GN 40/2023 Otwarte Archiwum

O kurierach, co się wirusowi nie kłaniali

Brak pracy? Nie w tej branży. Czas pandemii nie jest problemem dla firm doręczających przesyłki.

Zgodnie z wcześniejszymi prognozami rynek handlu internetowego miał wzrosnąć w tym roku do 70 mld zł, a teraz zanosi się na wzrost do 100–120 mld zł – podała niedawno Poczta Polska. E-commerce, czyli sprzedaż za pomocą komputera, w zeszłym roku stanowiła 5,4 proc. handlu detalicznego – policzyli z kolei analitycy banku Santander. W tym roku może wzrosnąć do 8 proc. Zamknięcie ludzi w domach sprawiło, że kurierzy są rozchwytywani. W dodatku zbliża się czas przedświątecznych zakupów. Roznosiciele paczek nie mogą więc narzekać na brak pracy. Gorzej z jej warunkami.

Duży tort

Wyliczenia na temat wielkości rynku e-commerce są różne. Łączy je jedno: wszystkie wskazują na duży wzrost. Tak jak inni mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej, Polacy coraz częściej kupują przez internet. Według raportu „Global Ecommerce 2020” nasz region notuje najwyższe na świecie wzrosty obrotów. W zeszłym roku na całym globie zwiększyły się one o 16 proc. (rok wcześniej wzrost wyniósł ponad 20 proc.), a Europejczycy mieszkający na wschód od Odry i Nysy wydali o 21,5 proc. więcej. Firma analityczna PMR liczy na jeszcze większy skok. W latach 2020–2025 ma on wynosić co roku ok. 26 proc. Portal statista.com podaje nieco niższe liczby niż Poczta Polska, ale i on zauważa wyraźną poprawę. Według niego w tym roku wartość rynku ma wzrosnąć do 43,5 mld zł, a w przyszłym – do 58 mld zł.

Według tegorocznego raportu sporządzonego na zlecenie polskiego państwowego operatora liderem rynku z 29-procentowym udziałem jest francuska DPD. Drugie miejsce zajmuje niemiecka DHL (26 proc.), trzecie – polski, ale mający amerykańskiego udziałowca InPost (20 proc.). Należący do Poczty Polskiej Pocztex jest czwarty, z 9-procentowym wynikiem.

Świąteczna gorączka

– Od dłuższego czasu obserwujemy rewolucję na rynku e -commerce. Było ją widać jeszcze przed epidemią. Natomiast epidemia okazała się katalizatorem zmian – mówi Justyna Dąbrowska z firmy DHL. Konkurencyjna DPD potwierdza, że wiosną zapotrzebowanie na usługi wzrosło. – Społeczna izolacja spowodowała zmianę modelu konsumpcji. Wielu konsumentów, którzy dotychczas byli sceptyczni wobec e-commerce, zwróciło się w jego stronę, uznając zakupy online za szybsze i bardziej komfortowe. Tendencję potwierdzają obserwacje DPD Polska, która odnotowała wzrost zamówień w okresie marzec–maj 2020 – poinformowało nas biuro prasowe przedsiębiorstwa. Justyna Dąbrowska dodaje, że w ostatnim czasie Polacy częściej kupują w internecie sprzęt elektroniczny, ubrania, akcesoria do domu i artykuły dla dzieci.

Jesienią liczba zleceń gwałtownie rośnie. Zaczyna się jeszcze przed uroczystością Wszystkich Świętych. Później jest coraz goręcej. Najwięcej przesyłek dostarcza się mniej więcej 2 tygodnie przed 24 grudnia (np. w 2017 r. szczyt nastąpił dokładnie 11 grudnia, jak wynika z danych firmy RTB House).

– Nasz wolumen rośnie o 40–60 proc., na 2 tygodnie przed świętami nawet o 100 proc. i więcej – przyznaje Justyna Dąbrowska z DHL i dodaje, że firma już we wrześniu zaczyna rekrutację dodatkowych pracowników. Podobnie postępują konkurenci. DPD ujawnia, że powiększy skład o 15–20 proc.

Szczyt mija tuż przed Bożym Narodzeniem. W ostatnich dniach przed świętami klienci, którzy nie kupili jeszcze prezentów, wolą iść do tradycyjnych sklepów, żeby nie czekać na przesyłkę.

Ciężka praca

– Od dłuższego czasu branża logistyczna boryka się z niedoborem kadry. Brakuje nie tylko pracowników magazynowych, ale także kierowców zawodowych. Spadająca od sierpnia podaż możliwości przewozowych, braki kadrowe na magazynach, wywołane pandemią i związaną z nią obawą o utratę zdrowia, przy jednoczesnej konieczności zachowania dystansu między pracownikami, mogą stanowić dla branży nie lada wyzwanie. Nie bez powodu największe sklepy internetowe już od kilku miesięcy ogłaszają masowy nabór pracowników tymczasowych, w tle kontraktując floty firm transportowych z dużym wyprzedzeniem dla nadchodzących pików sprzedaży, aby nie zabrakło rąk do pracy – uważa Klaudyna Polanowska-Skrzypek, rzecznik firmy Raben zajmującej się transportem paletowym. Nasi rozmówcy zauważają, że problemy w innych dziedzinach gospodarki zachęciły wiele osób do zajęcia się rozwożeniem paczek. Kurierem może być w teorii każdy, kto ma prawo jazdy, więc łatwo jest się zatrudnić od zaraz. W rzeczywistości praca nie należy do łatwych. Paczki bywają ciężkie, nie powinno więc dziwić, że 90 proc. z ok. 20 tys. polskich kurierów to mężczyźni. Trudno jest też podołać normom narzucanym przez pracodawców.

Praca kuriera zaczyna się wcześnie rano. Przesyłki, które odebrała firma, trafiły już wcześniej do sortowni, a tam rozdzielono je w zależności od tego, do którego rejonu miasta mają trafić. Kurier obsługujący dany rejon odbiera swój pakiet, sprawdza stan paczek i skanuje kody specjalnym urządzeniem. Następnie rozpisuje trasę i wyrusza. Wieczorem wraca do bazy, gdzie rozlicza się z dokumentów i gotówki, jeśli klienci płacili przy odbiorze. Dziennie trzeba dostarczyć 50–70 paczek. Kiedyś firmy płaciły określoną kwotę za każdą przesyłkę. Teraz płaci się zwykle od tzw. stopu, czyli jednego odwiedzonego adresu, niezależnie od tego, ile paczek zawozi tam kurier. Jeśli więc doręczyciel ma 2 przesyłki na ul. Żeromskiego 1 i 3 paczki na ul. Żeromskiego 4, to pracodawca policzy to jako 2 stopy, a nie jako 5 przesyłek.

Pensje nie należą do najwyższych. Według danych z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń, które podaje firma Pakersi.pl, w styczniu br. średnie zarobki wynosiły 2,6 tys. zł netto. O 400–800 zł więcej zarabiali kurierzy zatrudnieni na umowę o dzieło. W dodatku wiele przedsiębiorstw, w tym tych dużych, korzysta z usług podwykonawców. Oznacza to w praktyce, że kurierzy wykonujący codzienną pracę są zarejestrowani jako jednoosobowe firmy. Nieraz muszą używać własnych samochodów. W zamian mogą dostać kilkanaście tys. zł miesięcznie, ale ponoszą wysokie koszta. Na branżowych forach można znaleźć historie kurierów, którzy nie byli w stanie wyjść na swoje, choć ich przychód wynosił ponad 15 tys. zł. Ze względu na to, że niewielu doręczycieli ma umowy o pracę, w branży prawie nie ma związków zawodowych. 10 lat temu zawiązano jeden w Opolu, ale niewiele z tego wynikło.

Lockdown

Nie wszyscy kurierzy zyskali na pandemii. Firmy wyspecjalizowane w obsłudze biznesu ucierpiały na zamknięciu biur. Praca takich doręczycieli wygląda nieco inaczej niż ich kolegów po fachu rozwożących produkty kupione przez prywatne osoby. Biznesowi kurierzy przewożą najczęściej dokumenty (choć nie tylko). Odbierają je w dowolnym miejscu miasta i od razu zawożą do odbiorcy. – W wielu firmach kurier pracuje na określonym terenie, zgodnie z rejonizacją – tłumaczy Paweł Gliński z firmy Riders. – U nas tego nie ma. Pokonujemy dziennie 150–200 km, a zwykły kurier może 70 km. On za to jest w stanie przyjąć kilkadziesiąt przesyłek dziennie i dostarczyć je w danym rejonie.

Biznesowym kurierom nie opłaca się jeździć samochodami dostawczymi. Lepiej sprawdzają się rowery lub skutery, dzięki którym można ominąć korki. Zamknięcie wielu biur wydłużyło kursy. Dotychczas posłańcy jeździli często między dzielnicami biznesowymi. Teraz poruszają się między osiedlami rozrzuconymi po mieście i miejscowościami otaczającymi metropolie. W dodatku wiosną mniejsza aktywność przedsiębiorstw odbiła się na liczbie zamówień. Jednak i biznesowi kurierzy spodziewają się poprawy przed Bożym Narodzeniem i zatrudniają więcej ludzi. Firmy wysyłają upominki swoim pracownikom lub kontrahentom, więc ruch się zwiększa. Doręczyciele mogą zatem liczyć na to, że i w tym roku wyjdą na swoje. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Quantcast