Nowy numer 44/2020 Archiwum

Lepiej znamy koronawirusa

O aktualnej strategii rządu w walce z pandemią i kwestionowaniu szkodliwości koronawirusa mówi minister zdrowia dr Adam Niedzielski.

Bogumił Łoziński: Polska firma ogłosiła, że z sukcesem zakończyła pierwszy etap produkcji leku na COVID-19. Czy jeśli zostanie dopuszczony do obrotu, będzie dostępny dla pacjentów?

Adam Niedzielski: Ten produkt jeszcze nie przeszedł czterech faz badań klinicznych i dopóki to nie nastąpi, nie możemy mówić o leku. Jeżeli po kilkumiesięcznych badaniach stanie się nim, będzie służyć leczeniu pewnych zaawansowanych stanów chorobowych i w związku z tym nie będzie dostępny w aptekach, tylko podawany w warunkach szpitalnych – wyłącznie pacjentom, którzy są w bardzo zaawansowanym stadium choroby. Jeżeli przejdzie badania kliniczne i potwierdzą się jego właściwości, to oczywiście będziemy go wykorzystywać w leczeniu.

Na świecie trwają prace nad wynalezieniem szczepionki na COVID-19. Jeśli do tego dojdzie, Polska będzie miała do niej dostęp?

Polska jest zapisana na taką szczepionkę. Istnieje Europejski Mechanizm Zakupu i w jego ramach wszystkie kraje członkowskie, także Polska, składają się na zakup niezbędnych leków, czy właśnie szczepionki, i w ten sposób dofinansowują jej powstanie. Jedna z firm deklaruje, że na przełomie roku będzie miała produkt po badaniach klinicznych. Następnie jest proces produkcyjny, potem dystrybucja i myślę, że najwcześniej na wiosnę taka szczepionka może się pojawić. Trafi do Polski, o ile w tym procesie nie dojdzie do jakichś zaburzeń w badaniach.

Czy szczepionka na COVID-19 powinna być obowiązkowa?

Uważam, że powinna być dla każdego dostępna. To znaczy, że jej cena ma być symboliczna albo powinna być w całości refundowana przez państwo. Oczywiście ludzie powinni się zaszczepić, szczególnie osoby z grup najbardziej narażonych na ryzyko, np. zaawansowane wiekowo czy przewlekle chore, z obniżoną odpornością.

Ministerstwo Zdrowia zaleca szczepienia przeciwko grypie i informuje, że w Polsce dostępnych będzie ponad 2,5 mln szczepionek. W przychodniach i aptekach jednak ich nie ma. Dlaczego?

Mówimy o tej liczbie szczepionek w kontekście łańcucha dostaw, który jest zaplanowany do końca grudnia. Do tej pory do Polski wpłynęło ich ponad 600 tys., a reszta dotrze w kolejnych miesiącach, więc dostępność szczepionki będzie rosła. Pamiętajmy, że optymalny czas szczepienia to listopad, a nawet przełom listopada i grudnia, dlatego teraz pacjenci mogą odczuwać pewien niedobór. Nie oznacza to jednak, że nie będą mieli możliwości zaszczepienia się i wejścia w sezon zachorowań na grypę przygotowanymi. Podkreślam, że szczepionki będą do nas systematycznie docierać.

Obecnie liczba osób, które zarażają się koronawirusem, jest dużo większa niż wiosną, gdy były ostre restrykcje epidemiczne. Teraz te restrykcje są o wiele łagodniejsze. Dlaczego?

Ponieważ wiosną nie za bardzo wiedzieliśmy, z czym mamy do czynienia. Mieliśmy szczątkowe informacje z Chin o przebiegu zakażenia, śmiertelności, ale poruszaliśmy się po niepewnym gruncie. Przez pół roku pandemii zgromadziliśmy o wiele więcej wiedzy, a znaków zapytania jest zdecydowanie mniej. Możemy podejmować decyzje, które nie mają na celu obrony za wszelką cenę przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa, tylko bardziej świadome, ważąc ryzyko. Przykładem jest otwarcie szkół. Wiadomo, że zwiększa to ryzyko transmisji koronawirusa w społeczeństwie, ale ważymy też koszty, które byłyby związane z nieprzywróceniem normalnej pracy szkół. Chodzi na przykład o zaburzenia rozwojowe dzieci, brak możliwości funkcjonowania w grupie rówieśniczej, co w wieku szkolnym może prowadzić do nieprawidłowości w rozwoju osobowym dziecka.

Gdyby w marcu posiadał Pan obecną wiedzę o koronawirusie, zastosowałby wówczas inne środki zapobiegawcze?

Wtedy zadziałaliśmy najlepiej, jak mogliśmy, o czym świadczą liczby zakażeń. Dziś każdy kraj zmienia już strategię działania. Więcej wiemy, nie musimy podejmować decyzji o lockdownie całej gospodarki, gdyż jesteśmy w stanie prowadzić efektywną walkę i kontrolować sytuację, nawet jeśli liczba dziennych zachorowań się zwiększa. Obecnie jesteśmy też o wiele lepiej przygotowani. Mamy odpowiednią infrastrukturę szpitalną, łóżka na trzech poziomach leczenia, wiemy, jak leczyć, mamy uzupełnione zapasy środków ochronnych.

Jaka jest więc aktualna strategia walki z koronawirusem?

Najogólniej mówiąc, jest to strategia świadomego zarządzania ryzykiem. To jest ta fundamentalna zmiana. Wcześniej mieliśmy obronę za wszelką cenę, a teraz przechodzimy do filozofii świadomego zarządzania ryzykiem. Staramy się mierzyć koszty i potencjalne zyski wynikające z podejmowania konkretnych decyzji. Te decyzje nie dotyczą tylko świata medycznego, ale także gospodarki czy życia społecznego. Obecnie lockdown wydaje się narzędziem wręcz niemożliwym do powtórzenia, chociażby dlatego, że nie ma potrzeby reagować w skali ogólnokrajowej. Widać to po logice stref zagrożenia, gdy na poziomie powiatów określamy sposób rozwijania się koronawirusa. To jest druga charakterystyczna cecha obecnej strategii – reagowanie lokalne, a nie ogólnopolskie. Kiedyś wykonywaliśmy drastyczne ruchy dotyczące całego kraju, teraz podejmujemy kategoryczne decyzje i wprowadzamy obostrzenia w powiatach. Trzecia cecha strategii, związana z drugą, to dobieranie środków współmiernych do zagrożenia. Na początku działaliśmy z taką samą mocą w całym kraju, teraz celujemy w region i w zależności od stopnia zagrożenia – czy to jest region zielony, żółty, czerwony, czy alertowy – dobieramy inne środki. Interwencja jest celowana i o odpowiednio dobranej skali.

Zastrzeżenia budzi system lekarskich teleporad. Wielu chorób nie da się trafnie zdiagnozować na odległość, zdarzają się nieprawidłowe rozpoznania i niewłaściwe leczenie. Czy rzeczywiście wciąż musi być utrzymywany system zdalnego leczenia?

My też mamy w ministerstwie wyraźne sygnały, że teleporada jest nadużywana. Na początku pandemii bardzo cieszyliśmy się, że możemy korzystać z takiego narzędzia, bo to ograniczało transmisję nieznanego wówczas wirusa, ale teraz teleporada nie może być już jedynym środkiem czy metodą kontaktu z pacjentem. Dlatego planując jesienną strategię walki z pandemią, narzuciłem wymóg badania fizykalnego przed zleceniem testu. Wzbudziło to duże emocje u lekarzy rodzinnych. Jestem jednak i będę tu kategoryczny i nie zmienimy tego podejścia, bo taki jest interes pacjenta. Lęk lekarzy rodzinnych przed kontaktem z koronawirusem wydaje się nie do końca racjonalny, bo na obecnym etapie walki z pandemią wiemy, jakie środki mogą nas ochronić przed zarażeniem. Maseczki, zachowanie odległości, kontakt krótszy niż kwadrans, w przypadku lekarza dodatkowo noszenie maseczki, przyłbicy, fartucha i rękawiczek. To są wystarczające środki, aby zweryfikować pacjenta z podejrzeniem COVID-u.

Problemem jest także kontakt z sanepidem, w wielu regionach nie można się do niego dodzwonić.

Tu też mamy już rozwiązanie. Chcemy kompletnie zmienić system zbierania zgłoszeń w sanepidzie. Pacjent będzie się zgłaszał na infolinię NFZ, jego zgłoszenie trafi do odpowiedniego sanepidu, a ten w ciągu 24 godzin będzie musiał zareagować. Status tych zgłoszeń będzie monitorowany.

Padają opinie, że skupienie się na walce z pandemią spowodowało zwiększoną umieralność osób cierpiących na inne schorzenia, gdyż były one pozbawione dostatecznej opieki medycznej. Czy to prawda?

Statystyki pokazują, że jest wprost przeciwnie. Paradoksalnie ogólna liczba zgonów w stosunku do lat poprzednich spadła. Wynika to m.in. z tego, że środki zaradcze stosowane wobec COVID-u działają też na inne choroby zakaźne. Prawdą jest jednak, że okres pandemii doprowadził do pewnego deficytu zdrowia, co jest związane z tym, że nie robiliśmy badań profilaktycznych, a dostępność do lekarzy była ograniczona. To ograniczenie dostępności nie wynikało jednak z tego, że nie było pieniędzy na leczenie innych chorób, bo skierowaliśmy je na walkę z pandemią. Walka z koronawirusem nie jest finansowana ze środków składkowych, tylko z dodatkowych pieniędzy z budżetu państwa.

Niektórzy wątpią w szkodliwość koronawirusa, wskazując, że umieralność na COVID-19 stanowi niewielki procent ogółu. Kwestionują też konieczność noszenia maseczek czy zachowywania dystansu społecznego. Co Pan im odpowie?

Podawanie w wątpliwość tego, że COVID w ogóle istnieje, bo takie głosy też się pojawiają, albo sugerowanie, że jest nieszkodliwy, to skrajna nieracjonalność. Istnienie koronawirusa i jego szkodliwość są tak oczywiste, że człowiek z podstawowym wykształceniem powinien to rozumieć i akceptować. Naprawdę nie trzeba się rozpędzać i uderzać głową w mur, aby wiedzieć, że będzie bolało, a tak zachowują się ludzie kwestionujący szkodliwość i metody walki z koronawirusem. Ostatnio odwiedziłem Szpital Uniwersytecki w Krakowie, który jest szpitalem wielospecjalistycznym dla pacjentów z COVID-19. Polecam każdemu niedowiarkowi odwiedziny na oddziale dla pacjentów zakażonych koronawirusem. To skutecznie uzdrawia z niemądrych tez.•

Adam Niedzielski

jest doktorem nauk ekonomicznych, ekspertem z zakresu zarządzania finansami oraz zarządzania strategicznego. Był m.in. prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także