Nowy numer 19/2021 Archiwum

Niekończąca się historia

O szczepieniach i reżimie sanitarnym mówi dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Jakub Jałowiczor: Czy poradziliśmy sobie z zagrożeniem wirusowym?

Iwona Paradowska-Stankiewicz: Po osiągnięciu szczytu fali pandemicznej zachorowania zaczną spadać, ale zawsze trzeba pamiętać, że w przypadku nowych patogenów sytuacja może być nieprzewidywalna. Dlatego ciągle trzeba przestrzegać zasady DDM, czyli dezynfekcja–dystans–maseczka. Ponadto wielką nadzieję wiążę ze szczepieniami. Dlaczego? Ponieważ tylko osoby uodpornione w wyniku szczepienia lub przechorowania stanowią barierę, której wirus nie jest w stanie pokonać. Co będzie później? To znowu duży znak zapytania. Wierzę, że przyspieszenie szczepień pozwoli za kilka, kilkanaście tygodni znacząco poprawić sytuację epidemiologiczną.

Czy warto było doprowadzać do sytuacji, w której ludzie z innymi chorobami niż covid nie mogli się dostać do szpitala? Jeśli porównać dane miesiąc do miesiąca, to liczba hospitalizacji zmniejszyła się nawet o 60 procent.

Tak, to sytuacja bardzo niepokojąca, bo przecież nie jest tak, że jeśli w całym kraju zmagamy się z koronawirusem, to inne choroby przestały istnieć. Wirus SARS-CoV-2 to „dodatek” do tych problemów zdrowotnych, które były wcześniej. Opóźnianie wizyt i rezygnacja z nich są niedobre i mogą skutkować tym, że będzie więcej chorych na choroby przewlekłe, a niektóre osoby po prostu nie zdążą uzyskać pomocy. Podejście do profilaktyki, leczenia także uległo zmianom. Mniej ludzi zgłasza się do samorządowych programów profilaktycznych. W pewnym okresie pandemii realizowano głównie telewizyty, co z jednej strony jest wielce przydatne, ale z drugiej absolutnie nie zastąpi badania lekarskiego.

Stąd moje pytanie, czy było warto nastawiać całą służbę zdrowia na walkę z jedną chorobą. W zeszłym roku mieliśmy ponad 60 tys. nadmiarowych zgonów.

To prawda. Ta kwestia jest już dokładnie analizowana. Od specjalistów z różnych dziedzin medycyny wiemy, że wielu pacjentów nie otrzymało odpowiedniego leczenia. Ostatni rok to mobilizacja miejsc w szpitalach i personelu dla osób z SARS-CoV-2. Dlatego baza łóżkowa powstała nie tylko w szpitalach, ale też w innych miejscach, przykładem jest Szpital Narodowy. Są też miejsca dla osób, które przechorowały COVID-19, ale wymagają doleczenia, np. poprzez podawanie przez kilka dni tlenu. Te osoby są przekazywane do izolatoriów utworzonych wcześniej po to, żeby w szpitalach udostępnić miejsce dla innych. Od dawna nie mieliśmy – nie tylko Polacy, ale Europa i świat – sytuacji, która spowodowałaby takie zmiany organizacyjne i taki niepokój. Wiedzę o biologii wirusa zdobywamy z każdym kolejnym dniem, bo weszliśmy w epidemię, mając bardzo nieliczne informacje. Nie było nawet jasne, czy wirus jest przekazywany tylko drogą kropelkową, czy drogą powietrzno-kropelkową, czy przez kontakt. Do tej pory nie wiemy, jakie jest pochodzenie koronawirusa, bo ekspedycja WHO do Wuhanu nie przyniosła jednoznacznego rozwiązania. Nadal jest bardzo dużo problemów wymagających wyjaśnienia.

Nie mieliśmy wcześniej do czynienia z czymś takim?

Ostatnio w 1963 r. we Wrocławiu była sytuacja, która mogła doprowadzić do ogromnej epidemii nie tylko w naszym kraju. Dotyczyła pacjenta, który trafił do szpitala z objawami przypominającymi malarię. Jeden z lekarzy zauważył, że pacjent wrócił z Indii, co nasunęło mu myśl, że może być to ospa prawdziwa. Diagnozę potwierdzono. Podjęto natychmiastowe działanie – zamknięto cały Wrocław. Nikt nie mógł wjechać do miasta ani z niego wyjechać. Przeprowadzono masowe szczepienia przeciw ospie. Trzeba podkreślić, że szczepionka była dużo bardziej odczynowa niż te współczesne, nawet 9 osób po niej zmarło. Gdy zaszczepiono populację, otwarto miasto. Ogółem zakaziło się 99 osób, było 7 zgonów. Przywołuję ten przykład, bo istotny udział w tym sukcesie przypadł Państwowemu Zakładowi Higieny. Znana i ceniona epidemiolog prof. Danuta Naruszewicz-Lesiuk, pracownik Zakładu Epidemiologii NIZP-PZH, brała udział w tym przedsięwzięciu. Niezwykle cenię sobie rozmowy z panią profesor, a wśród nich opowiadanie o tym, jak ówczesny kierownik Zakładu Epidemiologii PZH, prof. Jan Karol Kostrzewski, zdecydował: najpierw wy, czyli pracownicy, się zaszczepicie, a potem pojedziecie szczepić innych do Wrocławia. I rzeczywiście, kilkuosobowy zespół lekarzy PZH tam pojechał. Przeprowadzono intensywną akcję szczepień i sprawa została zamknięta. To był ogromny sukces. Obecna sytuacja jest inna – weszliśmy w epidemię, niestety, bez wiedzy, jak można leczyć chorobę, jak chronić się skutecznie, czy i kiedy będą dostępne szczepienia. Dobrze się stało, że współczesna technologia poradziła sobie z wytworzeniem i produkcją szczepionek po niespełna roku od początku epidemii.

Jak długo trwa odporność po szczepieniu, a jak długo po przechorowaniu COVID-19?

To pytania, na które nie znamy ostatecznej odpowiedzi. Prowadzone są badania epidemiologiczne. U osób, u których wystąpiły umiarkowane bądź ciężkie objawy choroby, poziom przeciwciał jest wysoki, oby wystarczył na długi okres. Podobnie po szczepieniu.

Czyli na miesiące, lata?

Na razie przyjmuje się, że na pewno na okres co najmniej półroczny. Możliwe, że będziemy zmagali się z wirusem co sezon, jak z grypą. Czas pokaże. Może się też okazać, że te osoby, które chorowały i zostały zaszczepione, mają odporność na kilka lat, co by było bardzo dobre. Ważne jest, że jeśli będzie wysoki odsetek osób zaszczepionych i wykształci się odporność zbiorowiskowa, to jest szansa, że wirus nie będzie mógł nas zakażać. To nie znaczy, że on zniknie, ale nie będzie miał dostępu do ludzi. A pojedyncze jednostki, które nie będą mogły być zaszczepione, będą miały parasol ochronny ze strony zaszczepionych. Stąd taki pośpiech w szczepieniach.

Czy da się wyprodukować szczepionkę bez użycia na jakimkolwiek etapie – właściwej produkcji albo testów – ludzkich linii komórkowych?

W szczepionce firmy AstraZeneca wykorzystuje się specjalnie osłabione wirusy, tzw. wektory, które nie mogą zakażać, lecz jedynie wytwarzają przeciwciała. Do ich namnożenia wykorzystuje się żywe komórki, które są klonami komórek nerki żeńskiego zarodka usuniętego w 1972 roku w Holandii. Tożsamość rodziców i powód aborcji nie są znane. A pozyskane wówczas komórki zostały przekazane do specjalnego banku, gdzie są namnażane do dzisiaj. Tej linii komórkowej nadano symbol HEK-293.

Dlaczego jedne substancje są warunkowo dopuszczane do użytku na dużą skalę, a w przypadku innych trudno w ogóle zacząć testy?

To zagadnienie jest skomplikowane i zależy, o jakich substancjach mówimy. Jeśli popatrzymy na szczepionki przeciw COVID-19, to procedura ich dopuszczenia do użycia była warunkowa, ponieważ badania dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa stosowania tych preparatów w określonych sytuacjach klinicznych jeszcze trwają, np. w grupie dzieci, młodzieży. I z tego powodu szczepionki stosowane są u osób powyżej 16. lub 18. roku życia. Inaczej wygląda sytuacja z lekami, które pomagają wyleczyć chorego. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że skuteczność leczenia jest zależna od tego, w jakiej fazie procesu chorobowego znajduje się pacjent oraz jakie leki są stosowane. Obserwacje wskazują, że nie ma cudownego panaceum skutecznego w każdym przypadku. Proszę spojrzeć na doświadczenia z leczeniem HIV/AIDS. Minęło ponad 30 lat od pojawienia się pierwszych przypadków zakażenia wirusem HIV i dopiero po tym czasie dostępne są leki, które wstrzymują proces chorobowy na kilkanaście lat albo spowalniają postęp choroby. Wciąż zresztą nie ma leku powodującego wyzdrowienie ani szczepionki. W przypadku wirusowego zapalenia wątroby typu C nie mamy z kolei szczepionki. Są tzw. szczepionki terapeutyczne, ale to zupełnie coś innego niż te, które można nazwać profilaktycznymi. Po kilkunastu latach badań nad WZW C wreszcie pojawił się lek eliminujący wirusa. Odpowiedź na pytanie jest więc taka: potrzebny jest czas.

Czyli przez najbliższe 30 lat będziemy żyli w reżimie sanitarnym?

Myślę, że 30 nie, ale może najbliższe lata będzie trzeba pamiętać o maseczkach, dezynfekcji rąk, dystansie. Jeśli będziemy zaszczepieni, to sytuacja powinna się bardzo zmienić, będzie bliższa normalnej. Ale proszę spojrzeć na osoby mieszkające w Azji, gdzie miały miejsce epidemie MERS i SARS. Do tej pory ci ludzie używają maseczek.

Perspektywa nie wygląda zbyt optymistycznie.

To prawda. To niekończąca się historia. Przypomnę, że rok temu w związku ze wzrostem zakażeń SARS-CoV-2 restrykcje dotyczące funkcjonowania społecznego były bardzo surowe. Przestrzegaliśmy tych zasad z nadzieją na poprawę i powrót do normalnego życia. I to na pewno przyniosło efekt, ale niestety krótkotrwały, gdyż już w listopadzie mieliśmy powtórkę ze wzrostów zakażeń i zgonów. I to również nie był koniec zmagań, bo kilka tygodni temu ponownie koronawirus, tym razem tzw. szczep brytyjski, rozprzestrzeniał się szybko i niestety zmarło bardzo wielu chorych.

Raz więc jest lepiej, tak jak było latem, ale jesienią wszystko się powtarza, a potem następuje ponowne pogorszenie na koniec zimy. Co można optymistycznego powiedzieć? Krążę myślami cały czas wokół szczepień. Wierzę, że kiedy osiągniemy odporność populacyjną, pozwoli nam to odetchnąć i przywrócić nasze życie do tego sprzed pandemii lub zbliżonego do niego. Może pojawią się wyniki badań naukowych pokazujące, że odporność po chorobie i po szczepieniu jest długa, albo co jakiś czas trzeba będzie się doszczepić kolejną dawką. To też trzeba wziąć pod uwagę.

Przyjmijmy, że pandemia mija za parę miesięcy. Jacy ludzie wyjdą z domów i czego będą potrzebowali od służby zdrowia?

To bardzo dobre pytanie, próbuję sobie to wyobrazić. Na pewno sytuacja będzie inna, można liczyć na to, że nie będzie, jak teraz, przekładania planowych zabiegów. Trudno to wszystko przewidzieć, bo sam pan widzi, jaka jest sytuacja, i nie wiadomo, z jakim bagażem z pandemii wyjdziemy i jak zdobyte doświadczenia wykorzystamy.•

dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz

– krajowy konsultant w dziedzinie epidemiologii, kierownik Pracowni Epidemiologii Chorób Zwalczanych Drogą Szczepień w Zakładzie Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH, zastępca kierownika Zakładu Epidemiologii, członek Rady Medycznej przy premierze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama