Nowy numer 25/2021 Archiwum

Spis powszechny jest bezpieczny

O celach trwającego obecnie narodowego spisu powszechnego oraz bezpieczeństwie uzyskanych w nim danych mówi prezes Głównego Urzędu Statystycznego Dominik Rozkrut.

Bogumił Łoziński: W jakim celu przeprowadza się spisy powszechne?

Dominik Rozkrut: Celem jest poznanie szczegółowej struktury demograficznej i migracyjnej ludności. Tak naprawdę tylko spis powszechny dostarcza informacji, która jest wystarczająco szczegółowa, dokładna i zgodna z rzeczywistością, żebyśmy byli w stanie podejmować jakiekolwiek decyzje.

Jakie decyzje? Do czego jest wykorzystywana wiedza ze spisu?

Dane te stanowią podstawę do formułowania polityki społecznej, programów rozwojowych czy wsparcia najuboższych. Dzięki nim jesteśmy w stanie podejmować decyzje o charakterze publicznym. Opierając się na wiedzy ze spisu powszechnego, możemy dotrzeć do małych lokalnych społeczności, dowiedzieć się, jakie są ich potrzeby, i realizować je, na przykład budując szkoły, żłobki, przedszkola, szpitale.

Są one także często wykorzystywane przez sektor prywatny. Dzięki nim wiadomo, gdzie potencjalnie najlepiej zainwestować, gdzie łatwiej znaleźć pracowników albo gdzie jest popyt na określone usługi.

W jaki sposób dane ze spisu powszechnego mogą wskazać przedsiębiorcy, gdzie najlepiej inwestować?

W pierwszym momencie patrzymy na to, co jest zawartością kwestionariusza spisowego, który zawiera ograniczony zakres informacji. Jednak te dane stanowią także podstawę konstrukcji wszystkich badań statystycznych w kolejnym dziesięcioleciu. Takie badania często są prowadzone na podstawie metody reprezentacyjnej, losujemy niewielkie próby z całego społeczeństwa albo z całego zasobu przedsiębiorstw. Gdybyśmy nie wiedzieli dokładnie, jaka jest struktura całej populacji, wyniki takich badań nie byłyby dokładne, szczegółowe.

Dane ze spisu są podstawą dla wszystkich systemów informacyjnych w państwie, dzięki nim jesteśmy w stanie zbudować większy zasób danych uzupełniony innymi badaniami. Na przykład comiesięczna analiza inflacji też jest oparta na wynikach ostatniego spisu powszechnego, tak samo produkt krajowy brutto czy bezrobocie.

Dane się dezaktualizują. Jak często przeprowadzany jest spis powszechny?

Standard światowy mówi, że robi się go raz na dziesięć lat w okolicach roku kończącego się na zero. Taki standard jest efektem prac komisji statystycznej ONZ i stosuje się go we wszystkich krajach. Stąd mniej więcej w tym samym czasie spis przeprowadza się na całym świecie, obecnie na pewno trwa też w Wielkiej Brytanii i Kanadzie.

Narodowy spis powszechny rozpoczął się 1 kwietnia. Jak przebiega, jeśli chodzi o liczbę osób, które już wzięły w nim udział?

Do 7 maja spisało się ok. 6,5 miliona osób. Jest to zgodne z postępem czasu zaplanowanego na realizację całego spisu. Przez ponad miesiąc zbieraliśmy dane tylko za pomocą samopisu, natomiast 4 maja ruszyli do pracy rachmistrzowie, których mamy 16 tys. Będziemy ich wykorzystywać do realizacji tradycyjnych wywiadów, ale ponieważ mamy pandemię, nie będzie się to odbywało w formie, jaką pamiętamy z poprzednich spisów, kiedy to rachmistrz przychodził do domu, Teraz spis będzie przebiegał telefonicznie. Te osoby, które są niespisane, mogą spodziewać się, że prędzej czy później będziemy starali się do nich dodzwonić. Tempo realizacji spisu będzie więc rosło.

Dlaczego spis jest obowiązkowy, a za niewzięcie w nim udziału grozi kara grzywny do pięciu tysięcy złotych?

Spisy zawsze były obowiązkowe, kary też są standardem na całym świecie, np. w Wielkiej Brytanii wynosi ona tysiąc funtów. To wynika z konieczności uzyskania odpowiedniej jakości wyników. Naprawdę musimy spisać wszystkich, aby mieć precyzyjną informację na temat struktury ludności i rozmieszczenia przestrzennego. To są dane, które dla całej populacji jest bardzo trudno zebrać. Różne instytucje mają dane cząstkowe, które nie są kompletne, jedynie spis powszechny daje możliwość zbudowania całościowego obrazu społeczeństwa w danym momencie.

Czy dane ze spisu mogą być wykorzystywane przez jakiś inny podmiot niż GUS, np. przez urząd skarbowy do ściągania podatków albo policję czy prokuraturę w celu znalezienia poszukiwanej osoby?

Nie mogą. Mamy tu kilka warstw zabezpieczenia. Wszystkie dane zbierane przez Główny Urząd Statystyczny objęte są tzw. tajemnicą statystyczną. Ma ona charakter absolutny, dostępu do nich nie mogą mieć służby, prokuratura czy sąd. Te dane są zbierane wyłącznie w celach statystycznych łącznych, a nie dotyczących poszczególnych osób. Tajemnica statystyczna jest gwarantowana przepisami prawa, za jej złamanie grożą potężne sankcje karne. W 100-letniej historii GUS-u to się nigdy nie zdarzyło. Zresztą ujawnienie danych nie może się zdarzyć, gdyż po zebraniu materiału anonimizujemy go w taki sposób, że całkowicie odcinamy informację, od kogo poszczególne dane pochodzą. W statystyce nie chodzi o Jana Kowalskiego czy Jana Nowaka, lecz o zbiorowość, o nas, Polaków, lokalną społeczność, czyli zestawianie pewnych danych zbiorczych budowanych według określonych kryteriów.

W takim razie po co podajemy w spisie dane osobowe?

W momencie przeprowadzania spisu musimy mieć możliwość obserwacji postępów w jego realizacji, dlatego potrzebujemy tych danych, żeby wiedzieć, kto się spisał, a kto nie, i ile osób nam jeszcze zostało. Dzieje się to tylko z tego powodu, a po zakończeniu spisu, jak już mówiłem, te dane anonimizujemy.

Kwestionariusz spisowy jest bardzo szczegółowy, co przy niektórych danych budzi wątpliwości. Na przykład musimy wypełnić ankietę personalną dotyczącą osoby, która mieszka w tym samym lokalu co my. Są sytuacje, gdy na przykład wynajmujemy pokój w mieszkaniu i nie znamy danych innych lokatorów.

Rzeczywiście, takie sytuacje mogą wystąpić, ale jest ich niewiele i kwestionariusz przewiduje taką sytuację. Co do zasady spisujemy się w zakresie własnego gospodarstwa domowego, a nie mieszkania. Może w nim przebywać osoba obca, której danych nie znamy, a więc ankiety jej dotyczącej nie wypełniamy. Jednak ta osoba jest objęta obowiązkiem spisowym i musi zrobić to sama. W kwestionariuszu możemy wskazać, że w mieszkaniu są jeszcze inne osoby, ale my ich nie spisujemy. Pamiętajmy, że w poprzednich spisach, np. 10 lat temu, rachmistrz przychodził do mieszkania i spisywał wszystkich.

Pytania kwestionariusza dotyczą też informacji o życiu prywatnym, które nie wszyscy chcą ujawniać, np. z kim mieszkają.

Zakres pytań i tak jest mniejszy niż w poprzednich spisach w Polsce. Według mnie dane, które zbieramy, mają mało wrażliwy charakter. Nie zbieramy danych o dochodach, majątku, kontach bankowych, lecz jedynie proste informacje dotyczące charakterystyki demograficznej, aktywności ekonomicznej, poziomu wykształcenia, miejsca zamieszkania. Możemy odczuwać niechęć do tego, aby ktoś wiedział, gdzie mieszkamy, ale pamiętajmy, że podajemy tę informację tylko w celach statystycznych, chociażby po to, aby było wiadomo, gdzie powinna być straż pożarna, aby w odpowiednio szybkim czasie dojechać na miejsce. To jest nasz wspólny interes jako społeczeństwa. Jeżeli świadomie chcemy organizować się w społeczeństwo, państwo, które dostarcza w sposób skuteczny usługi publiczne, to ta wiedza jest niezbędna.

Niektórzy obawiają się, że dokładne dane o miejscu zamieszkania i rozmiarach nieruchomości posłużą do ustalenia podatku katastralnego.

W żadnym razie. Jeśli ktoś chciałby ustalić podatek katastralny, to są inne organizacje publiczne, które dysponują szerszym zakresem informacji niż my. My pytamy o te sprawy, gdyż jest to jedyna taka okazja, aby ewentualnie uzupełnić posiadane informacje na temat zasobu mieszkaniowego kraju. Można powiedzieć, że robimy spis z natury.

Środowiska LGBT protestują, że w spisie są wymienione dwie płcie: żeńska i męska, a nie są uwzględnione inne, które według nich istnieją.

Płeć mamy zapisaną w numerze PESEL, więc jest to pytanie pomocnicze. Pamiętajmy, że spis co do zasady ma bardzo ograniczony zakres informacyjny. Nie możemy badać wszystkiego, co dana grupa chciałaby, aby było badane. Spis staramy się zrealizować w taki sposób, aby był jak najkrótszy, jak najprostszy dla wszystkich, a pytań jak najmniej.

Rzecznik praw obywatelskich krytykuje pytanie o przynależność religijną, twierdząc, że nikt nie może być zmuszany do ujawnienia swojego światopoglądu czy wyznawanej religii.

Rzecznik niczego tu nie odkrył, gdyż taki zapis jest w konstytucji. Dlatego pytania dotyczące przynależności religijnej, a także etnicznej i niepełnosprawności mają charakter dobrowolny. Ostatnia odpowiedź brzmi: „Nie chcę odpowiadać na to pytanie”. Oczywiście my zachęcamy, aby na te pytania odpowiadać, bo dotyczą one istotnych spraw. Na przykład spis jest jedyną okazją, aby uzyskać informacje o niepełnosprawności, a one są bardzo istotne dla kształtowania polityki społecznej.

Istnieją też obawy dotyczące bezpieczeństwa danych. Czy GUS ma na przykład dostateczne zabezpieczenia teleinformatyczne?

Główny Urząd Statystyczny to najstarsza instytucja w Polsce, powołana już w lipcu 1918 r., cały czas działała, nawet w okresie wojennym, i nigdy w naszej historii nie zdarzył się jakikolwiek wyciek danych. Zabezpieczenia są bardzo rygorystyczne, jak już mówiłem, odcinamy informacje o zameldowaniu, imieniu, nazwisku, numerze PESEL. Gdy przechowujemy je do analiz, są całkowicie zaanonimizowane i nawet gdyby wyciekły, to nie ma możliwości stwierdzenia, kogo dotyczą. Od strony systemów informatycznych zabezpieczamy się na bieżąco. To nie jest jedyne badanie, które prowadzimy, cały czas robimy badania ankietowe przedsiębiorstw czy gospodarstw domowych, gdzie wywiady są o wiele głębsze niż spisowy, i te dane skutecznie zabezpieczamy. Nie ma tu żadnych obaw.•

Dominik Rozkrut

doktor nauk ekonomicznych, specjalizuje się w ekonometrii i statystyce. Od 2007 r. kierował Urzędem Statystycznym w Szczecinie, a od 2016 r. jest prezesem Głównego Urzędu Statystycznego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama