć w przepychankę podobną do tej, którą obserwowaliśmy jesienią zeszłego roku na ulicach polskich miast?

Zdecydowanie nie chcemy działać w takim stylu. Chcemy, żeby działalność, którą prowadzimy, była pozytywna. Żeby pokazywała prawdę o człowieku i wartościach, ale też dawała nadzieję, że jest możliwa miłość – nawet w trudnej, skrajnej sytuacji, w ciężkiej chorobie.

Ma Pani poczucie, że dzisiaj, osiem miesięcy po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, realna ochrona życia w Polsce jest większa niż wcześniej?

Oczywiście. Zmiana prawa, a właściwie wyprostowanie prawa, które powinno funkcjonować w ten sposób od momentu wprowadzenia obecnej konstytucji – jest bardzo dobrym krokiem w kierunku pełniejszej ochrony życia. Nie od dziś wiadomo, że dobre prawo pozytywnie wpływa na postawy społeczne. Przynajmniej część społeczeństwa wyrabia w sobie wówczas przekonanie, że to, na co prawo pozwala i czego zabrania, jest – odpowiednio – dobre i złe. To dobrze, że szpitale nie mogą już zabijać dzieci z powodu podejrzenia zespołu Downa czy innych chorób, ale z drugiej strony widzimy, że bezkarnie działa lewica aborcyjna, na różne sposoby promując zabijanie. I widzimy bierność organów ścigania w tym zakresie. To jest niepokojące.

Może istnieje na to przyzwolenie społeczne?

To pokłosie prawa, które funkcjonowało przez prawie 30 lat, a także wcześniej, kiedy mieliśmy w Polsce praktycznie aborcję na życzenie. To musiało wpłynąć na mentalność wielu ludzi. Dlatego chcemy pokazać w delikatny, piękny, ale zarazem mocny i prawdziwy sposób, że życie każdego człowieka ma wartość i sens. Odwrócić te złe trendy, które w części społeczeństwa jeszcze pozostały.

Jesienne protesty pokazały, że ta grupa jest całkiem spora. Skąd ten gwałtowny sprzeciw wobec działań chroniących życie?

Nie mam wątpliwości, że część osób, które w różnej formie – czy to przez wyjście na ulice, czy przez błyskawice na zdjęciach profilowych – przyłączyły się do protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, nie popiera aborcji na życzenie. To są raczej osoby, które uległy emocji wzbudzonej przez lobby aborcyjne; dały się przekonać, że oto dzieje się coś złego, że odbierane jest „prawo wyboru” – jak to ładnie określa lewica. Znam osobiście osobę, która wzięła udział w tych protestach, a teraz jest zaangażowana w działania na rzecz pełnej ochrony życia. I sama przyznaje, że uwierzyła, jakoby ktoś chciał karać kobiety za poronienie. Bo takie hasła też lobby aborcyjne próbowało nam wmawiać. Po drugie, w części społeczeństwa istnieje przekonanie, że zabijanie z powodu podejrzenia chorób – zwłaszcza tych najcięższych – jest aktem miłosierdzia, ma skracać cierpienie. To oczywiście są przekonania kompletnie sprzeczne z wiedzą medyczną i z wiedzą o człowieku. Dlatego w kampanii „Każde życie jest cudem” chcemy pokazywać przykłady konkretnych ludzi, którzy wybrali życie.

Widzi Pani w Polsce szanse na taką spokojną, rzeczową rozmowę o ochronie życia?

Oczywiście, jestem przekonana, że przynajmniej z częścią Polaków można tak rozmawiać. Nie wszyscy są zacietrzewieni w tym sporze. Na przestrzeni ostatnich lat, gdy razem z mężem prowadziliśmy – w różnych formach – działalność w obronie życia, wielokrotnie spotykaliśmy się z ludźmi, którzy nie byli przekonani co do tego, czy należy całkowicie chronić życie człowieka od momentu poczęcia, ale bardzo często byli otwarci na argumenty.

Co do tej rozmowy wnoszą historie bohaterów reportaży, które będą się składać na kampanię „Każde życie jest cudem”?

Po pierwsze: wnoszą prawdę. Prawdę, która jest trochę ukrywana. Mogliśmy wielokrotnie słyszeć o historiach rodziców, którzy, według zwolenników aborcji, ubolewali, że oto ktoś nie pozwolił zabić im dziecka albo próbował ich od tego odwieść. Natomiast myślę, że dużo mniej wybrzmiewały historie ludzi, którzy byli poddawani naciskom, żeby zabić swoje dziecko, a temu nie ulegli. Ludzi, których choroby w świetle prawa kwalifikowały do aborcji, ale którzy dostali szansę na życie. Z tego powodu to nie jest kampania teoretyczna – ona pokazuje prawdziwe historie. Nie ucieka od trudnych tematów, ale jednocześnie niesie przesłanie, że każde życie jest warte przeżycia. Nie ma żadnego powodu, który usprawiedliwiałby zabicie dziecka przed urodzeniem. Nawet w przypadku najcięższych diagnoz prenatalnych, które mogą się potwierdzić, najlepsze jest wybranie życia. Taka naturalna decyzja umożliwia dziecku przeżycie choćby krótkiego czasu z bliskimi, a bliskim – pokochanie tego dziecka i okazanie mu miłości.

Już słyszę te komentarze: „Pokazujecie tych, którym się udało, a pozostałych skazujecie na heroizm”…

Jeśli jakieś dziecko zaczyna ciężko chorować po urodzeniu, ma wypadek albo nie wykryto w czasie ciąży np. zespołu Downa, to nie ma komentarzy, że oto trzeba dać takim rodzicom „wybór”, żeby mogli swoje dziecko zabić. Nie padają oskarżenia, że zakaz zabijania chorych dzieci po urodzeniu miałby być skazywaniem na heroizm. A przecież dziecko w łonie mamy jest tym samym człowiekiem co dziecko, które już się urodziło. W kampanii pokazujemy, że decyzję o przyjęciu dziecka podejmuje się przed współżyciem, a nie w chwili, gdy dziecko rozwija się już pod sercem mamy. Jeśli dwie osoby decydują się na współżycie, to odpowiedzialność wymaga, żeby przyjmowały skutki swoich działań – niezależnie od tego, czy dziecko, które się pocznie, będzie zdrowe, czy chore. A ofiarna miłość rodziców to nie jest cierpiętnictwo.

Na szczęście bohaterowie Waszych reportaży dalecy są od takiego podejścia…

Tak, pokazujemy np. historię rodziny Marty i Andrzeja Witeckich, w której urodziła się Esterka z zespołem Edwardsa. To jest wada letalna. Ta dziewczynka żyła tylko cztery miesiące. Ale państwo Witeccy postrzegają swoją postawę jako normalność. Oni po prostu zrobili wszystko, żeby ich dziecko przez krótki czas, który był mu dany, otrzymało tyle miłości, ile się da. Żeby nie cierpiało fizycznie, otrzymywało odpowiednie leki i żyło na najlepszym możliwym poziomie. W tej kampanii pokazujemy też, że tzw. wybór, o którym tyle mówi lewica, ma zawsze twarz konkretnej osoby, konkretnego dziecka.

Jakie jeszcze działania będzie podejmować fundacja?

Do tej pory opublikowaliśmy ponad osiemdziesiąt świadectw pisemnych i dwa świadectwa filmowe. Przybliżamy historię Barbary Kędzior, która, mając chorobę genetyczną nazywaną „rybią łuską”, pokazuje, że jest szczęśliwą, radosną osobą. I historię Marysi, która według diagnoz prenatalnych miała umrzeć po porodzie, ale te diagnozy się nie potwierdziły. Co tydzień będziemy publikować świadectwo kolejnej rodziny. Przygotowaliśmy dotąd dziewięć filmów, ale mamy nadzieję, że będzie ich więcej. Na pewno będziemy rozwijać narzędzie, jakim jest Katolicki Latarnik Wyborczy. Na stronie internetowej www.latarnik.info można sprawdzić, który z posłów głosował w konkretnych kwestiach zgodnie z nauczaniem Kościoła. To narzędzie pozwalające kontrolować polityków – w szczególności tych, którzy deklarują się jako wierzący. Bardzo chcielibyśmy też wydać książkę ze wspomnianymi świadectwami, bo to historie, które chwytają za serce i dają nadzieję. Z pewnością będą wsparciem dla innych rodziców, którzy dowiadując się o niepomyślnej diagnozie prenatalnej, mogą być przestraszeni, myśleć, że oto zapadł na nich jakiś wyrok.

W jaki sposób można wesprzeć fundację?

Pierwszy sposób – o który bardzo proszę – to modlitwa za nasze kampanie i za wszystkie osoby zaangażowane w fundację. Po drugie, zachęcam do tego, żeby udostępniać i rozsyłać dalej świadectwa znajdujące się na stronie cudzycia.pl i w mediach społecznościowych fundacji. Im więcej osób je obejrzy, tym większa szansa, że ochronimy kolejne dzieci przed aborcją. Wreszcie możliwe jest wsparcie finansowe. Każda, nawet najmniejsza darowizna przybliża do realizacji tych celów. Już teraz za każdą formę wsparcia dziękuję. •

Magdalena Korzekwa-‑Kaliszuk

Z wykształcenia prawnik i psycholog, zaangażowana w obronę dzieci, małżeństwa, rodziny i wolności sumienia. W dzieciństwie prowadziła program telewizyjny „Ziarno”. Autorka i współautorka kilkunastu książek. Przez prawie pięć lat kierowała organizacją CitizenGO w Polsce. Obecnie wraz z mężem Zbigniewem Kaliszukiem rozwija działalność fundacji Grupa Proelio.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama