Nowy numer 19/2021 Archiwum

Kilka dni po dwunastej

Kto panuje nad śmiercią, panuje nad wszystkim. Wskrzeszenia mówią, kto naprawdę rządzi światem.

Była noc. Płonące lampy rozświetlały mrok dużej sali na trzecim piętrze. W pomieszczeniu panowała ciasnota, bo każdy chciał zobaczyć niezwykłego gościa. Ten przemawiał długo, bardzo długo. Młodzieniec o imieniu Eutych słuchał, siedząc na parapecie. Minęła już północ, gdy chłopak przysnął i wypadł z okna. Spanikowani ludzie pobiegli na dół, ale nic się już nie dało zrobić: Eutych był martwy. To znaczy oni myśleli, że nie da się nic zrobić. Wkrótce z błędu wyprowadził ich autor długiego przemówienia, Paweł z Tarsu – on to bowiem był gościem gminy chrześcijańskiej w Troadzie. Gdy podniósł się krzyk, apostoł zszedł na dół i wziął ciało chłopaka w ramiona. „Nie trwóżcie się – powiedział – bo on żyje” – relacjonuje autor Dziejów Apostolskich (20,10). Dalej czytamy, że Eutycha przyprowadzono żywego „ku niemałej radości zebranych”.

Dzieje Apostolskie opisują jeszcze jedno podobne zdarzenie, tym razem z udziałem apostoła Piotra. W portowym mieście Jafa zmarła chrześcijanka o imieniu Tabita, bardzo przez wszystkich kochana. Sprowadzony do zmarłej apostoł upadł przy zwłokach na kolana i pogrążył się w modlitwie, po czym rozkazał: „Tabito, wstań!”. Na jego wezwanie kobieta wstała. „Wieść o tym rozeszła się po całej Jafie i wielu uwierzyło w Pana” – czytamy.

Znak potężny

Po odczytaniu fragmentu Ewangelii o wskrzeszeniu Łazarza kaznodzieja mówi: „Wiemy, że Bóg lubi przychodzić za pięć dwunasta, ale wydarzenie w Betanii pokazuje, że przychodzi także pięć po dwunastej”.

Rzeczywiście – wskrzeszenie to coś tak odległego od ludzkiego doświadczenia, że gdy nadejdzie śmierć, ludzie praktycznie na nic już nie liczą. Nic dziwnego, że wskrzeszenia, jakich dokonywał Jezus, tak bardzo poruszały Jemu współczesnych. Ale nawet na tle innych wskrzeszeń powrót do życia Łazarza był czymś wyjątkowym. To było już parę dni „po dwunastej”. Śmierć przyszła na przyjaciela Jezusa po ciężkiej chorobie, a jego złożone w grobie ciało było już w stanie zaawansowanego rozkładu. Widok kogoś takiego, wychodzącego z grobu, był dla świadków potężnym wstrząsem. Co się w nich działo, gdy widzieli, jak spod cuchnących bandaży i balsamów wyłania się zdrowe ciało kogoś, kto jeszcze przed chwilą był rozpadającym się truchłem?

„Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego” – zaświadcza ewangelista Jan (11,45). Tego też obawiali się członkowie Wysokiej Rady. „Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród” – argumentowali konieczność zabicia Jezusa.

Wszyscy uwierzą… albo zareagują skrajną agresją, jak faryzeusze. Chyba tylko takie reakcje są możliwe w obliczu niezaprzeczalnego znaku mocy Bożej. Obojętność w obliczu wskrzeszenia nie jest możliwa. Zwykłą jednak reakcją jest wiara w Tego, który panuje nad śmiercią.

Nawet okaleczenia znikły

W historii chrześcijaństwa wskrzeszenia zdarzały się wielokrotnie. Okoliczności wielu z tych cudów wykluczały możliwość pomyłki, np. wskutek letargu. Taką sytuację opisuje żywot św. Benedykta. Pewnego dnia na młodziutkiego mnicha zwalił się budowany właśnie mur. Nie żył już, gdy bracia zakonni wydobyli go spod kamieni. Zrozpaczeni dali znać Benedyktowi, a ten kazał przynieść zwłoki. Mnisi nieśli więc zmarłego na rozpostartym płaszczu, bo też inaczej się nie dało. Chłopak został dosłownie zmiażdżony – całe ciało było wielką raną, z której wystawały pogruchotane kości. Położyli go w celi opata. Benedykt zamknął drzwi i zaczął się modlić. Nie minęła godzina, gdy święty wyszedł z celi… w towarzystwie dopiero co martwego młodzieńca. Był cały i zdrowy, do tego stopnia, że zaraz z pozostałymi mnichami powrócił do budowania muru.

Jednym z głośniejszych cudów było wskrzeszenie przez św. Dominika młodzieńca o imieniu Napoleon. Także w tym przypadku doszło do poważnych uszkodzeń ciała po fatalnym upadku z konia. Dominik podczas modlitwy nad pokiereszowanym ciałem uniósł się w powietrze i wisząc pół metra nad posadzką, zawołał: „Młody Napoleonie, w imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa, mówię ci: wstań!”. Wtedy chłopiec wstał i poprosił o coś do jedzenia. „Błogosławiony Dominik dał mu jeść i pić, po czym zdrowego, zadowolonego i bez najmniejszego śladu po odniesionych ranach zwrócił stryjowi” – czytamy w dokumencie „Miracula Beati Dominici”, sporządzonym przez świadków tego zdarzenia. Był wśród nich przyszły święty, młody kapłan Jacek Odrowąż, który pod wpływem tego wydarzenia wstąpił do dominikanów.

Duży obraz z XVII wieku, wiszący obok kaplicy jasnogórskiej, upamiętnia cud, jaki dokonał się pewnego dnia roku 1540. Widać na nim powstających z trumien kobietę i dwoje dzieci. Cała trójka straciła życie w serii tragicznych zdarzeń. Jedno dziecko zmarło z powodu podcięcia gardła, drugie udusiło się dymem, a kobietę – wskutek nieporozumienia – zabił jej mąż, Marcin Lanio z Lublińca. Gdy ochłonął, wezwał pomocy Maryi Częstochowskiej i zawiózł zwłoki trojga bliskich na Jasną Górę. Gdy trumny wniesiono do kaplicy Cudownego Obrazu, on sam położył się krzyżem przed wejściem i błagał przechodzących o modlitwę. Trwały akurat nieszpory, którym przewodniczył o. Stanisław Oporowski. Podczas hymnu „Magnificat” cała trójka powróciła do życia.

On spał

Wskrzeszenia zdarzają się także w czasach współczesnych. Kilka z nich wiąże się z postacią św. ojca Pio. Kiedy zmarła niejaka Paulina Preziozi, matka pięciorga dzieci, jej krewni powiadomili o tym świętego kapucyna, który powiedział tylko: „Ona zmartwychwstanie” i poszedł odprawiać Mszę Świętą. Podczas śpiewu „Gloria” ojciec Pio wydał głośny okrzyk, a w jego oczach pojawiły się łzy. Dokładnie w tym momencie leżąca w domu Paulina otworzyła oczy i samodzielnie wstała z łóżka. Po chwili uklękła i wyznała wiarę.

Innym razem do konfesjonału o. Pio podeszła zapłakana kobieta z walizką. Zakonnik, widząc, że płacze, wyszedł z konfesjonału. W walizce było ciało synka kobiety. Wcześniej dziecko nieuleczalnie chorowało. Zmarło w drodze do San Giovanni Rotondo i choć „było za późno”, zdesperowana matka mimo wszystko postanowiła dotrzeć do ojca Pio. Święty wziął ciało dziecka na ręce i zaczął się modlić. Po chwili chłopczyk się poruszył. „Matko, czemu płaczesz, twój syn spał” – powiedział kapucyn i oddał zdrowe dziecko matce.

Stosunkowo niedawno, bo 17 października 2001 r., urodził się zdrowy chłopczyk, który wcześniej… zmarł w łonie matki. Badania wykluczyły pomyłkę. Wtedy rodzina zaczęła błagać Boga za wstawiennictwem o. Stanisława Papczyńskiego, którego proces beatyfikacyjny właśnie się toczył. Po kilku dniach lekarze ze zdumieniem stwierdzili, że dziecko jednak żyje. Fakt ten określili jako „ożywienie płodu”, poświadczając, że jest to zdarzenie, którego nie potrafią wytłumaczyć. Cud posłużył do beatyfikacji świętego już dziś marianina.

Cud to normalność

„Zauważmy, że wszystkie bez wyjątku spotkania Chrystusa Pana ze zmarłymi, jakie są opisane w Ewangeliach, kończyły się wskrzeszeniem!” – wskazuje o. Jacek Salij w książce „Horyzonty ostateczne”. Jezus przynosi życie, a nie śmierć. To przecież sam Zbawiciel mówi: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy!” (Mt 10,8). To brzmi jak nakaz.

Nowy Testament opisuje kilka cudów wskrzeszenia dokonanych przez Jezusa i apostołów. Pokazują one, że objawianie się Bożej mocy jest w chrześcijaństwie rzeczą naturalną. To raczej ich brak byłby symptomem niepokojącej stagnacji.

Wskrzeszenia wywołują zbawienny szok i zmuszają do zajęcia stanowiska wobec Tego, którego mocą się to dzieje. Są jasnym komunikatem, że Chrystus nie jest bezradny nawet wobec śmierci, a skoro tak, to znaczy, że ma wszelką władzę.

„Dlaczego uważacie za nieprawdopodobne, że Bóg wskrzesza umarłych?” – pyta św. Paweł, stojąc przed królem Agryppą (Dz 26,8).

Właśnie – dlaczego? Ludzie wiary wiedzą, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, nie powinni więc powątpiewać, że takie cuda dzieją się także dzisiaj. To ważne, bo jeśli nie wierzymy w realność wskrzeszeń, jak uwierzymy w największy z cudów – zmartwychwstanie Chrystusa? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL