Nowy numer 2/2021 Archiwum

Rzecznik Cerkwi zrezygnował. Wcześniej potępił zniszczenie spontanicznego miejsca pamięci działacza pobitego na śmierć

Rzecznik Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej Siarhiej Lepin, który potępił zniszczenie spontanicznego miejsca pamięci pobitego na śmierć działacza Ramana Bandarenki i dostał za to ostrzeżenie od prokuratury generalnej, zrezygnował ze stanowiska.

"Zwolniłem się na własne życzenie. Dziękuję wszystkim za współpracę. I przepraszam, jeśli coś zrobiłem nie tak" - powiedział Lepin w piątek agencji Interfax-Zapad. Nie podał przyczyny swojej decyzji.

W poniedziałek arcybiskup nowogródzki i słonimski Guriasz wydał rozporządzenie, by duchowni eparchii nie uczestniczyli w wiecach i nie wyrażali swoich poglądów politycznych, m.in. w internecie. "Duchowni nie powinni uczestniczyć w akcjach politycznych, wystąpieniach (w tym wypowiadać poglądów politycznych w internecie), wiecach, strajkach i pochodach, tylko zawsze pamiętać, że głównym obowiązkiem duchowieństwa jest odprawianie nabożeństw, sakramentów i modlitw, w tym o pogodzenie się zwaśnionych stron i o pokój oraz pomyślność narodu białoruskiego" - oznajmił.

Wcześniej białoruska prokuratura generalna wydała ostrzeżenie o niedopuszczalności łamania prawa pod adresem Lepina oraz wikariusza generalnego archidiecezji mińsko-mohylewskiej bp. Juryja Kasabuckiego oraz rzecznika Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej Siarhieja Lepina. Prokuratura oznajmiła, że na profilach na Facebooku, a także w innych mediach społecznościowych, obaj publikowali wypowiedzi dotyczące demontażu spontanicznego miejsca pamięci Bandarenki.

11 listopada w jednej z dzielnic Mińska został pobity, a następnie przewieziony na komendę 31-letni Bandarenka, który wyszedł z domu, widząc, że zamaskowani mężczyźni zrywają biało-czerwono-białe flagi białoruskie używane przez środowiska niezależne. Młody człowiek zmarł w szpitalu. W miejscu jego pobicia powstało spontaniczne miejsce pamięci, gdzie przychodziły tysiące osób składać kwiaty i zapalać znicze. Potem pojawiły się służby bezpieczeństwa, zatrzymano kilkadziesiąt osób, zaś miejsce pamięci zlikwidowano.

Lepin napisał wtedy na Facebooku: "Nie pojmuję, po co to szydzenie z portretów zabitego, z upamiętniających go kwiatów, po co to szatańskie deptanie zniczy i obrazów, walka ze spontanicznym upamiętnieniem na podwórku, wzdłuż drogi. Gdzie tu sens? Że nie uzgodniono? A takie zachowanie zostało uzgodnione? Z kim?".

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama