Nowy numer 24/2021 Archiwum

Na śliskiej drodze w Rio

O biedzie i bogactwie, radości z nowego życia i przemocy mówi bp Zdzisław Błaszczyk.

Barbara Gruszka-Zych: W Brazylii zmienił Ksiądz Biskup imię.

Biskup Zdzisław Błaszczyk: Tam jestem padre Tiago, czyli ojciec Jakub. Po przyjeździe zauważyłem, że imię Zdzisław miejscowi zniekształcają na coś brzmiącego jak krzesło czy wcisło. Akurat na dzień mojego przylotu przypadało wspomnienie bł. Jakuba Strzemię. Pomyślałem, że skoro zaczynam nowe życie, przyda się też nowe, zainspirowane osobą świętego imię.

Jak długo leci się z Rio de Janeiro do Krakowa?

Zależy od tego, gdzie są śródlądowania. Ostatnio przesiadałem się w Amsterdamie i podróżowałem ponad 16 godzin.

Czy rzeczywiście tak wielka odległość dzieli oba kraje?

Ta odległość podkreśla, że one jednak bardzo się od siebie różnią. Bez wątpienia Brazylia pozostaje pod wpływem kultury zachodnioeuropejskiej, ale mogę sporządzić całą listę różnic między życiem tam a tym w Polsce. Zacznijmy od temperatury – w Rio mamy teraz lato, około 40 stopni, co odczuwamy jako 50. Zimą przy 12 stopniach wszyscy zakładają kurtki, wysokie buty i cieszą się zimnem. Wybór tamtejszych owoców jest tak wielki jak chyba w raju. My mamy wiele odmian jabłek, a oni bananów. Innych używają do koktajli, innych do ciast czy przypieczenia na masełku jako przystawki…

Mentalność Brazylijczyków też się różni od naszej?

My, Europejczycy, bardziej kryjemy swoje emocje, a Brazylijczycy je uzewnętrzniają, są pełni ekspresji.

W kościele też?

Ci, którzy przyjechali na moje święcenia biskupie do Rio, mówili, że było na nich jakby radośniej niż w Polsce. Na tę atmosferę wpływa sposób wykonywania śpiewów, postawa wiernych podczas modlitwy, gesty celebransa zachęcającego zebranych do uczestnictwa we Mszy św. Wierni modlą się całymi sobą i gdyby kazano im się nie ruszać, tylko odpowiadać na to, co mówi celebrans, w bezruchu – uznaliby to za karę.

Jaka jest parafia w Rio, w której Ksiądz jeszcze rok temu posługiwał? Wyszło z niej dwóch biskupów, i to na dodatek Polaków.

Rozpocząłem w niej posługę w 2013 r. Przejąłem ją z wyzwaniami od strony duchowej i materialnej. Źle położono dach świątyni, trzeba było go rozebrać i drugi raz zmontować. Musiałem też wyburzyć część rozpoczętej budowy domu katechetycznego oraz plebanii i zbudować je od początku. Przyjmowałem problemy parafian jak swoje i oni poczuli, że jestem z nimi.

Z jakimi problemami się borykają?

Jak to w Rio – parafia była w części bogata, a w części bardzo biedna. Na jej terenie istnieją fawele nazywane także wspólnotami – comunidades. To osiedla wybudowane w najtańszy sposób, żeby na najmniejszym obszarze powstało jak najwięcej mieszkań. Ten kontrast przedstawiano mi jako problem. Mówiono, że na Mszach św. obok tych, którzy nie mają co do garnka włożyć, będą siedzieć milionerzy. Żeby ich zjednoczyć, zaczęliśmy organizowaliśmy cykliczne festyny. Nie animowali ich posiadacze większych pieniędzy, ale ludzie dysponujący większą ilością czasu. Bogatsi pomagali, kupując produkty, z których ci mniej zamożni przygotowywali potrawy. Największy festyn z okazji święta św. Piotra organizowało 100 wolontariuszy. Na stoiskach oferowaliśmy regionalne potrawy z północno-wschodniej Brazylii, co przyciągało chcących dobrze zjeść. Brało w nim udział parę tysięcy ludzi, z czego ponad 80 procent spoza parafii. To otwierało naszą wspólnotę nie tylko na siebie wzajemnie, ale i na innych. Widziałem, jak nasi wierni pomagali sobie przez cały czas pandemii. Wiem, że sporo rodzin potrzebowało pomocy, ale natychmiast znalazła się spora grupa wspierających ich zamożnych darczyńców. Wszyscy, którzy tego potrzebowali, otrzymali wsparcie.

A z jakimi konkretnymi kłopotami przychodzili do Księdza parafianie?

Z czysto ludzkimi, jak na całym świecie. W drugiej parafii miesiąc przed moim odejściem przyszedł, płacząc rzewnymi łzami, mężczyzna z 6-letnim synkiem. Noc wcześniej jego żona popełniła samobójstwo.

Nie spodziewał się tego?

Leczyła się na depresję, ale nic tego nie zapowiadało. Zjedli kolację, on poszedł do sypialni i nagle usłyszał strzał…

Jak go Ksiądz pocieszał?

Więcej słucham, zadając pytania, niż sam mówię, podprowadzam do tego, żeby opowiadający wyciągnął wnioski. Nie mogę prawić mu kazań, bo poznaję tylko wyrywek jego życia.

Kiedy otrzymał Ksiądz nominację biskupią, zastąpił Księdza w parafii ks. Robert Chrząszcz, od niedawna również biskup.

Pewnie skierowano go tam dlatego, że ma podobny do mnie styl duszpasterzowania.

Jaki jest Księdza styl?

Staram się być wyważonym księdzem, który we Mszy św. pozwala uczestnikom na wyrażanie ekspresji, ale bez innowacji pochodzących z protestantyzmu. Zawsze unikałem niebezpiecznego zabawiania jej uczestników, bo to często sprawia, że Msze św. zmieniają się w show. Starałem się, żeby wierni częściej zaglądali do swojego wnętrza, niż wyrażali swoje emocje.

Pewnie dlatego na przesłanie biskupie wybrał Ksiądz słowa: „Wypłyń na głębię”.

Bo nie można tylko ślizgać się po powierzchni. Człowiek musi zejść w głąb, żeby zmierzyć się z prawdą o sobie, choć może to okazać się trudne. Boli, ale uzdrawia.

Poza tym powaga Mszy św. jest niezbędna, kiedy przeżywa się śmierć Chrystusa.

Msza św. jest też ucztą, spotkaniem, stołem zastawionym – tak patrzy na nią wielu Brazylijczyków. Ale trzeba pamietać, że to stół, przy którym siadamy po tym, jak uczestniczyliśmy w męce i śmierci Jezusa. Trudno tańczyć pod krzyżem… Moi parafianie zaakceptowali to moje podejście.

Pewnie trudno się było Księdzu z nimi rozstać.

Nie zapomnę, jak głęboko przeżyłem pożegnanie mojej pierwszej parafii św. Judy Tadeusza w Rio. To był Wielki Tydzień, więc nie chciałem ich wtedy powiadamiać o moim odejściu, żeby nie przyćmić tajemnicy Triduum. Kiedy w Wielki Piątek parafianie adorowali krzyż i podchodzili do niego całymi rodzinami, patrzyłem na nich, a przez głowę przelatywały mi wspomnienia. Z tymi byłem w dniu śmierci ich babki. Z tamtymi poszedłem do szpitala, żeby ochrzcić ich chore dziecko. Patrząc na którąś z kolei rodzinę, uśmiechnąłem się, zdając sobie sprawę z tego, jak wiele osobistych wspomnień mnie z nimi łączy. Myślę, że w tamtej chwili Pan Bóg chciał mi pokazać, jak ważne są momenty spotkania z konkretnymi wiernymi. W danej chwili największą wartość ma stojąca przed tobą osoba, a nie wielki tłum. Dlatego czasem trzeba wszystko zostawić i poświęcić uwagę jednemu człowiekowi.

Brazylijczycy to kraj rodzin wielodzietnych. Jak traktują walczących o prawo do aborcji?

Takie inicjatywy nakręcają małe, sponsorowane grupy, które krzyczą głośno, bo mają sprzęt zakupiony za grube pieniądze. To podejście nie wypływa z ludzi, ale kształtuje je propaganda. Nawołujący do zabijania nie mówią o losie mordowanego dziecka, ale o kobiecie, problemach, wolności. Zwykli ludzie świetnie rozumieją, że każde życie poczęte jest darem. Dzięki Bogu Brazylia będzie rosła i rozwijała się, bo jej mieszkańcy mają dużo dzieci. Popierający aborcję bogaci widać chcą, żeby ich potomkowie wymarli. Jeśli ktoś ma miliony i mówi, że wystarczy mu jedno dziecko plus piesek i kotek, które też uważa za dzieci, to dąży do samounicestwienia. Ci, którzy są za życiem, mają potomków i według rachunku prawdopodobieństwa to oni przetrwają.

Widział Ksiądz, że rzeczywiście potrafią się cieszyć z każdego kolejnego dziecka?

Nawet w trudnych sytuacjach. Istniejące w Brazylii rozluźnienie seksualne sprawia, że często w ciążę zachodzą nastolatki. Ale dla ich rodzin nie kończy się świat dlatego, że córka czy wnuczka spodziewa się dziecka. Na początku jest płacz, konflikt, ale zaraz potem rodzice i dziadkowie nastawiają się na przyjęcie dziecka. To jest podejście naturalne – bo przecież na świat przyjdzie ich potomek, więc jak się nie radować?

Powinni to usłyszeć europejscy rodzice, którzy dowiedziawszy się, że na świat ma przyjść kolejne dziecko, narzekają, jakie to będą mieli wydatki.

Chciałbym porozmawiać z tym ojcem za pięć lat, kiedy go zobaczę z synkiem. Wtedy wycofałby się z tych słów, bo nie dopuściłby do siebie myśli, że mógłby nie chcieć tego kochanego dziecka.

Mówiliśmy o pracy w parafii, a jak się sprawuje posługę biskupią w Brazylii?

Brazylia to olbrzymi kraj. Duża część jej diecezji zajmuje obszar wielkości połowy Polski z rozsianymi małymi miasteczkami. Na tym terenie posługuje od 30 do 70 księży i jeden biskup. Już to pokazuje, że bycie biskupem jest tam zupełnie inne niż w Polsce. Biskup mieszka przy małym kościółku przypominającym nasze wiejskie świątynie i jest tam też proboszczem.

A w Rio de Janeiro?

Jestem jednym z siedmiu biskupów pomocniczych. To miasto, w którym żyje około 3,5 mln katolików.

W przewodnikach ostrzegają, że na co dzień zdarzają się tam napaści i rabunki.

Jak już mówiłem, Brazylijczycy są za życiem poczętym, ale życie ludzkie jest u nich tanie. Jadąc samochodem nad ranem, nietrudno jest się natknąć na leżącego na ulicy zabitego. Zapamiętałem taki obraz z przeszłości, który zmusił mnie do myślenia. Bo czasem Pan Bóg zapala nam w głowie reflektor: „Zobacz to wreszcie, bo nie widzisz tego, co potrzeba”. W pierwszej parafii położonej na terenie biednej dzielnicy miałem rozpocząć Mszę św. o siódmej rano. Stoimy przed kościołem, rozpoczynając procesję wejścia, a ja widzę, że nad odległym o ponad sto metrów kanałem zebrała się żywo gestykulująca grupa ludzi. Z ich strony szedł do nas jakiś mężczyzna, więc zapytałem go, co się stało. Poinformował, że ktoś zabił trzech chłopaków i wrzucił ich ciała do kanału. Odpowiedziałem, że bardzo szkoda, a potem dałem znak ministrantom, żeby wchodzili na Mszę św. I w tym momencie zapalił mi się w głowie reflektor: „Zaraz, czy ja już tak bardzo zobojętniałem wobec śmierci człowieka? Usłyszałem, że zabito trzech ludzi, i jakby nigdy nic przystąpiłem do sprawowania Eucharystii”. Niestety, w Rio, człowiek naturalnie oswaja się z przemocą, agresją, śmiercią. Jak ktoś, kto wychodzi na śliską drogę i musi uważać, by się nie przewrócić.

Nie boi się Ksiądz, że mogą Księdza zabić?

Już na początku pracy tutaj musiałem sobie uświadomić, że pracując w Rio, mogę w każdej chwili zginąć.

Jest tam aż tak niebezpiecznie?

Jeszcze mi się nie zdarzyło jako biskupowi doświadczyć sytuacji zagrożenia życia, ale nasz kardynał został napadnięty, gdy wracał samochodem podczas powrotu z Mszy św. z faweli. Wyskoczyło na niego dwóch chłopaków karabinami. Zabrali wszystko, także samochód, i odjechali.

Takie sytuacje są wpisane w codzienność?

Nie mówię, że to norma, ale kiedy zdarza się taki kolejny przypadek, nie dziwię się, że tak się stało.

Decydując się na pracę w Rio, wkalkulował Ksiądz w posługę własną śmierć.

Jak mówią – ktoś strzela, Pan Bóg kule nosi. Niech mi pani powie, który moment jest właściwy, żeby zejść z tego świata?

A Ksiądz wie?

Ten, w którym Pan Bóg chce, żebyśmy z niego zeszli. Jestem o tym przekonany, ale cały czas staram się, jak Kościół mi podpowiada, czynić, co do mnie należy, a nie czekać na śmierć i Boskie zmiłowanie.

Z drugiej strony, Rio de Janeiro to miasto Boga. Wznosi się nad nim olbrzymia figura Jezusa.

Budując ją, oddano los miasta Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, bo to sanktuarium pod takim wezwaniem.

A co Księdza trzyma w tej trudnej pracy?

Nie zapominam, że żyjemy z miłości i dla miłości. •

Biskup Zdzisław Błaszczyk

pochodzi z diecezji krakowskiej, w której pracował przez 6 lat. Od 2000 roku posługuje w Brazylii, obecnie jako biskup pomocniczy archidiecezji Rio de Janeiro.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także