Nowy numer 3/2021 Archiwum

Drugi chrzest Francji

Wolność wyznania wymaga szczególnej ochrony, większej niż inne wolności. To nie fragment konstytucji państwa wyznaniowego. To wniosek z orzeczenia Rady Stanu w laickiej Francji. Sędziowie przyznali rację biskupom i wiernym walczącym z nieracjonalnymi limitami w kościołach.

To kolejna odsłona powszechnej mobilizacji, jaką od paru miesięcy można zaobserwować w Kościele nad Sekwaną. Trudno oprzeć się wrażeniu, że czas pandemii i związane z nią ograniczenia wyzwoliły we francuskich katolikach nie tylko większe poczucie odpowiedzialności za Kościół, ale również odwagę w wyrażaniu jej publicznie. Widok tysięcy osób modlących się pod zamkniętymi kościołami oraz mocne deklaracje biskupów, ocierające się o wzywanie do obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec zbyt radykalnych obostrzeń, to fakty, które nie pozostaną obojętne dla życia religijnego we Francji.

Proporcji brak

Spór Kościoła z państwem francuskim był widoczny już w maju. Rada Stanu (Conseil d’État), która odgrywa rolę sądu administracyjnego opiniującego przyjmowane akty prawne, nakazała rządowi zniesienie obowiązującego wówczas bezwzględnego zakazu zgromadzeń w miejscach kultu religijnego i dostosowanie rygorów i obostrzeń sanitarnych do aktualnego ryzyka zdrowotnego.

Temat wrócił na początku listopada, gdy rząd znowu wprowadził zakaz odprawiania Mszy św. z udziałem ludu. Biskupi i wierni ponownie zwrócili się do Rady Stanu z nadzieją na kolejną skuteczną interwencję. Tym razem jednak sędziowie uznali, że rządowy zakaz jest „proporcjonalny w świetle zagrożeń dla zdrowia i konstytucyjnej potrzeby ochrony zdrowia”. Było to tym bardziej kuriozalne, że w tym samym czasie, mimo radykalnego teoretycznie lockdownu, szkoły pozostawały otwarte, a w środkach komunikacji trudno było mówić o zachowywaniu bezpiecznej odległości. Kościoły tak naprawdę były jednymi z najbardziej bezpiecznych miejsc ze względu na dużą dbałość o przestrzeganie zasad sanitarnych, a frekwencja na Mszach nawet w najbardziej praktykującym Paryżu (na tle reszty kraju to prawdziwy fenomen) w dużych przestrzeniach świątyń pozwalała na zachowanie odpowiednich odległości między wiernymi.

Miasta na kolanach

Zakaz rządowy sprawił, że place katedralne i przed innymi kościołami w największych miastach wypełnione były modlącymi się ludźmi, którzy stali przed zamkniętymi świątyniami. Rozlegające się spokojne śpiewy musiały robić wrażenie na tych Francuzach, którzy od lat nie widzieli podobnych obrazów, bo sami nie zaglądali do kościołów. We Francji w ostatnich latach widok modlących się na ulicach osób kojarzył się raczej z tymi muzułmanami, którzy nie mieli swoich świątyń lub nie mieścili się w lokalnych meczetach i w piątki blokowali ulice największych metropolii. Teraz było coś poruszającego w widoku setek klęczących w deszczu i na zimnie katolików w Strasburgu, Bordeaux, Rouen czy Paryżu. W niektórych miastach wierni byli wzywani na policję nie tyle z powodu złamania zakazu zgromadzeń, ile… ze względu na złamanie zasady laickości, która nie pozwala na manifestację wiary w miejscu publicznym.

W międzyczasie francuscy biskupi złożyli tzw. référé liberté – to we francuskim porządku prawnym coś w rodzaju odwołania od decyzji administracyjnych, które naruszają jakieś wolności. Polega to na złożeniu wniosku o natychmiastową ochronę naruszonych praw. Francuscy hierarchowie argumentowali, że tak drastyczne ograniczenie wprowadzane pod pretekstem walki z zagrożeniem epidemicznym stanowi poważne naruszenie swobód religijnych i wolności wyznania.

30 nierówne 30

Problem polega na tym, że rząd w połowie listopada wprowadził nową regulację, która była chyba jeszcze bardziej kuriozalna od całkowitego zakazu: na Mszy mogło odtąd być obecnych maksymalnie 30 osób, niezależnie od wielkości świątyni. Krótko mówiąc, ten sam limit obejmował zarówno małe wiejskie kościoły, jak i potężne katedry czy np. bazylikę św. Piusa X w Lourdes, w której może pomieścić się ponad 20 tys. osób. Nowe regulacje nie brały w ogóle pod uwagę tych dysproporcji – 30 osób w wiejskim kościele to tłum, podczas gdy w katedrze to niezauważalna garstka. To chyba jeszcze bardziej zirytowało katolików nad Sekwaną niż wcześniejszy całkowity zakaz udziału w liturgii. Wyglądało to bowiem trochę jak rzucenie „ochłapem wolności” dla świętego spokoju, a trochę jak kpina z podstawowych zasad logiki. Metropolita Paryża abp Michel Aupetit nie bawił się w dyplomację i nazwał nowe regulacje „totalną głupotą”, a arcybiskup Strasburga w ironiczny sposób przypomniał, że skończył studia na politechnice i jest w stanie obliczyć liczbę wiernych proporcjonalnie do powierzchni świątyni. To wszystko doprowadziło do zjawiska dotąd raczej nieznanego we Francji: niektórzy biskupi albo zostawiali wolną rękę proboszczom w określaniu realnej liczby wiernych wpuszczanych do kościołów, albo wprost nawoływali do czegoś, co trzeba chyba nazwać jakąś formą obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jeden z hierarchów (Norbert Turini z diecezji Perpignan na południu Francji) powiedział nawet, że ewentualne konsekwencje bierze na siebie, dając sygnał proboszczom, by nie stosowali się do absurdalnych zapisów.

Religia pod ochroną

Równolegle francuski episkopat starał się wywalczyć zmianę na drodze prawnej i znowu adresatem skargi była Rada Stanu. Ta dość szybko przyznała rację biskupom i nakazała rządowi zniesienie limitu 30 osób oraz przygotowanie w ciągu trzech dni nowych regulacji. Warto zatrzymać się dłużej na orzeczeniu Rady Stanu – nie chodzi bowiem tylko o samą wygraną, ale o znaczące uzasadnienie. Sędziowie nie tylko uznali podjęte środki za nieproporcjonalne, nie tylko uznali za absurdalne wykluczenie miejsc kultu z przeliczania liczby osób w zależności od powierzchni (choć inne instytucje i przedsiębiorstwa miały taki przelicznik), ale i podkreślili szczególne miejsce wolności wyznania w hierarchii norm. Jest tam wprost powiedziane, że wolność wyznania nie jest „tej samej natury co inne”. Rada Stanu przyjęte ograniczenia nazwała „nieproporcjonalnymi w stosunku do celu, jakim jest ochrona zdrowia publicznego, a zatem, biorąc pod uwagę zasadniczy charakter składnika, o którym mowa, wolność religii, stanowią [one] poważną i oczywiście bezprawną ingerencję w tę ostatnią”.

Właściwie nigdzie w prasie francuskiej, poza centrowym dziennikiem „Le Figaro”, nie znalazłem zwrócenia uwagi na to niezwykłe jak na laicką Francję orzeczenie. A w nim są zawarte stwierdzenia co najmniej kontrowersyjne z punktu widzenia ideologii laïcité, która jest skrajną formą nieprzyjaznego rozdziału Kościoła od państwa (jej odwrotnością jest patologiczny w istocie sojusz tronu z ołtarzem, ale pośrodku są jeszcze inne modele, uznające za normę przyjazne współdziałanie przy zachowaniu autonomii obu rzeczywistości). Wielu wyznawców radykalnej laickości zapewne przecierało oczy ze zdumienia, gdy Rada Stanu uznała, że zamknięcia kościołów czy radykalnych limitów nie można porównywać do zamknięcia innych placówek publicznych czy kulturalnych, bo – uwaga – „działalność tam prowadzona nie ma tego samego charakteru, a naruszone przez to wolności nie są takie same”. Jak trafnie zauważył publicysta „Le Figaro” Paule Gonzales, Rada Stanu tym samym przyznała, że „wolność wyznania ma odrębny status i domaga się szczególnej ochrony, bardziej wymagającej niż inne wolności i swobody wypowiedzi”.

Światełko dla Francji

Efekt tych wszystkich starań katolików i korzystnego orzeczenia Rady Stanu jest taki, że rząd wprowadził nowe regulacje. Zgodnie z nowym rozporządzeniem wierni mogą zajmować co drugi rząd ławek, pozostawiając między sobą, bądź między rodzinami, dwa miejsca wolne. To oczywiście o wiele bardziej racjonalne rozwiązanie, pozwalające zachować reżim sanitarny przy jednoczesnym dopuszczeniu wiernych do udziału w liturgii. W całej tej historii nie jest najważniejsze to, że katolikom udało się coś wywalczyć. W gruncie rzeczy te batalie o poszanowanie podstawowego prawa, jakim jest wolność religijna i swoboda kultu, były potrzebne katolikom francuskim, by zobaczyć siebie nawzajem, swoje zaangażowanie i wiarę. Oczywiście katolicy we Francji mieli w ostatnich latach swoje wielkie momenty, w których mogli się policzyć – tak było w czasie pielgrzymki Benedykta XVI, tak było również podczas manifestacji przeciwko skrajnie lewicowym projektom ustaw, zrównującym związki jednopłciowe z małżeństwami (na czele niektórych manifestacji szli również francuscy biskupi). Ponadto katolicy we Francji na co dzień są mocno zaangażowani w życie Kościoła, więc po części obecne demonstracje wiary są jakąś emanacją tego, co dzieje się poza zasięgiem kamer w codzienności. Ale mimo wszystko takie doświadczenia jak ostatnie zaangażowanie na ulicach umacniają poczucie przynależności i wiarę w siłę wspólnoty. Przede wszystkim jednak to są ważne sprawy dla całej Francji, także dla tych Francuzów, którzy uwierzyli, że wiara i katolicyzm to już wyłącznie muzealnictwo bądź „hobby” garstki nawiedzonych, schowanych w zaciszu gotyckich świątyń. Może się okazać, że nic tak nie przyczyniło się do odnowy życia religijnego (nowej chrystianizacji?) we Francji jak państwowe zakazy i limity, które wyprowadziły katolików na ulice.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także