GN 2/2021 Archiwum

Bronię księży

Ci, którzy dopuścili się grzechów nazywanych przez ojca Badeniego „wołającymi o pomstę do nieba”, powinni zostać ukarani. To jasne. Ale stosowana powszechnie zasada odpowiedzialności zbiorowej jest ślepą uliczką. Bronię niewinnych księży, którzy ostatnio nieustannie dostają rykoszetem.

Dziś bycie księdzem nie jest już żadną nobilitacją, ale często rodzajem obciachu – bez owijania w bawełnę mówił mi przed miesiącem o. Mariusz Orczykowski, rektor seminarium krakowskich franciszkanów. – To pokorna posługa, która została dzięki Bogu odarta z jakiegoś zaszczytu, splendoru. To dobra szkoła pasterzy, którzy mają, jak przypomina papież Franciszek, „pachnieć owcami”. W stu procentach zgadzam się z przedmówcą. Ktoś, kto decyduje się na przestąpienie progu seminarium czy klasztornej furty, musi zmierzyć się z falą hejtu, nieprzychylną, osądzającą opinią publiczną i łatką pedofila, którą od czasu do czasu przypną mu „życzliwi” (znajomi księża przerabiają to ostatnio regularnie).

Wbrew pozorom to… dobra sytuacja. Dobra, choć niezwykle trudna, wymagająca hartu ducha, ewangeliczna, bardzo oczyszczająca intencje. Jasne, będzie prowokowała częsty krzyk: „Ratuj!”, ale przecież i apostołowie wielokrotnie znajdowali się w takim położeniu (kocham to polskie słowo oddające naszą horyzontalną pozycję) i, jak pokazało życie, wyszło im to na dobre.

Wszyscy są winni?

Znam wielu księży, którzy każdą wolną chwilę poświęcają na ewangelizację i łamigłówki, jak w czasach covidowych obostrzeń i niszczących relacje spotkań online dotrzeć do młodych z przesłaniem Dobrej Nowiny. I zwyczajnie po ludzku mi ich szkoda.

Rok 2020 zapamiętamy jako rok nie tylko spacerów w maseczkach, ale i początku realnego wewnętrznego oczyszczenia polskiego Kościoła. Po watykańskich decyzjach związanych z kurią w Kaliszu, rozpoczęciu procesu kanonicznego abp. Leszka Sławoja Głódzia czy decyzjach dyscyplinarnych wobec kard. Henryka Gulbinowicza trzeba mieć złe intencje, by pisać, że Kościół nie poddaje się oczyszczeniu. To początek długiego procesu. Jasne, będą „straty w ludziach”, bo wielu wiernych nie zrozumie, że słowa „Kościół” i „grzech” od dwóch tysięcy lat stanowią naczynia połączone. Problem polega na tym, że przy okazji koniecznego oczyszczającego prysznica zbyt często wylewamy dziecko z kąpielą.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także