Nowy numer 15/2021 Archiwum

Papież pokazuje Irakijczykom, że świat o nich pamięta

Chrześcijanie wizytę papieża odbierają bardzo personalnie – mają wrażenie, jakby do nich osobiście przyjeżdżał papież, do domu, do salonu, na kanapę – mówi Michał Kłosowski, zastępca redaktora naczelnego „Wszystko, co najważniejsze”, który śledzi papieską pielgrzymkę bezpośrednio z Iraku.

Agnieszka Huf: Od wczoraj jesteś w Iraku, razem z tamtejszymi mieszkańcami czekałeś na przybycie papieża. Jaka atmosfera panuje wśród Irakijczyków? Czy wyczuwa się, że dzieje się coś wielkiego?

Michał Kłosowski: Kiedy mówimy o Iraku, musimy pamiętać o tym, że to jest zupełnie inny świat, niż my jesteśmy przyzwyczajeni. To nie są pielgrzymki do krajów katolickich, gdzie są masowe spotkania czy wielkie, zewnętrzne wyrazy sympatii. Jesteśmy w kraju muzułmańskim, to jest zupełnie inna rzeczywistość. Ale faktycznie było tak, że każdy, z kim rozmawiałem, mówił o pielgrzymce, w prasie czy w telewizji irackiej nieustannie podejmowany jest temat wizyty Franciszka. To dla nich ważne, nawet jeśli nie ze względów religijnych, to ze względów politycznych: budowania pokoju w regionie. 

Opowiedz trochę o samym kraju, w którym jesteś. Jak wygląda teraz Irak? Czy widać, że to jest kraj przeorany przez wojnę?

Bagdad jest miastem zniszczonym wojną. Działania od 2003 roku cofnęły to miasto w rozwoju. Widać ślady wojny, ruiny budynków, czuje się, że jest się w strefie konfliktu. Miasto, które kiedyś kwitło, było nowoczesne, bardzo ucierpiało w tym konflikcie. Widać, że jest duży problem z biedą, uchodźcami z różnych miejsc, ale widać też ogromną energię i żywotność wśród mieszkańców. Z okazji tej pielgrzymki miasta, które przyjmują papieża, są przystrojone we flagi, bannery, murale. Ale dalej od centrum widać biedę, widać konflikt, widać ruiny, jest niebezpiecznie, bo przedmieścia Bagdadu są niebezpieczne.

Papież pokazuje Irakijczykom, że świat o nich pamięta   PAP/EPA/MURTAJA LATEEF

A jak wygląda Kurdystan – region na północy kraju?

Kurdystan jest podzielony. Widać, że jesteśmy w miejscu, które świeżo przeszło konflikt zbrojny, ale jest też duża potrzeba i chęć odbudowy, energia w działaniu. Wspólnoty religijne, które w tych miejscach się znajdują, a przez działania państwa islamskiego zostały wyniszczone – mam na myśli nie tylko chrześcijan, ale też np. Jezydów – starają się pozbierać. Wizyta papieża jest dla nich sygnałem, że świat o nich nie zapomniał, że pokój jest możliwy i papież do niego nawołuje. To przesłanie ogromnej nadziei.

Czy wyczuwa się zagrożenie terrorystyczne? Widać szczególne zabezpieczenia w związku z pielgrzymką?

Bezpieczeństwo w czasie tej podróży to ogromne wyzwanie i wielu ekspertów pisało o „bardzo ryzykownej” pielgrzymce papieża. Globalna pandemia i konflikt zbrojny to nie jest dobre połączenie. Na skrzyżowaniach ulic, zwłaszcza tych łączących lotnisko z centrum miasta, widać patrole policji, przy hotelach są ludzie z długą bronią. Widzi się podwyższone środki bezpieczeństwa, ale nie wyczuwa się bezpośredniego zagrożenia, bo wszyscy żyją tym, że przyjeżdża papież – pielgrzym pokoju. 

Jak zwykli Irakijczycy odbierają wizytę Franciszka? Co dla nich znaczy jego obecność?

Świat zachodni na Bliski Wschód przynosił zwykle konflikt. Papież Franciszek – który przecież należy do tego zachodniego świata – przynosi przesłanie pokoju. To dla nich szansa na zmianę mentalności. Irakijczycy dzięki tej pielgrzymce widzą, że zachód nie musi być taki zły, że może coś dobrego temu znękanemu światu bliskowschodniemu przynieść. Ale pielgrzymka jest dla nich ważna także dlatego, że swoją obecnością papież pokazuje im, że są ważni jako ludzie, że mu na nich zależy. 

Jaki jest odbiór tej podróży przez muzułmanów, którzy stanowią większość mieszkańców?

Świat islamski bardzo otwarcie przyjmuje papieża - to pokazuje przede wszystkim planowane na jutro spotkanie z Ajatollahem Al Sistanim – to jest absolutnie niezwykłe wydarzenie. Odbiór papieża Franciszka w świecie muzułmańskim jest w ogóle pozytywny. Bardzo go cenią, bo wyciąga do nich rękę, rozmawia, nie okazuje wyższości. Próbuje budować dialog międzyreligijny na płaszczyźnie rozmowy. Od spotkania w Egipcie, przez konferencję w Abu-Zabi aż do dzisiejszej pielgrzymki widać bardzo jasny kierunek polityki papieża w kierunku wyciągania ręki do muzułmanów i oni to szanują. Dla nich papież – także z powodu symboliki estetycznej – jest uosobieniem pokoju. A pokoju w tym regionie świata bardzo brakuje, więc wszyscy tutaj liczą na to, że wizyta papieża będzie krokiem w tym kierunku. Nawet, jeśli nie w sensie politycznym, to do pokoju w sercach czy pokazania, że ten pokój w ogóle jest możliwy. 

A na co liczą iraccy chrześcijanie?

Dla nich najważniejsze jest zwrócenie uwagi na chrześcijan w tym zakątku świata, których jest tu coraz mniej. Przez 2000 lat chrześcijanie stanowili elitę tego regionu, budowali szkoły, stanowili zwornik bezpieczeństwa. A teraz już ich praktycznie nie ma – wielu zostało zamordowanych, innych wypędzono. Papieska wizyta ma zwrócić uwagę na przyszłość chrześcijaństwa w regionie. Chrześcijanie liczą na to, że papież będzie ich głosem porozumienia z tymi, którzy ich gnębią. Ja to będę powtarzać jak mantrę – ci ludzie nie oczekują od nas nie wiadomo jakiej pomocy, chcą po prostu zostać zauważeni.

Papież pokazuje Irakijczykom, że świat o nich pamięta   PAP/EPA/VATICAN MEDIA HANDOUT

I papież swoją wizytą ich zauważa…

Mam znajomego Irakijczyka, nazwijmy go Fadi, który już od kilku miesięcy bombardował mnie informacjami, że przyjeżdża do nich pielgrzym pokoju. Chrześcijanie wizytę papieża odbierają bardzo personalnie – mam wrażenie, jakby do nich osobiście przyjeżdżał papież, do domu, do salonu, na kanapę. Fadi jest chrześcijaninem i dla niego to jest wydarzenie absolutnie pokoleniowe – młody chłopak, student, który musiał przez wiele lat ukrywać to, że jest chrześcijaninem. A teraz do jego kraju przyjeżdża papież Franciszek – papież, który widzi to, co ich spotkało, widzi ich problemy i zwraca na nie uwagę! Fadi prosi o modlitwę za papieża Franciszka „żeby był faktycznie apostołem pokoju dla Iraku i dla regionu”. Mnie osobiście to bardzo ujmuje – ci ludzie mówią nie tylko o nich samych, ale o całym regionie, bo zdają sobie sprawę, że nie wystarczy, że pokój zaistnieje w jednym czy drugim miejscu. On musi zaistnieć w całym regionie, żeby faktycznie mógł być trwały. 

Czy spotkałeś się z przeciwnym podejściem ze strony muzułmanów, czy są tacy, dla których przyjazd Franciszka jest zagrożeniem?

Pytałem o to ludzi na miejscu i nikt tak nie powiedział. To jest o tyle ciekawe, bo sytuacja polityczna w Iraku jest trudna. Trwa odbudowa i zarówno mieszkańcy, jak i władze liczą, że papież położy pod nią kamień węgielny. Niedawno w Iraku były protesty młodych, którzy chcieli mieć swój głos w procesie decydowania o tym, jak będzie wyglądać ich kraj. Teraz rząd przed mówi, że ma nadzieję, że wizyta papieża będzie silnym głosem poparcia dla reform. Różne strony szukają w papieżu poparcia, ale szukają też kierunku etycznego, w którym powinni iść jako naród. Liczą, że papież im go wskaże.  

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama