Nowy numer 16/2021 Archiwum

Dzieci już będą bezpieczne

Ks. Janusz Machota ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich i Polska Fundacja dla Afryki niosą pomoc albinoskim dzieciom w Tanzanii. - Albinosi to ukochane dzieci Boga, a Pan Bóg może to im okazać im przez innych ludzi - wierzy misjonarz.

W Afryce ks. Janusz spędził ponad 20 lat.  - Nic tak nie uderzyło mnie jak ośrodek dla dzieci albinoskich i warunki w jakich tam żyją. Tanzania kojarzy się z Zanibarem, Serengeti, Kilimanjaro. Ale to też 55 milionowy kraj, który boryka się z wieloma problemami, w tym edukacji i bezpieczeństwa dla takiej grupy jak albinosi - mówi misjonarz i przyznaje, że wizyta w ośrodku dla albinoskich dzieci stała się dla niego "źródłem nawrócenia" i "odnalezienia powołania w powołaniu".

- To zrodziło się w 2015 r, ze spotkania z dziewczynką o imieniu Kabula, a przede wszystkim z odwiedzenia ośrodka dla albinosów w Buhangija. W tym okresie było tam prawe 300 osób. Jest to ośrodek rządowy, dużo ludzi pomaga, ale wiele z tych darów po prostu znika. Edukacja jest również na bardzo niskim poziomie. W klasie jest 139 dzieci. Gdy zobaczyłem w jakich żyją warunkach, w tym getcie, bez miłości, bez troski, tylko aby zapewnić im bezpieczeństwo fizyczne, to pomyśleliśmy jako misjonarze SMA, i wraz z innym osobami aby pomóc - opowiada. 

Magiczne myślenie i okaleczenia
W Tanzanii statystycznie rodzi się więcej albinosów niż w innych krajach kontynentu. - Przez lata wytworzył się przesąd, że albinosi są ludźmi specjalnymi, ale to dla nich okazało się przekleństwem. Ludzie uważają, że część ciała albinosa użyta do rytuału przyniesie im dobrobyt, szczęście, zostaną wybrani w wyborach. I nasilały się napady na osoby albinoskie. Przykładem jest Kabula, znana z filmu dokumentalnego "Ludzie duchy" - mówi misjonarz.

Kabula została napadnięta gdy miała 12 lat. Bandyci odcięli jej prawe ramię. Takie było zamówienie od czarownika. Co prawda praktykowanie czarów jest w Tanzanii karalne, ale problem wciąż jest żywotny, zwłaszcza na terenach wiejskich, choć nie tylko.
-  Kabula została umieszczona w ośrodku Buhangija. Później przeszła pod naszą opiekę. Skończyła teraz małą maturę, czyli 4 klasę liceum w w Mwanzie. Rozpocznie teraz 5 klasę, potem jeszcze 6. Chce być prawnikiem. Jest bardzo zdolna, obdarzona umiejętnościami intelektualnymi. Pięknie śpiewa. A tą jedyną ręką, lewą jaką ma, szyje. Jest bardzo religijna. Stała się częścią naszego życia.

Misjonarz zwraca uwagę, że jednym z największych problemów z jakimi się borykają albinosi jest rak skóry. - Napady na te osoby to bestialstwo. Ale chcielibyśmy też działać na polu prewencji i ochrony przez rakiem skóry. Jest tu w Tanzanii taka organizacja z Anglii, Standing Voice, która współpracuje z jednym ze szpitali przy Kilimanjaro, gdzie jeśli rak jest wcześnie wykryty to dzieci mają szanse na leczenie. Chcielibyśmy popularyzować prewencję - mówi misjonarz.

Dzieci już będą bezpieczne   Kabula ks. janusz Machota/Polska Fundacja dla Afryki

To ma być rodzinny dom
Ks. Machota ze zgromadzeniem postanowili, aby dla części dzieci, które dotychczas były skazane na przebywanie w ośrodku, stworzyć prawdziwy dom. Taki dom już powstaje dzięki wsparciu dobroczyńców. Jest usytuowany w Mwanzie, nad Jeziorem Wiktorii,  ok. 160 km od wspomnianego ośrodka. Docelowo zamieszka w nim 14 dzieci, oraz wychowawcy. - Chcemy aby to był dom, jak rodzinny, a nie ośrodek. Zamieszkało już w nim pierwszym pięć dziewczynek. Opiekuje się nimi siostra Amelia, loretanka. Sprawa jest otwarta, dla wolontariuszy, misjonarzy świeckich, ludzi, którzy chcieliby pomóc - dodaje misjonarz.

Docelowo w domu mają zamieszkać i chłopcy i dziewczynki, odpowiednio porozmieszczani. - Chcemy dać im szansę wyboru dobrej drogi życiowej. Nauczyć ich zawodu, aby odnaleźli talenty jakie mają, mieli wiarę w siebie, poczucie własnej wartości. Dobrze, gdyby niektórym udało się pójść na studia. Wierzę, że Pan Bóg jakoś to poukłada.

Jeszcze więcej pomocy
Jednym z obszarów pomocy jest też sfera psychologiczna, po traumie jaką przeżyli. - To w większości dzieci z tego samego plemienia, Sukuma. Bardzo trudno im mówić o swoich uczuciach. To całkiem inne realia. Więc tu zadanie, aby pomóc im wyjść z tych traum. Chcemy też, aby nasz dom był centrum oddziaływania dla całej tej sprawy, dot. albinosów. Aby dotrzeć też do dzieci na wioskach. Odszukać, zobaczyć jaka jest sytuacja. Aby był miejscem, z którego będzie promieniowała troska dla ich bezpieczeństwa i integracji w społeczeństwie - podkreśla misjonarz. - Albinosi to ukochane dzieci Boga, Pan Bóg może to im okazać im przez innych ludzi - dodaje.

W wyposażeniu ośrodka wsparła ks. Janusza, Polska Fundacja dla Afryki. (więcej tutaj: https://pomocafryce.org/aktualny-wyposazenie-domu-dla-albinosow-w-mwanza-tanzania/). Organizacja, od początku swej działalności wspiera liczne projekty edukacyjne, medyczne, rozwojowe realizowane w krajach Afryki przez polskich misjonarzy.
- To wyjątkowa radość, że udało się zakończyć zbiórkę na wyposażenie domu dla tych dzielnych młodych kobiet. Ich determinacja w walce o nowe życie budzi nasz podziw - mówi Katarzyna Urban z Polskiej Fundacji dla Afryki. I dodaje: - Bo to nie tak, że dzieciom albinoskim w Tanzanii zagrażają tylko okrutne ataki. W regionie jest naprawdę ciężko. Są rzeczy, których boimy się bardziej niż śmierci od maczety – mówią ludzie z albinizmem. Mają na myśli głód.

Obecnie fundacja rusza z nową kampanią pomocy. - Chcemy pomóc w zakupie sprzętu rolniczego dla najuboższych rolników w Kiabakari w Tanzanii. Ludzie starzy i niepełnosprawni muszą uprawiać ziemię motyką, a dzieci zamiast chodzić do szkoły idą w pole. Chcemy to zmienić!

Więcej o nowym projekcie i możliwość wsparcia na: https://pomocafryce.org/aktualny/

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama