Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pandemia wymaga kreatywności

O pracy kapelana szpitalnego mówi ks. Arkadiusz Zawistowski, krajowy duszpasterz służby zdrowia.

Maciej Kalbarczyk: Czy każdy ksiądz może zostać kapelanem?

Ks. Arkadiusz Zawistowski: Kapłan musi odkryć w sobie pragnienie niesienia pomocy innym, to musi być powołanie w powołaniu. W wykonywaniu tej posługi istotny jest także profesjonalizm. Podobnie jak personel medyczny kapelan musi regularnie uczestniczyć w szkoleniach i konferencjach, ciągle zdobywać nową wiedzę i doświadczenie. To nie tylko misja, to także pasja.

Jaką rolę odgrywa kapelan w procesie leczenia pacjenta?

Kapelan szpitalny pełni przede wszystkim funkcję szafarza sakramentów świętych. Warto jednak pamiętać o tym, że jest on również osobą, która ma ogromny wpływ na stan psychiczny pacjenta przeżywającego trudne chwile. Czasami zapominamy o tym, że oddziaływanie terapeutyczne duchownego jest bardzo ważne w procesie leczenia. Kapelan towarzyszy choremu nie tylko w szpitalu, odwiedza go także w domu. Poświęca mu swój czas, wysłuchuje, pociesza i otacza modlitwą. Lekarz dba o ciało, a kapelan o ducha.

Co zmieniło się w pracy kapelanów w czasie pandemii?

Zwłaszcza w początkowej fazie kryzysu, na podstawie przepisów sanitarno-epidemiologicznych, mocno ograniczono nam dostęp do pacjentów. Ta sytuacja wymagała od nas dużej kreatywności, byliśmy zmuszeni sięgać po nowe metody duszpasterskie. Kiedy zupełnie zamknięto szpitalne oddziały, jeden z kapelanów chodził po korytarzu, trzymając w dłoniach Najświętszy Sakrament. W ten sposób błogosławił znajdujących się za drzwiami chorych. Kapłani mieli dużo podobnych pomysłów na wypełnianie swojej misji w tej trudnej sytuacji.

Czy szukali sposobu na spotkanie twarzą w twarz z osobami zakażonymi COVID-19?

Znam historię kapelana, który założył kombinezon i ruszył do posługi pacjentom zmagającym się z koronawirusem. Zorientował się jednak, że ze względu na specyficzny strój prawie nikt go nie rozpoznaje. Przyczepił więc do kombinezonu swoje zdjęcie w sutannie i wszedł do jednej z sal. Przebywający tam chory był bardzo zaskoczony jego obecnością na oddziale. Nie mógł uwierzyć, że po wielu dniach izolacji dopuszczono do niego kogoś z zewnątrz, do tej pory mógł prowadzić rozmowy jedynie przez telefon. Ten człowiek był bardzo szczęśliwy, chętnie skorzystał z sakramentów.

W niektórych szpitalach nawet kapelan ubrany w kombinezon nie mógł wejść do środka, a pacjent musiał ograniczyć swoje praktyki religijne do osobistej modlitwy i uczestniczenia w internetowych Mszach Świętych.

To prawda. Dzięki współczesnym narzędziom komunikacji wiele osób praktykowało swoją wiarę, ale nic nie zastąpi żywej relacji z Bogiem, która jest nierozerwalnie związana z sakramentami. Kiedy teraz już w miarę normalnie mogę odwiedzać pacjentów na szpitalnych oddziałach, wielu z nich mówi mi o ogromnym głodzie spowiedzi i Eucharystii. Podkreślają, że z powodu pandemii długo nie przyjmowali Pana Jezusa do swoich serc, a bardzo tego potrzebowali.

Może ograniczenia w pracy kapelanów były zatem zbyt surowe?

Nie mam wątpliwości, że w trosce o zdrowie pacjentów należało je wprowadzić. Na początku pandemii rzeczywiście były one dość radykalne, nie było przecież mowy o wejściu duchownego na oddział. Później te obostrzenia zostały złagodzone. Generalnie lekarze byli otwarci na dialog, odpowiadali na apele pacjentów o umożliwienie im kontaktu z duchownymi. Tak jak już wspomniałem, takie spotkania organizowano w odpowiednim reżimie sanitarnym. Co prawda dyrektorzy szpitali onkologicznych nadal mocno ograniczają kontakty pacjentów ze światem zewnętrznym, ale to jest w pełni uzasadnione: spotkanie chorego na raka z osobą, która może być nosicielem koronawirusa, niesie ze sobą ogromne ryzyko.

Kapelani szpitalni są szczególnie narażeni na ryzyko zakażenia koronawirusem. Czy jest w nich strach przed pełnieniem posługi?

Każdemu człowiekowi towarzyszy lęk przed bólem, chorobą i śmiercią. W początkowej fazie pandemii widziałem strach nie tylko w oczach kapelanów, ale także wśród personelu medycznego. Jako ludzie wierzący staramy się jednak odrzucać takie myśli i zawierzać wszystko Panu Bogu. Rozmawiając z moimi kolegami, którzy posługiwali w szpitalach jednoimiennych jako kapelani, byłem pełen podziwu dla ich spokoju i opanowania. Podobnie jak wspomniany już kapłan ze zdjęciem na kombinezonie zakładali odpowiedni strój i ściśle przestrzegając procedur, wchodzili na oddziały, na których leżeli pacjenci zakażeni COVID-19. Później przechodzili testy i okazywało się, że żaden z nich się nie zaraził.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama