Nowy numer 48/2020 Archiwum

Tłumne omamienie

Myśl wyrachowana: Tłum wołający "To jest wojna!" z reguły tworzą pacyfiści.

Łaska tłumu na pstrym koniu jeździ i to, o co dziś tłum walczy, jutro może zwalczać. Tłum w ogóle kieruje się osobliwymi prawami. Gdyby tak wyłowić z niego dzisiejszego przeciętnego „rewolucjonistę”, poczekać, aż opróżni pojemnik ze sprayem i wypluje z siebie wszystkie „wyp…ać”, „je…ać”, a potem usiąść z nim i zapytać, o co mu chodzi, okazałoby się, że ogólnie o to, żeby było dobrze, a konkretnie – to nie wie. Gdyby zaś ten człowiek pozwolił sobie spokojnie wyjaśnić, że to „dobro”, o które walczy, oznacza wyłącznie koszmarne zło dla konkretnych ludzi, stałby się gorącym przeciwnikiem dopiero co głoszonych haseł.

Tłum myśli inaczej niż składający się nań pojedynczy ludzie. A precyzyjniej mówiąc: tłum nie myśli, tłum wyzwala emocje i je wzmacnia. Tłum wręcz, nomen omen, tłumi myślenie. Blokuje indywidualny rozsądek, każąc ludziom działać pod dyktando rozbuchanych uczuć.

Nie zawsze jest to złe, wszystko zależy od motywu, w jakim tłum się gromadzi. Zależy też od tego, kto i dlaczego tym tłumem steruje, bo steruje bardzo często. Tak jak kiedyś w Jerozolimie elita narodu sterowała ludem. Doszło wtedy do przedziwnej sytuacji: lud wykrzyczał wyrok śmierci na Kogoś, kto uzdrawiał, wyganiał złe duchy, wskrzeszał, rozmnażał chleb. Tłum zażądał najgorszej kaźni dla Kogoś, kto nigdy nikomu nie wyrządził najmniejszej krzywdy, a za to tysiącom wyświadczył największe dobrodziejstwa. Ten tłum wreszcie skorzystał z opcji „za wyborem” i wybrał życie dla bandyty, byle tylko nie ocalał Jedyny Sprawiedliwy. A przecież każdy z osobna placowy krzykacz, przyciśnięty do muru, musiałby przyznać, że nie wie, dlaczego się tak zachował.

Więc co to za sens? Jaka w tym logika? Owszem – była logika wtedy i jest dziś. Jej podstawą jest kłamstwo. To samo, co u zarania ludzkości: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. Przyjęcie sugestii, że Bóg stworzył nas po to, żeby nam wszystkiego zakazać, skutkuje poczuciem, że zagraża On naszemu interesowi. Zanika wtedy świadomość, że Boży zakaz (dla niewierzących – zakaz wynikający z prawa naturalnego) jest w istocie znakiem ostrzegawczym przed odrzuceniem własnego szczęścia.

Kiedyś panowało wśród chrześcijan pełne pychy przekonanie, że „Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa”. Oni. Bo my jesteśmy czyści. My byśmy Go wyłącznie bronili.

Aha. A to zbiorowe „ukrzyżuj”, jakie wciąż i wciąż rozlega się na ulicach pod adresem braci najmniejszych Jezusa, to co, krasnoludki? •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także