Nowy numer 48/2020 Archiwum

Elektryczny samolot

Jeśli chcesz coś zrozumieć, przemyśleć, to spróbuj to wytłumaczyć dziecku. Dlatego tak bardzo lubię rozmawiać z dziećmi. One mnie zmuszają do intelektualnej gimnastyki znacznie bardziej niż ich rodzice. A ja lubię gimnastykę. Każdą. Zresztą uważam, że każdy lubi, tylko niektórzy jeszcze nie mieli okazji spróbować.

W czasie jednego z internetowych spotkań z dziećmi ktoś zapytał, czy kiedyś wszystko będzie na prąd. Przyszłości nie da się przewidzieć, mówią o tym prawa fizyki (a nie nasza niedoskonała technologia), ale świat zmusza nas do ciągłych prób. Bez przewidywania nie da się zaplanować wakacji, budowy domu, kupna pralki czy budżetu państwa. Bez planowania firmy nie są w stanie prowadzić inwestycji, nauczyciele – lekcji, a lekarze – terapii. Planowanie jest ważne, ale zawsze warto pamiętać, że zaplanowana przyszłość jest niepewna. O czym zresztą wirus, z którym mocujemy się już od wielu miesięcy, doskonale świadczy.

Ale wróćmy do prądu. Ma on wiele zalet, o ile produkujemy go w sposób oszczędzający środowisko naturalne (żeby było jasne: spalanie węgla nie jest jednym z tych sposobów). Urządzenia nim napędzane są proste w budowie i ciche. Jego przesyłanie nie jest problematyczne, a potrzebna infrastruktura istnieje wszędzie (choć w wielu miejscach należałoby ją zmodernizować). Na dodatek energia prądu elektrycznego jest łatwa do wykorzystania, w przeciwieństwie na przykład do energii dźwięku czy energii cieplnej. Prąd ma tylko jedną wadę. Trudno się go magazynuje. Wiele razy pisałem, także w tym miejscu, że ktoś, kto wymyśli tani, lekki i wydajny magazyn energii elektrycznej, będzie miał w ręku najważniejszy wynalazek XXI i pewnie XXII wieku. Niejeden (z autorem tych słów włącznie) czeka na rewolucję w tej dziedzinie. Na razie jesteśmy jednak raczej świadkami ewolucji. Zmiany zachodzą powoli i stopniowo. Dzięki nim możemy budować samochody, których zasięg wynosi kilkaset kilometrów. Jeszcze 20 lat temu to było nieosiągalne.

Czy doczekamy elektrycznych statków i elektrycznych samolotów? Napędzane energią elektryczną (produkowaną przez panele i zmagazynowaną w akumulatorach) niewielkie jednostki pływające już istnieją. Choć do dużych statków transportowych jest jeszcze kawałek drogi. A samoloty? Amerykańska NASA właśnie wykonała kolejną rundę testów swojego kilkuosobowego, napędzanego elektrycznie samolotu X-57 Maxwell. Testy wypadły pozytywnie, samolot latał do wysokości 10 km z prędkością niemal 300 km/h. Kiedy będziemy latali na wakacje elektrycznymi samolotami pasażerskimi? Nie wiem. Ale myślę, że taki czas nadejdzie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się