Nowy numer 3/2021 Archiwum

Kto ptak, a kto nie ptak?

Status artysty zawodowego pomógłby tysiącom muzyków, malarzy i aktorów opłacić składki emerytalne i zdrowotne. Tylko kto jest prawdziwym artystą?

Umowy śmieciowe to jedna z głównych bolączek tej branży – mówi Łukasz Jankowski, dwudziestoparoletni flecista z Warszawy. Jak dodaje, muzyk jednego dnia gra z orkiestrą w Krakowie, a drugiego z trio w stolicy i podpisuje umowę tuż przed koncertem. Oznacza to jednak, że artyści, którzy nie zarabiają wystarczająco dużo, by opłacało im się otworzyć działalność gospodarczą, przez całe lata pozostają poza systemem emerytalnym i zdrowotnym. Dotyczy to również aktorów czy malarzy. Ustawa opracowywana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ma to zmienić. Osoba mająca potwierdzony status artysty i zarabiająca mniej niż wynosi średnia krajowa mogłaby ubiegać się o dopłatę do składki emerytalnej i chorobowej. Dopłata wyniosłaby nawet 80 proc.

Poniżej średniej

W mediach można znaleźć informacje o dochodach śp. Witolda Pyrkosza, który w dobrych czasach miał dostawać nawet 800 tys. zł rocznie z tantiem, czy zmarłego niedawno Romualda Lipki z zespołu Budka Suflera, którego dochody były jeszcze wyższe. Student muzycznej uczelni, autor przeboju disco polo co tydzień inkasował 10 tys. zł za występ. Jednak te liczby mają się nijak do sytuacji większości twórców. Połowa polskich aktorów zarabia nie więcej niż 3,2 tys. zł miesięcznie – podaje portal wynagrodzenia.pl. Jeśli nie jest się gwiazdą, za dzień zdjęciowy w serialu można dostać kilkaset złotych, nieco więcej za reklamę. Warszawski instrumentalista będący absolwentem uczelni muzycznej dostaje 300–400 zł za koncert – w tym mieści się próba w Warszawie i własny dojazd na miejsce występu (jeśli mecenasem jest duża firma, znany kompozytor muzyki filmowej za dyrygowanie podczas tego koncertu może otrzymać ok. 10 tys. zł). Łukasz Jankowski jest stale związany z zespołem Grzeczni Chłopcy grającym jazzowe aranżacje różnych przebojów, ale także grywa dorywczo, bo – jak tłumaczy – z występów z jedną grupą trudno jest się utrzymać.

– Wielu artystów zmuszonych jest do założenia działalności gospodarczej, ale to i tak nikły promil w stosunku do liczby pozostałych pracowników zawodów kreatywnych, których szacujemy na ok. 60 tys. osób – mówi Stanisław Trzciński, kulturoznawca i prezes wytwórni STX Music Solutions, członek ZAiKS.

Grupa zainteresowana wsparciem w odkładaniu na emeryturę prawdopodobnie nie byłaby mała. Jak wynika z przesłanych nam przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wyliczeń, muzyką zajmuje się w Polsce 19,1 tys. osób, architekturą i sztukami wizualnymi po 12 tys., filmem 3,5 tys., literaturą 2,8 tys., tańcem 2,4 tys., twórczością ludową 1,5 tys., a twórczość 350 osób można uznać za interdyscyplinarną. Od lat przy Ministerstwie Kultury działa komisja, która może przyznać wsparcie przy opłacaniu składek, ale jej zasady mają opinię dość niekorzystnych, więc chętnych nie jest wielu. W zeszłym roku komisja wydała zaledwie 16 decyzji, w tym 10 pozytywnych.

Bez ingerencji

Projekt ustawy powstawał podczas ogólnopolskich konferencji z udziałem stowarzyszeń artystycznych. – Wszystko rodziło się w bólach, więc tym bardziej jesteśmy usatysfakcjonowani, że przepisy powstały – mówi Paweł Onochin ze Stowarzyszenia Twórców Ludowych, który brał udział w konferencjach. Jak dodaje, większość twórców ludowych ma na co dzień inne zajęcie, a śpiew pytacki czy gawęda są dla nich zajęciami dodatkowymi. Jednak ok. 10–15 proc. tradycyjnych artystów mogłoby wejść do ministerialnego systemu. – Byliby to zapewne kowale, garncarze, ceramicy, plecionkarze, czasem rzeźbiarze – wylicza Paweł Onochin.

Projekt popierany przez ministerstwo (podobne przepisy zaproponowała niedawno opozycja) zakłada, że status artysty zawodowego przyznawano by osobom, które spełniają jeden z trzech warunków: ukończyły odpowiednią uczelnię, mogą udokumentować dochody z tytułu wykonywania działalności artystycznej albo uzyskają pozytywną ocenę dotychczasowego dorobku. To ostatnie kryterium wzbudza najwięcej sporów.

– Decyzje o uznaniu działalności za twórczą lub artystyczną spoczywać będą na organizacjach reprezentatywnych – tłumaczy Centrum Informacyjne MKiDN. Chodzi o zrzeszenia takie jak Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych, Związek Polskich Artystów Plastyków czy Związek Artystów Scen Polskich. – Ministerstwo nie będzie ingerować w proces ustalania kryteriów – dodaje MKiDN. – Zgodnie z projektem ustawy organizacja reprezentatywna będzie działać samodzielnie, biorąc ​pod uwagę zalecenia wydane przez Radę Polskiej Izby Artystów [w skład rady wejdą przedstawiciele resortu, związków i artystów zawodowych – red.]. Zalecenia te będą dotyczyć w szczególności czynności wskazujących na zawodowy charakter działalności artystycznej w danym zawodzie artystycznym.

Muzyk wykształcony profesjonalnie

Czy można obiektywnie ocenić dorobek artysty? – Nie znam dziedziny twórczej, która nie byłaby objęta reprezentacją przez organizacje zbiorowego zarządzania. Dla mnie pierwszym kryterium powinno być członkostwo lub ochrona praw przez takie organizacje oraz ich pomysły na sprawdzenie, kto jest zawodowym artystą podlegającym opiece socjalnej państwa – uważa Stanisław Trzciński. – Jestem magistrem sztuk muzycznych, ale w naszym zespole studia skończyło też dwóch innych chłopaków, a dwóch kolejnych to absolwenci szkoły muzycznej II stopnia. Nie uważam, żeby byli gorszymi muzykami – mówi Łukasz Jankowski. – Profesorowie z mojej uczelni opisywali kiedyś swój dorobek, żeby dostać jakieś dofinansowanie, i podawali, że grali koncert w Carnegie Hall. W świecie muzycznym występ w jednej z najlepszych sal koncertowych świata jest niezwykłą nobilitacją, ale dla systemu ocen nie miało to żadnego znaczenia.

Ocena dorobku siłą rzeczy będzie uznaniowa. Konserwatywni oceniający mogą więc oblewać awangardzistów, albo przeciwnie – członkowie komisji mający gust podobny do kustoszy galerii twórczości nowoczesnej mogą za malarstwo uznać każdą plamę z farby. Trudno skonstruować przepisy tak, by nie mógł się rozwinąć nepotyzm, kliki czy środowiskowe wojenki.

Krytycy przepisów przywołują przykład komisji z czasów PRL. Wtedy od oceny urzędowej zależała nie ewentualna dopłata do składki emerytalnej, ale to, czy w ogóle artyście będzie wolno występować, a jeśli tak, to za ile. Muzyków czy aktorów dzielono na kategorie, od których zależały honoraria. Człowiek pozbawiony talentu, ale prezentujący „słuszną postawę ideową” mógł być pewny swego. Dwukrotnie oblano za to Czesława Niemena – raz poległ na części teoretycznej, gdy zapytano go o teatr, innym razem usłyszał, że nie umie śpiewać. W latach 80. jazzmani tępili rockmanów, a jeśli kolega odpytywał kolegę, wystarczyło powiedzieć, kim był Chopin – przypominał po latach magazyn „Gitarzysta”.

Triumf systemu korporacji

Zgodnie z nową ustawą dopłaty do składek byłyby finansowane z opłaty reprograficznej. Ma ona być rekompensatą dla twórców za kopiowanie ich dzieł. Obecnie opłata jest doliczana do ceny czystej płyty CD, pendrive’a czy drukarki. Krytycy zauważają, że w ten sposób każdy posiadacz któregoś z tych przedmiotów jest traktowany jak potencjalny pirat. Zgodnie z nowymi regulacjami kilkuprocentową opłatą obłożono by także smartfony, tablety i konsole do gier. Stanisław Trzciński szacuje, że zyski wyniosłyby ok. 500–600 mln zł rocznie. Połowa wspierałaby składki społeczne artystów, a połowa byłaby rozdzielana między branżowe stowarzyszenia i zrzeszonych w nich twórców.

Rola branżowych stowarzyszeń, a także ich dochody bardzo by zatem wzrosły. O komentarz do projektu ustawy poprosiliśmy ZPAP, ZASP i stowarzyszenie Copyright Polska, ale ich przedstawiciele nie chcieli z nami rozmawiać. Z kolei artyści, z którymi się kontaktowaliśmy, liczą na to, że nowa ustawa pomoże im przetrwać wahania koniunkturalne, które zwłaszcza w czasie pandemii dały się im mocno we znaki. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także