Nowy numer 49/2020 Archiwum

Poza Kościołem nie ma próżni

Ziarna prawdy w innych religiach i wyjątkowa więź łącząca chrześcijan z Żydami. Soborowa deklaracja „Nostra aetate” okazała się prorocza i potwierdziła katolickość, czyli powszechność Kościoła.

Kto z nas nie zadał sobie choć raz w życiu pytania: a co z innymi religiami? Czy ich istnienie jest zgodne z wolą Boga, czy też są one wyłącznie błędem ludzkim? I co ze zbawieniem tych, którzy nie poznali Jezusa Chrystusa? Te i podobne pytania od wieków zadawał sobie Kościół. Prawdę, że „nie ma w żadnym innym zbawienia”, musiał konfrontować z faktem, że ogromna część ludzkości pozostaje poza widzialnymi granicami Kościoła. Ponownie zadał sobie te pytania podczas Soboru Watykańskiego II. I udzielił przełomowych dla siebie i całego świata odpowiedzi. Część z nich bardzo szybko okazała się prorocza. Inne potrzebowały więcej czasu, a niektóre być może ciągle czekają na odkrycie i zrozumienie. Mija 55 lat od podpisania Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich „Nostra aetate” (W naszej epoce). Jednego z trudniejszych do przyjęcia w historii Kościoła tekstów, choć zarazem niezwykle prostego i głębokiego.

Dialog czy misja?

To chyba najmniej rozumiany dokument Soboru Watykańskiego II. Przez część środowisk do dzisiaj jest traktowany z pewną nieufnością i podejrzliwością. Autorów oskarżano o rozmywanie wiary katolickiej czy wręcz negowanie jedyności zbawienia w Jezusie Chrystusie. Niestety, odbiór deklaracji „Nostra aetate” padł ofiarą tych samych nieporozumień, które narosły wokół całego nauczania soborowego. Napięcie między – jak to określił Benedykt XVI – „Soborem mediów” (wirtualnym) a „Soborem ojców” (realnym) przeważyło na korzyść tego pierwszego: do powszechnej opinii zamiast treści i rzeczywistego ducha tekstów przedostały się interpretacje komentatorów. Tym bardziej jednak potrzeba odczytywania na nowo tekstów soborowych w zmieniającym się kontekście.

„Nostra aetate” po 55 latach wydaje się dokumentem jeszcze bardziej aktualnym. Jan Paweł II dialog międzyreligijny uczynił jedną z podstaw tożsamości współczesnego Kościoła. Nie ma sprzeczności między misyjnością Kościoła a dialogiem ze światem w jego różnorodności religijnej. Przeciwnie, dialog i spotkanie są warunkiem wstępnym wszelkich działań ewangelizacyjnych.

Odbicie Prawdy

Pierwszy z pięciu punktów deklaracji stwierdza oczywisty fakt: „Jedną bowiem społeczność stanowią wszystkie narody, jeden mają początek (…), jeden także mają cel ostateczny, Boga, którego Opatrzność oraz świadectwo dobroci i zbawienne zamysły rozciągają się na wszystkich, dopóki wybrani nie zostaną zjednoczeni w Mieście Świętym, które oświeci chwała Boga, gdzie narody chodzić będą w Jego światłości”. W tej „oczywistości” jest jednak zawarta zapowiedź tego, co nastąpi w kolejnych zdaniach, a co już tak oczywiste dla wielu chrześcijan ciągle nie jest: „Od pradawnych czasów aż do naszej epoki znajdujemy u różnych narodów jakieś rozpoznanie owej tajemniczej mocy, która obecna jest w biegu spraw świata i wydarzeniach ludzkiego życia (…). Rozpoznanie to i uznanie przenika ich życie głębokim zmysłem religijnym. Religie zaś związane z rozwojem kultury starają się odpowiedzieć na te same pytania za pomocą coraz subtelniejszych pojęć i bardziej wykształconego języka” – czytamy w drugim punkcie deklaracji. Gdyby jednak ktoś nadal miał wątpliwości, o co chodzi, autorzy deklaracji precyzują: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”.

Te zdania następują po wymienieniu z nazwy hinduizmu, buddyzmu i innych religii. Z jednej strony są to słowa przełomowe, z drugiej zaś nawiązują do starożytnych ojców Kościoła, którzy w religiach pogańskich widzieli „drogę wychowawczą prowadzącą do prawdziwego Boga”. Czy to oznacza, że Kościół uznał tu wszystkie religie za „równe” w tym sensie, że nie jest ważne, w co i kogo wierzymy? Nic z tych rzeczy. Po zdaniu o odbijaniu promienia Prawdy przez różne religie pada jasna deklaracja: „Głosi zaś [Kościół] i obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest »drogą, prawdą i życiem« (J 14,6), w którym ludzie znajdują pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko z sobą pojednał”.

Są „inni bogowie”?

11 lat temu, podczas „Asyżu w Krakowie”, spotkania międzyreligijnego nawiązującego do słynnych spotkań zainicjowanych przez Jana Pawła II, zapytałem abp. Grzegorza Rysia (wówczas jeszcze rektora krakowskiego seminarium), czy organizując takie spotkanie, chrześcijanie uznają, że obecni na nim sintoiści czy hinduiści będą modlić się do tego samego Boga. Odpowiedział krótko: „A istnieje kilku bogów?”. Na pytanie, czy zaproszenie do modlitwy przedstawicieli innych religii może zostać odebrane za sygnał, że zwalniamy siebie z misji głoszenia Jezusa jako jedynego Pana i Zbawiciela, uznając ich wierzenia za równie prawdziwe, odpowiedział: „Nie. Uznajemy natomiast, że poza instytucjonalnymi ramami Kościoła nie rozciąga się jedynie »próżnia eklezjalna«”. To nie jest żadna sofistyka i ucieczka od odpowiedzi, tylko nawiązanie do tego, co trafnie rozeznał i opisał Sobór Watykański II, nie tylko w interesującej nas tutaj deklaracji „Nostra aetate”, ale również w konstytucji duszpasterskiej „Gaudium et spes” i konstytucji dogmatycznej „Lumen gentium”. Z wszystkich tych dokumentów przebija przekonanie, na które zwrócił uwagę Jan Paweł II w swojej katechezie w sierpniu 1998 roku, że „działania Ducha Świętego nie można ograniczać do instytucjonalnego kręgu Kościoła, gdzie Duch działa w sposób szczególny i pełny, lecz należy je dostrzegać również poza widzialnymi granicami jego Ciała”. To kwintesencja tego, co znajdujemy w deklaracji „Nostra aetate”.

Imam w encyklice

Mocno wybrzmiewa to w trzecim punkcie dokumentu, poświęconym islamowi: „Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi, Temu, który przemówił do ludzi; Jego nawet zakrytym postanowieniom całym sercem usiłują się podporządkować, tak jak podporządkował się Bogu Abraham, do którego wiara islamu chętnie nawiązuje. Jezusowi, którego nie uznają wprawdzie za Boga, oddają cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, a nieraz pobożnie Ją nawet wzywają”.

Dziś to jeden z najtrudniejszych punktów dla chrześcijan, zwłaszcza dla tych, którzy doświadczają przemocy czy dyskryminacji ze strony muzułmanów. Zarazem jednak wydaje się, że żyjemy w czasach prorockiego wypełniania się ducha deklaracji „Nostra aetate”. Dzieje się to na dwóch płaszczyznach: z jednej strony papież Franciszek w nowej encyklice „Fratelli tutti” wielokrotnie przywołuje osobę i inspirację wielkiego imama Ahmada Al-Tayyeba, z drugiej zaś mamy do czynienia z procesami, w których to muzułmanie odkrywają chrześcijaństwo i coraz częściej przyjmują chrzest. Jest w islamie jakaś nierozpoznana jeszcze przez nas do końca tajemnica Bożego planu. Nie ma wątpliwości, że 55 lat temu ojcowie soborowi dali pierwszy sygnał, że „coś się święci” w tym temacie.

Naród (nadal) wybrany

Tego punktu miało nie być w „Nostra aetate”. Stosunek Kościoła do judaizmu i Żydów trafnie uznano za sprawę wewnętrzną Kościoła, która zasługuje na osobny dokument. Ponieważ jednak sprzeciw ojców soborowych z Bliskiego Wschodu (zdecydowały napięcia żydowsko-palestyńskie) był wyraźny, ostatecznie zdecydowano o dołączeniu tego wątku do deklaracji. Powoduje to pewne zamieszanie, bo umieszczenie judaizmu wśród innych „religii niechrześcijańskich” może sprawiać wrażenie – wbrew intencji autorów – że judaizm Kościół traktuje tak samo zewnętrznie jak hinduizm czy buddyzm. A przecież Stary Testament i wiara Żydów to sprawa rodzinna dla Kościoła, choć wieki nieporozumień i błędów, które miały, niestety, przełożenie również na antyżydowskie pogromy i antysemityzm, zatarły to, co zwłaszcza w nauczaniu św. Pawła wybrzmiewa bardzo mocno: naród Izraela, mimo że większość Żydów nie rozpoznała czasu przyjścia Mesjasza, nigdy nie przestał być narodem wybranym, „bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11,29).

Jan Paweł II, nawiązując do „Nostra aetate”, powtarzał, że „kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm”. Sam nazwał Żydów „starszymi braćmi w wierze”. Jeszcze dalej poszedł Benedykt XVI, który mówił, że Żydzi są dla nas „ojcami w wierze”. O rodzinnym charakterze judaizmu świadczy również list Konferencji Episkopatu Polski, jaki ukazał się 5 lat temu z okazji 50. rocznicy podpisania „Nostra aetate”. Czytamy w nim, że „religia Żydów nie jest dla chrześcijan religią zewnętrzną, lecz religią wewnętrzną”. I dalej: „Dlatego dialog chrześcijańsko-żydowski nie może być nigdy traktowany jako »religijne hobby« nielicznej grupy zapaleńców, lecz powinien coraz bardziej przenikać do głównego nurtu duszpasterstwa, takiego jak katecheza, głoszenie słowa Bożego, pielgrzymki do Ziemi Świętej”.

Jeszua

„Zagłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi, którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama” – czytamy w dokumencie. A dalej: „Przeto nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu, z którym Bóg w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze, otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korzeniem dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów”. Jak to możliwe, że na całe wieki zapomniano w Kościele o tej prawdzie? Historia rozejścia się Synagogi i Kościoła jest zawiła i skomplikowana, ale trudno nie wskazać na jedno ze źródeł: – To napięcie było widoczne już w pismach ojców Kościoła od I do III wieku. Niektórzy czerpali z tradycji hebrajskiej, ale byli i tacy, którzy mówili, że teraz odcinamy się od wszystkiego, co żydowskie. Istotne były też decyzje Soboru Nicejskiego z 325 r., kiedy data Wielkanocy została oddzielona od świąt żydowskiej Paschy – mówią Adam i Beata Dylusowie z Fundacji „Haszlama” (Pojednanie). – Następowało stopniowe eliminowanie żydowskiej wrażliwości. Podczas II Soboru Nicejskiego w 787 r. zabroniono wszystkim Żydom, w tym Żydom wierzącym w Jezusa, m.in. obchodzenia szabatu i praktykowania swoich obyczajów. Później doszły regulacje: Żyd, który przechodził na chrześcijaństwo, musiał wyrzec się swoich korzeni i przekląć je. I tak było aż do Soboru Watykańskiego II. Jeszcze Edyta Stein, kiedy przechodziła na chrześcijaństwo, musiała te wszystkie formuły wypowiadać, żeby przyjąć chrzest, co było dla niej raniące, bo przecież pozostawała Żydówką – dodają Dylusowie.

„Nostra aetate” w punkcie poświęconym judaizmowi okazuje się dokumentem proroczym nie tylko dlatego, że potępia antysemityzm, nie tylko dlatego, że kilkadziesiąt lat później Jan Paweł II, jako pierwszy od św. Piotra papież, przekroczył próg synagogi; i nie tylko dlatego, że rośnie świadomość żydowskich korzeni wśród chrześcijan. Jest coś równie ważnego: od lat rośnie liczba Żydów uznających Jezusa za obiecanego Mesjasza. Jeden z nich Eyal Friedman tak mówił mi o tym w Jerozolimie: – Tu nic nie jest przypadkiem. Popatrz – właśnie mieliśmy 50 lat Odnowy Charyzmatycznej w Kościele katolickim. To był rok 1967. Ten sam, w którym Żydzi zdobyli wschodnią Jerozolimę. I ja wierzę, że w 1967 r. Bóg wylewał swojego Ducha nie tylko na Kościół, ale również na Żydów, objawiając im Mesjasza. To jest trudne dla obu stron: dla Żydów i dla Kościoła. Bo nagle po długiej przerwie, po szesnastu wiekach, pojawia się znowu część żydowska Kościoła. I łączy się z nieżydowską częścią w jedno ciało Chrystusa. A tak przecież było na początku, tylko proces odbywał się w drugą stronę.

To tylko kilka tropów, które potwierdzają prorocką intuicję autorów „Nostra aetate”. Warto wracać do tego dokumentu. Wbrew obawom tych, którzy widzieli w nim źródło relatywizacji wiary, w gruncie rzeczy jest on potwierdzeniem powszechności zbawienia w Jezusie. Dotyczy to także tych, którzy z różnych powodów jeszcze nie rozpoznali w Nim Boga i obiecanego Mesjasza.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także