Nowy numer 42/2021 Archiwum

Św. Małgorzata Marii Alacoque

Gdyby w skrócie opisać jej życie, byłoby nieznośnie typowe. Typowe dla jej sfery, czasu w którym przyszło jej żyć i wybranego powołania.

Gdyby w skrócie opisać jej życie, byłoby nieznośnie typowe. Typowe dla jej sfery, czasu w którym przyszło jej żyć i wybranego powołania. Małgorzata przyszła więc na świat we Francji, w rodzinie królewskiego notariusza. Gdy ojciec umiera, zostaje oddana na wychowanie do apodyktycznego wuja i gderliwych ciotek. Choć czuje, że ma zakonne powołanie, musi pomagać w domu swoich opiekunów aż do momentu, gdy w wieku 24 lat zostanie z tego obowiązku zwolniona. Wtedy wstępuje do wizytek w Paray-le-Monial, gdzie spędzi pozostałe 19 lat życia. Umiera 17 października 1690 roku i zasadniczo jej historia powinna odejść w niepamięć pośród wielu jej podobnych, gdyby nie serce.

Ale nie serce siostry Małgorzaty Marii Alacoque, tylko Jezusa Chrystusa, który jej się ukazał w latach 1673-1689 aż 80 razy. 80 nadprzyrodzonych wizji, 30 z nich dokładnie opisanych, cztery - tzw.  wielkie objawienia - mające charakter społeczny i kościelny, a temat wszystkich jest jeden. Jaki? Serce, a właściwie miłość Boga do człowieka, miłość nieogarniona, a jednocześnie nieodwzajemniona. Pierwsze widzenie związane z Nabożeństwem do Najświętszego Serca Jezusowego stało się udziałem świętej Małgorzaty Marii Alacoque 27 grudnia 1673 roku. To wtedy Jezus Chrystus wypowiedział do niej następujące słowa:

"Moje Boskie Serce płonie tak wielką miłością ku ludziom, że nie może utrzymać dłużej tych gorejących płomieni, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie je rozlać za Twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi skarbami." Po tych słowach ukazał zakonnicy swoją otwartą pierś, a w niej Serce pałające wielką miłością do ludzi. W symbolicznym geście wziął serce siostry Małgorzaty Marii i włożył je do swojego, a następnie oddał je, już wypełnione płomieniem miłości zaczerpniętym z Jego Serca. Takiego doświadczenia się nie tylko nie zapomina – ono zmienia całe życie. Nic dziwnego, że od tego dnia ta klauzurowa zakonnica robiła wszystko, co tylko było w jej mocy, by orędzie o nieprzebranej Bożej miłości, którą symbolizuje Najświętsze Serce, trafiła daleko poza mury klasztoru wizytek w Paray-le-Monial. Odpowiedzią na tę miłość, tak bardzo przez ludzi niedocenianą, miało być częstsze przystępowanie do Komunii świętej ze szczególnym uwzględnieniem pierwszych piątków miesiąca oraz  ustanowienie nowego święta ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Niby nic nadzwyczajnego, ale czy te objawienia zostały od razu przyjęte przez Kościół? Ależ skąd, że o współsiostrach św. Małgorzaty Marii Alacoque nawet nie wspomnę. Tak naprawdę to święto Bożego Serca, jako uroczystość liturgiczna, zostało ustanowione przez papieża Klemensa XIII niemal 100 lat po śmierci dzisiejszej patronki i tylko dla Królestwa Polskiego, na wyraźną prośbę tamtejszego Episkopatu. A dopiero po kolejnych 100 latach papież Pius IX uczynił je obowiązującym w Kościele na całym świecie. "To Boże Serce jest niezgłębioną otchłanią wszelkich dóbr, do której ubodzy mają się zwracać we wszystkich swoich potrzebach. Ono jest otchłanią radości, w której przepadają wszystkie nasze smutki. Jest otchłanią pokory przeciwko naszej pysze; jest otchłanią miłosierdzia dla nieszczęśliwych, jest wreszcie otchłanią miłości, w której powinniśmy ukryć cała naszą nędzę". Te słowa zawarte w jednym z listów św. Małgorzaty Marii Alacoque, są niezwykle plastyczne i przejrzyste. Dlaczego więc z takim oporem wprowadzamy je w życie? Bo skoku w otchłań – nawet otchłań miłości - podejmujemy się tylko w ostateczności.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama