GN 2/2021 Archiwum

Ekspert: Mamy szanse uniknąć wzrostu zakażeń, jeśli restrykcje zostaną zachowane

Mamy szanse uniknąć wzrostu zakażeń, jeśli restrykcje zostaną zachowane i rytm szczepień jakoś zaskoczy. Ta obecna równowaga jest krucha, ale udało się ją uzyskać - ocenia dr hab. Jarosław Drobnik, epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Zdaniem eksperta kluczowe będzie, jak się wszyscy zachowamy w święta oraz w Sylwestra, czy będziemy odpowiedzialni i gotowi przestrzegać ogłoszonych restrykcji.

"Wiadomo, że trzeba się liczyć z jakimś wzrostem zakażeń, bo nie wszyscy dostosują się do ogłoszonych restrykcji. Jednak fakt, że większość osób spędzi święta w węższym gronie, a potem dzieci jeszcze pozostaną na feriach, może sprawić, iż drugą połowę stycznia i początek lutego będziemy mieli spokojniejszą. I nie powinno być wzrostu zachorowań, o ile nie wydarzy się coś nadzwyczajnego" - powiedział dr Drobnik.

Ekspert ocenił, że udało nam się w Polsce uzyskać i utrzymać "kruchą równowagę w liczbę zakażeń". "Mamy szanse uniknąć wzrostu zakażań, jeśli restrykcje zostaną zachowane i rytm szczepień jakoś zaskoczy" - powiedział dr Drobnik.

Pytany o ewentualne zagrożenie, wynikające z odkrycia w Wlk. Brytanii nowego szczepu koronawirusa, który ma być bardziej zakaźny, ekspert podkreślił, że nie ma jeszcze na ten temat "twardych danych".

"To może być dla nas sygnał alarmowy, ale w takich kategoriach, byśmy nadal odpowiednio reagowali i się zachowywali, trzymali dystans społeczny, używali maseczek i unikali zbiorowisk. Mówi się, że ten nowy wirus ma o 70 procent większą moc zakażania, ale twardych danych na to nie ma. Stwierdzono większą liczbę zachorowań w określonych środowiskach. Jednak ta mutacja wirusa jest już od września, więc gdyby miał taką potężną moc dominowałby już na Wyspach Brytyjskich i w całej Europie" - powiedział dr Drobnik.

Ocenił, że ten zauważalny wzrost nastąpił z powodu mobilności ludzi, którzy będąc zmęczonymi restrykcjami korzystali z różnych możliwości m.in. rekreacji, wypoczynku, wychodzenia do sklepów, co zwiększyło liczbę interakcji międzyludzkich.

"Ja nie kontestując tych opinii, że ta nowa mutacja może być bardziej zakaźna, uważam, że nie wpłynie ona w sposób jakiś dramatyczny na naszą sytuację. Broń przeciwko tej chorobie cały czas jest taka sama: maseczka, dystans, mycie rak, unikanie niepotrzebnych kontaktów, unikanie miejsc, w których gromadzi się większa liczba osób. Tu się nic nie zmienia" - powiedział dr Drobnik.

Ekspert przypomniał, że po wiosennym okresie pandemii również panowała opinia, że kolejna mutacja koronawirusa jest bardziej zakaźna. "Jednak ona się rozprzestrzeniła z powodu naszych zachowań, a nie większej mocy w zakażaniu" - podsumował dr Drobnik.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama