Nowy numer 38/2021 Archiwum

Skutki jednego nawrócenia

Zmiana życiowego kursu nieraz wiąże się z przykrymi wydarzeniami. Ale może być tak, że z owoców tej zmiany mogą przez wieki korzystać miliony ludzi.

Wezwanie do młodych mężczyzn: „Zostań w domu, jeżeli myśl o wstąpieniu jest powodem twojego niepokoju albo czyni ciebie nerwowym; nie przychodź do nas, jeżeli masz Kościół za macochę, a nie kochasz go jak matkę; nie przychodź, jeżeli sądzisz, że wyświadczysz łaskę Towarzystwu. Przyjdź do nas, jeżeli służba Chrystusowi jest sensem twojego życia; jeśli masz kręgosłup dość mocny, umysł otwarty, jasne idee i serce większe niż świat, jeśli umiesz pożartować z innymi, a czasem pośmiać się także z siebie”.

W ten sposób do adeptów zakonu apelował o. Pedro Arrupe SJ, generał Towarzystwa Jezusowego w latach 1965–­1983. Obecnie trwa jego proces beatyfikacyjny. Jeśli zakończy się on pomyślnie, sługa Boży dołączy do 230 świętych i błogosławionych jezuitów. Wielu wśród nich misjonarzy, jak św. Franciszek Ksawery, który schrystianizował kawał Dalekiego Wschodu i chyba tylko św. Paweł mógłby z nim konkurować pod względem liczby nawróconych dusz. Wielu tam też męczenników za wiarę, jak uśmiercony przez rodaków na krzyżu Japończyk Paweł Miki albo Polak Andrzej Bobola, zamęczony przez kozaków. Są tam wielkie osobistości, jak św. Robert Bellarmin, kardynał i doktor Kościoła, i młodzi chłopcy stawiający pierwsze kroki na drodze zakonnej – jak św. Stanisław Kostka. Wszyscy oni odnowili Kościół, bo tak zawsze działa świętość.

Dziś Towarzystwo Jezusowe liczy 16 700 zakonników rozsianych po całym świecie. W Polsce jest ich niespełna 600. Jezuici są tam, gdzie potrzebuje ich Kościół. Pracują na misjach, prowadzą parafie i sanktuaria, ośrodki duszpasterskie, domy rekolekcyjne, wydawnictwa, instytucje kulturalne, ośrodki terapeutyczne, szkoły i uniwersytety. „Gdziekolwiek w Kościele, także na najtrudniejszych i najbardziej wysuniętych obszarach, na rozdrożach ideologii, na społecznych frontach dokonywała się i wciąż dokonuje konfrontacja palących pragnień człowieka i odwiecznego przesłania Ewangelii, tam byli i wciąż są jezuici” – powiedział o zakonie papież Paweł VI.

Celny strzał

A wszystko zaczęło się od… kuli armatniej. Pocisk został wystrzelony z francuskiej armaty w kierunku twierdzy w hiszpańskiej Pampelunie dokładnie 500 lat temu – 20 maja 1521 roku. Wiele kul tam wtedy poleciało, ale akurat ta trafiła w nogi 26-letniego szlachcica o imieniu Iňigo (Ignacy). Jedną całkiem zdruzgotała, a drugą poważnie raniła.

Dla Iňiga to był moment zwrotny, choć jeszcze o tym nie wiedział. Do tej pory „był człowiekiem oddanym marnościom tego świata. Szczególniejsze upodobanie znajdował w ćwiczeniach rycerskich, żywiąc wielkie i próżne pragnienie zdobycia sławy”, jak opowie po latach. Teraz został zmuszony do wyhamowania. Dwukrotne łamanie źle zrastających się kości, a potem naciąganie jednej nogi, aby nie była krótsza od drugiej – wszystko oczywiście bez znieczulenia – przysporzyły mu okrutnego bólu. A jednak nawet nie jęknął. Podczas operacji jedynym znakiem, że cierpi, były jego silnie zaciśnięte pięści.

Ledwo wywinął się śmierci, zaczął zdrowieć. Nie mogąc jeszcze stąpać chorą nogą, musiał leżeć w łóżku. „A ponieważ bardzo był rozmiłowany w czytaniu książek światowych i pełnych różnych zmyślonych historii, tak zwanych romansów rycerskich, więc czując się dobrze, poprosił dla zabicia czasu o jakieś pozycje tego rodzaju. W tym domu nie było jednak żadnych takich książek, które zwykł był czytać. Dlatego dano mu »Życie Chrystusa« i księgę »Żywotów świętych« w języku hiszpańskim” – czytamy w autobiografii.

Cóż miał robić, zaczął czytać i stwierdził, że to go wciąga. Gdy przerywał, oddawał się marzeniom o czynach rycerskich, dokonywanych w wyobraźni dla damy wysokiego rodu. W pewnym momencie myśli te zaczęły się mieszać z obrazami pochodzącymi z lektury. Sam zaczął się łapać na rozważaniu: „Co by było, gdybym zrobił to, co św. Franciszek albo św. Dominik?”. Wydało mu się to możliwe, a nawet konieczne. I tak zaczęły się w nim ścierać dwie wizje życia. Wtedy zauważył, że myśli „światowe”, choć przyjemne, pozostawiają w nim osad niezadowolenia. Z kolei gdy myślał o czynach pobożnych lub ascezie, czuł radość nawet po zaprzestaniu tych rozważań. Pewnego razu zrozumiał, że jedne myśli czynią go smutnym, inne zaś radosnym. „I tak powoli doszedł do poznania różnych duchów, które w nim działały – jednego szatańskiego, drugiego Bożego” – wspomni po latach.

To odkrycie stanie się podstawą „Ćwiczeń duchowych”. „To było jego pierwsze rozważanie o rzeczach Bożych; a kiedy potem oddawał się Ćwiczeniom, stąd czerpał swoje pierwsze światło do rozpoznania różnicy duchów” – zapisał biograf, notujący wspomnienia Ignacego.

Owocem jego doświadczenia stała się niewielka książeczka, która do dziś stanowi wielką pomoc dla ludzi pragnących rozeznawać duchowe poruszenia i przez to unikać błędów na drodze wiary. To właśnie „Ćwiczenia duchowe” stały się podstawą rekolekcji ignacjańskich, które od stuleci odmieniają życie uczestniczących w nich katolików. Co ciekawe, dzisiaj ich popularność jeszcze wzrasta. Kolejne serie rekolekcji z reguły mają komplet chętnych.

Pius XI w encyklice „Mens nostra” nazwał duchowe ćwiczenia zaproponowane przez Ignacego „najmądrzejszym i ze wszech miar uniwersalnym kodeksem reguł zdolnych wprowadzić duszę na drogę zbawienia i doskonałości”.

To takie proste

Piotr Sudoł z Instytutu Gość Media trafił na rekolekcje ignacjańskie kilka lat temu. Przeżywał wtedy kryzys. – Myślałem, że wszystko u mnie jest nie tak: złe decyzje, złe miejsce, zła praca… Pewnego dnia rano wychodzę z pociągu, idę do pracy i nagle otrzymuję wewnętrzny komunikat: „W tych rekolekcjach dam ci odpowiedź na twoje pytania”. Myślałem, że dostanę jakąś receptę, jak sobie z kryzysem poradzić. Okazało się nią pięć dni „fundamentu”. Wróciłem do domu z przeświadczeniem, że wszystko jest na właściwym miejscu. Tak ma po prostu być, niczego nie muszę zmieniać. Ty się, człowieku, boksujesz z życiem, a nagle widzisz, że wszystko jest w porządku! – opowiada.

To było przemieniające odkrycie. – Moim zdaniem to, co Ignacy napisał po swojej przemianie, zasługuje na Nobla. Jest w tym nieprawdopodobna prostota. Na przykład rozpraszasz się na modlitwie, to dołóż sobie pięć minut. To działa, bo gdy zły duch cię podchodzi i rozprasza, a ty z tego powodu dokładasz sobie modlitwy, to on się wycofuje, bo przecież chodziło mu o coś odwrotnego – śmieje się. – Ludzie myślą, że życie, wiara, ich problemy są bardzo trudne i skomplikowane, a duchowość ignacjańska ma na to tak banalnie prostą receptę, że aż śmiech bierze – zauważa.

Odkrył też ignacjański rachunek sumienia. – Właściwie to tego nawet nie powinno się nazywać rachunkiem sumienia. To ogromna pomoc w samoświadomości, kontroli emocji, poznaniu samego siebie, swoich skłonności, wad, zalet. Ja teraz nie z książek, ale z własnego doświadczenia wiem, że to działa – cieszy się Piotr.

Nie sposób zliczyć osób, które za sprawą duchowości ignacjańskiej przeszły podobną życiową zmianę.

Nowy wzrok

20 maja, w 500. rocznicę nawrócenia św. Ignacego, Towarzystwo Jezusowe rozpoczyna Jubileuszowy Rok Ignacjański, który potrwa do 31 lipca 2022 r. Obejmie także 400. rocznicę kanonizacji św. Ignacego, która miała miejsce 12 marca 1622 roku. Hasło Roku Jubileuszowego brzmi: „W Chrystusie ujrzeć wszystko na nowo”. W Polsce z tej okazji rozpoczęła się peregrynacja relikwii świętego. Odwiedzą one parafie jezuickie i inne miejsca, w których posługują jezuici.

Początkiem przemiany Ignacego Loyoli był wypadek, który go dosłownie powalił. Ważnym elementem jego nawrócenia był też… brak książek, które chciał czytać, i obecność takich, które go (jeszcze) nie interesowały. Wiele mówi to o zdarzeniach, które zwykliśmy nazywać nieszczęściami. Ostatecznie zaś to od współpracy z łaską Bożą zależy, czy katastrofa naszych planów pozostanie przyczyną utyskiwań i zgorzknienia, czy okaże się początkiem „ujrzenia wszystkiego na nowo”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także