Nowy numer 18/2021 Archiwum

Nowe życie

Świętując zmartwychwstanie Chrystusa, możemy być pewni, że każdy akt miłości i daru z siebie, akt braterstwa i wierności powołaniu jest bogaty i płodny - mówi ks. Pierre Debergé, członek Papieskiej Komisji Biblijnej.

Ks. Rafał Bogacki: Dlaczego wierzymy w zmartwychwstanie?

Ks. Pierre Debergé: Nasza wiara opiera się na świadectwie. Wierzymy w zmartwychwstanie, ponieważ kobiety, które przyszły wczesnym rankiem na miejsce pochówku Jezusa, powiedziały nam o pustym grobie i spotkaniu z aniołem. Wierzymy, ponieważ Jezus po zmartwychwstaniu ukazał się uczniom. Zatem nasza wiara opiera się na zaufaniu świadkom, którzy widzieli Zmartwychwstałego. Powiedziałbym także, że wierzymy dlatego, że w historii ludzkości, a także w historii Kościoła, życiu świętych, ludzi mniej i bardziej znanych, widzimy konkretne owoce tego wydarzenia.

A zatem wiara w zmartwychwstanie to nie tylko uznanie niezwykłego wydarzenia w historii?

Nasza wiara opiera się na świadectwie historycznym. Ale i dzisiaj zmartwychwstały Pan daje się poznać, interweniuje, pociesza i ratuje, a także czyni cuda. Wszędzie, gdzie ludzie przezwyciężają zło, a także tam, gdzie narażając życie, świadczą o wierze, ujawnia się moc zmartwychwstałego Chrystusa. Także w historii waszego kraju, zwłaszcza w niedalekiej jego przeszłości, widzieliśmy Jego działanie. Wiara pozwala nam dostrzec tę moc życia, moc miłości i zaangażowania.

W ewangelicznych relacjach znajdujemy wiele detali. Poszczególne opisy różnią się też od siebie. Można się w tym pogubić.

Warto zwrócić uwagę na kilka elementów. Każdy z ewangelistów przekazuje to nieco inaczej, ale zawsze najpierw jest pusty grób, który sam w sobie nie jest jeszcze żadnym dowodem. On tylko informuje o nieobecności ciała w grobie. Następnie jest słowo anioła, które wskazuje na głoszenie. W końcu – świadectwo apostołów, którzy widzieli Zmartwychwstałego. Zauważmy, że z objawieniami zmartwychwstałego Jezusa zawsze związana jest misja: „Idźcie i głoście”; „Będziecie moimi świadkami…”. Spotkania z Jezusem nie można zamknąć w sferze prywatnego życia.

Dlaczego jednak Jezus, któremu „została dana wszelka władza na niebie i ziemi”, nie ukazał się arcykapłanom i przywódcom ludu, czyli tym, którzy Go ukrzyżowali?

Patrząc po ludzku, byłoby to rzeczywiście czymś dobrym. Jezus przychodzi i mówi: „Zobaczcie, zabiliście mnie, a ja żyję”. Ale byłby to scenariusz jak w sensacyjnym filmie. Ewangelia wprowadza nas w inną logikę. To nie logika cudu i niezwykłości. To logika wierności – Jezus pozostaje wierny wobec tych, których wybrał…

…mimo że nie wytrwali pod krzyżem?

Właśnie tak. Uczniowie Go opuścili, ale On ich nie opuścił. Więcej, okazuje ufność pomimo ich słabości. Robi to, ponieważ ich wybrał. Pozostaje im wierny i na dodatek w ręce tych słabych mężczyzn złożył dzieło głoszenia Ewangelii. Nie usunął ich słabości i wad. Wybrał ich z ich wrażliwością, zaletami i wszystkim tym, co ich stanowiło. Wkrótce udzieli im Ducha Świętego i uczyni zdolnymi do głoszenia. To pokazuje, w jaki sposób działa Bóg. Dzisiaj żyjemy w świecie, w którym przed powierzeniem komuś ważnych funkcji robi się testy, aby sprawdzić, czy się do tego nadaje. Ale nie tak jest z Ewangelią.

Kilka lat później Jezus objawił się prześladowcy Kościoła na drodze do Damaszku…

Tu znów widzimy tajemnicę Bożego wybrania. Możemy pytać, dlaczego Bóg wybrał akurat Pawła. Przecież był prześladowcą Kościoła.

Zupełnie inne kryterium wyboru niż przy powołaniu prostych rybaków?

Tak. Cała historia biblijna pokazuje nam, że Bóg ma własne kryteria, często różne od naszych. Wystarczy spojrzeć na hymn Magnificat, wyśpiewany przez Maryję. Paweł będzie później mocno podkreślał i akcentował w swoich listach darmowość Bożego wybrania. Do Galatów napisze, że został wybrany już w łonie swej matki. Całe życie będzie świadomy, że to nie sprawa zasług, ale właśnie daru. Spotkanie z ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusem widzi jako niezasłużony dar. Późniejsze jego życie będzie odpowiedzią na ten dar.

To spotkanie przewróciło całe jego dotychczasowe życie?

Tak, choć warto zaznaczyć, że Paweł był faryzeuszem i oczekiwał zmartwychwstania na końcu czasów. Wiemy, że w czasach Jezusa niektórzy wierzyli w zmartwychwstanie i oczekiwali go. Inni, jak saduceusze, je odrzucali. Spotkanie na drodze do Damaszku pomogło Pawłowi zrozumieć, że zbliżył się koniec czasów i rodzi się nowy świat. Jeszcze przed spisaniem Ewangelii Paweł zrozumiał, że Jezus, którego ukrzyżowano, zwyciężył śmierć i tym samym zainicjował nowy świat, w którym miłość Boga jest silniejsza niż zło. Paweł zrozumiał także, że odtąd, aż do powrotu Pana, budowaniem nowego świata mają zająć się chrześcijanie.

Jaki jest ten nowy świat?

To przyszłość, w której najważniejsze są relacje i przynależność. W Pierwszym Liście do Tesaloniczan Paweł mówi, że nowy świat nie znajduje się w niebie czy w raju. Paweł pisze o nowym świecie: „na zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,17). Nowe życie to przynależność do Pana i budowanie świata opartego na miłości.

Ale zanim Paweł zaczął budować „nowy świat”, przeżył czas w odosobnieniu. To było coś w rodzaju rekolekcji w milczeniu…

Na ile go znam, nie mógł milczeć. (śmiech) W Liście do Galatów wspomina, że po spotkaniu ze Zmartwychwstałym pod Damaszkiem udał się do Arabii. To był okres wielkich przemian w jego wnętrzu. Potrzebował z pewnością czasu, żeby to wszystko zrozumieć. Ale myślę, że już tam głosił Ewangelię. Taki miał charakter. W Drugim Liście do Koryntian wspomina, że po powrocie z Arabii do Damaszku ścigali go wysłannicy króla Nabatejczyków. Ten szczegół pozwala stwierdzić, że głosił tam Chrystusa. Od początku rozumiał, że nie ma większego dobra niż bliskość Zmartwychwstałego. Chciał się tym dzielić.

Często ponosił porażki. Głosząc zmartwychwstanie filozofom na ateńskim Areopagu, mimo bardzo dobrego przygotowania, spotkał się z przyjęciem, delikatnie mówiąc, mało przychylnym…

W świecie greckim zmartwychwstanie uchodziło za coś niedorzecznego. Grecy uważali ciało za „zewnętrzną powłokę” człowieczeństwa, więzienie, z którego trzeba się wyzwolić. Tym, co miało najwyższą wartość, był duch, intelekt. A zmartwychwstanie to głoszenie całkowitego przeciwieństwa. Ciało, które zostanie przemienione – dla Greków było to niepojęte, bo oni uważali, że od ciała trzeba się uwolnić.

Prawdy zawarte na końcu Credo sprawiają niemałą trudność także i dziś...

Paweł buntuje się przeciwko postawie chrześcijan, którzy odrzucają zmartwychwstanie. W Pierwszym Liście do Koryntian stara się dogłębnie wytłumaczyć tę prawdę, posługując się obrazem ziarna i wyrastającej z niego rośliny. Ziarno wpada w ziemię, a roślina, która z niego wyrasta, ma inny kształt. Można powiedzieć, że roślina to przemienione ziarno. Tym samym nasze ciało, które zniszczeje, zostanie przemienione na podobieństwo chwalebnego ciała Jezusa. To była rewolucja w myśleniu dla świata greckiego. Chrześcijaństwo podkreśla, że od kiedy Chrystus zmartwychwstał, oczekujemy zmartwychwstania naszego ciała. Ta prawda ma także implikacje moralne. Zmartwychwstanę, a zatem nie mogę traktować ciała w sposób niegodny. Paweł zrozumiał więcej: ciało jest święte, bo jest świątynią Ducha Świętego, zostało uczynione „dla Pana”. Chrześcijaństwo niesłychanie dowartościowało wymiar cielesny człowieka. Ciało „mówi”, że jesteśmy bytem relacyjnym. Widać to także w ewangelicznych opisach o spotkaniu ze Zmartwychwstałym.

Uważa Ksiądz, że w życiu i działalności św. Pawła możemy znaleźć jakieś odpowiedzi lub wskazówki na czas próby, przez jaką teraz przechodzi Kościół?

Każdy kryzys jest zaproszeniem, aby odnaleźć istotę wiary i sens braterstwa chrześcijańskiego. Paweł mówi, że chrześcijanie mają „jaśnieć jako źródła światła w świecie” (Flp 2,15). Świecić przez jakość życia braterskiego, sposób, w jaki traktują innych. Wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa zło zostało pokonane. A zatem każdy najmniejszy akt wiary i miłości, akt daru z siebie, objawia moc zmartwychwstania. Podobnie jak w życiu Pawła, w słabości ujawnia się wszechmoc Bożej miłości. To paradoks, ale w słabości, jaką teraz przeżywają nasze wspólnoty, możemy odnaleźć moc Zmartwychwstałego. Dużą pokusą jest popadanie w pesymizm. Tymczasem chodzi o zmianę myślenia i skupienie się na Chrystusie oraz formowanie wspólnot braterskich i misyjnych. Wymiar braterstwa, wzajemnej miłości, solidarności jednych z drugimi był tym, co promieniowało we wspólnotach Pawłowych.

Jednak czasami boimy się słabości. W życiu indywidualnym jeszcze potrafimy ją przyjąć, ale w wymiarze kościelnym przychodzi nam to o wiele trudniej.

Słabości nie można się bać. Może kryzys jest też po to, aby zobaczyć, że także w słabości Zmartwychwstały jest obecny. Kryzys pokazuje, że bardzo Go potrzebujemy. Bo nie jesteśmy samowystarczalni. Jesteśmy odrzucani przez świat, bo krzyż zawsze będzie znakiem sprzeciwu. Ale świętując Zmartwychwstanie, możemy być pewni, że każdy akt miłości i daru z siebie, akt braterstwa i wierności powołaniu jest bogaty i płodny.•

Ks. Pierre Debergé

(ur. 1956 r.), kapłan diecezji Aire i Dax we Francji. Absolwent Papieskiego Instytutu Biblijnego. W latach 2004–2013 rektor Instytutu Katolickiego w Tuluzie. Od 2014 roku członek Papieskiej Komisji Biblijnej. Ekonom i wychowawca w Seminarium Francuskim w Rzymie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama