Nowy numer 9/2021 Archiwum

"Te doświadczenia nauczyły mnie, że zawsze jest nadzieja". Edith Bruck po spotkaniu z papieżem Franciszkiem

"Naprawdę niewyobrażalne spotkanie. Został z nami prawie dwie godziny. To było niesamowite uczucie widzieć go w domu. Rozmawialiśmy o mojej historii".

Edith Bruck, węgierska pisarka pochodzenia żydowskiego, którą wczoraj po południu odwiedził papież Franciszek, opowiedziała Radiu Watykańskiemu o swoich wrażeniach po jego wizycie. Wspomina o łzach wzruszenia, o tym, że uściskała i pocałowała Franciszka.

Pisaliśmy o tym: Papież odwiedził w domu pisarkę i reżyserkę ocalałą z Holokaustu

Edith Bruck urodziła się w małej węgierskiej wiosce w 1931 roku jako ostatnie z sześciorga dzieci ubogiej rodziny żydowskiej. W kwietniu 1944 r. wraz z rodzicami i dwoma braćmi została deportowana do getta, a następnie do obozów koncentracyjnych w Auschwitz, Dachau i Bergen-Belsen. Przeżyła wraz z siostrą Judit, przybywając po kilku latach do Włoch i osiedlając się w Rzymie.

Niespodziewana wizyta ojca świętego była dla Edith Bruck szokiem i radością. Określiła to spotkanie jako niewyobrażalne. Sam papież przypomniał w rozmowie z nią kilka fragmentów jej książek: "Chleb utracony" oraz "Statek Teseo". Cytował niektóre z fragmentów. W domu podczas spotkania przebywało jeszcze kilka osób, które pisarka drżącym głosem przedstawiła Franciszkowi.

Nie wyobrażałam sobie czegoś takiego. Kiedy zobaczyłam go w drzwiach, zaczęłam płakać. On mnie wtedy przytulił. Oboje byliśmy wewnątrz pełni wzruszenia. Nie dało się powstrzymać emocji. Powiedział do mnie: «jesteśmy braćmi».

Wiekowa pisarka opowiedziała także o szczegółach niezwykłego spotkania. Wspomniała, że podarowała papieżowi swoje poezje, które bardzo mu się spodobały. Franciszek został z pisarką i jej rodziną prawie dwie godziny. Rozmawiali także o historii życia Edith Bruck. Papież był bardzo zasmucony z powodu tych niewinnych, którzy zostali unicestwieni.

Te doświadczenia nauczyły mnie, że zawsze jest nadzieja, zawsze pojawia się jakieś maleńkie światełko, nawet w wielkiej ciemności. Bez nadziei nie możemy żyć.

Pisarka wspomina, że w obozach koncentracyjnych nadzieję dawało nawet to, że Niemiec spojrzał na więźnia ludzkim okiem. Wystarczył tylko drobny gest. Wystarczyło tylko ludzkie spojrzenie.

Zdarzało się, że dali mi rękawicę z dziurą, w szafce zostawili trochę dżemu. To było życie w środku. To jest nadzieja.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama