Nowy numer 49/2020 Archiwum

Do kapłaństwa przez zasieki

To powołanie nie od razu było oczywiste, a droga, która do niego wiodła, najeżona była wieloma trudnościami. Historia ks. Karela Skalickiego ma jednak swoje drugie dno, o którym kandydat do kapłaństwa przez długi czas nie miał pojęcia.

Opuścić siebie

Lektura książeczki porusza Karola do głębi, choć niektóre sekwencje wywołują jego sprzeciw. Zwłaszcza jedna: „Nawet gdyby [człowiek] miał wiele cnót i żarliwą pobożność, to nadal brak mu tego jednego, czego najbardziej potrzebuje. A co to jest? By opuszczając wszystko, opuścił siebie i sam całkowicie z siebie wyszedł i żadnej iskierki miłości własnej nie pozostawił. A kiedy uczyni wszystko, o czym wie, że ma uczynić, niech będzie przekonany, że nic nie uczynił”. Przyszłego teologa zdumiały słowa „opuścił siebie”. Wydawało mu się, że stoją w sprzeczności z jego ukrytą filozofią, wedle której to, czego człowiek chce, osiągnie, bo wystarczy tylko wytrwale chcieć: „Nie wiedząc, co z tym dziwnym »opuścił siebie« mam począć, zepchnąłem to do podświadomości. Nie przypuszczałem, że kryzys stoi tuż za progiem. Kryzys w pierwotnym, greckim znaczeniu tego słowa jako SĄD. Sąd nad czym? Nad moją filozofią”.

Los pokrzyżował też plany związane z karierą muzyczną Skalickiego. Po jednym z koncertów w praskim Teatrze Muzycznym w trakcie słuchania utworów Césara Francka przejmująco zabrzmiały puzony. I właśnie ten przenikliwy dźwięk wywołał u niedoszłego wirtuoza wielodniowe, bardzo dokuczliwe dzwonienie w uszach. Wymagało ono leczenia szpitalnego i oznaczało załamanie się planów życiowych.

Tymczasem zakonnik Pavel składa świeżo poznanemu koledze propozycję wspólnej ucieczki na Zachód (tylko tak można było wtedy dojść do kapłaństwa). W komunistycznej Czechosłowacji dla synów pochodzących z rodzin inteligenckich ta droga była zamknięta. Dla Skalickiego nastaje więc czas dramatycznych zmagań duchowych, poprzedzających jego ostateczną decyzję: „Idę z tobą!”. Po dwumiesięcznym okresie przygotowań przywołana na początku przeprawa przez rzekę otwiera uciekinierom drogę ku wolności. Z Austrii Skalický dociera wreszcie do Rzymu, gdzie zaczyna się najważniejszy i najbardziej twórczy rozdział jego życia.

Szczęśliwy paradoks

Kilka lat po aksamitnej rewolucji, w roku 1994, ks. prof. Karel Skalický wraca na stałe do Czech i w archiwach bezpieki odkrywa zdumiewającą prawdę o utajnionych kulisach swojej dramatycznej ucieczki: „Gdybym o Pavle, któremu wierzyłem i na którym polegałem, już wtedy miał pełną informację, tkwiłbym nadal w miejscu, gdzie tkwiłem, i nie stał się tym, kim się stałem. Mogę tak o sobie powiedzieć, co brzmi jak paradoks: moim wielkim życiowym szczęściem było, że nie wiedziałem, na kim polegam, gdy powiedziałem mu »Idę z tobą«. Starannie ukrywaną informację o Vladimírze Třebínie znali wówczas, i jeszcze długo potem, jedynie dwaj funkcjonariusze Państwowej Bezpieki (StB), Miloš Dospiva i Petr Růžička, i prawdopodobnie ich przełożeni. Informacja ta została udostępniona dopiero po upadku reżimu komunistycznego i otwarciu archiwów bezpieki”.

Dodajmy, że po śmierci Stalina wywiad czechosłowacki otrzymał zadanie starannego rozpoznania czeskiej emigracji katolickiej w Rzymie. Trzeba więc było posłać dobrego informatora, który zdobyłby pełne zaufanie w kręgach tamtejszego duchowieństwa. Kleryk Třebín, aresztowany wcześniej za nieudaną próbę ucieczki na Zachód, został zwerbowany jako współpracownik informator StB. Musiał znaleźć zapaleńca, który chciałby studiować teologię w Rzymie i wraz z nim przekroczyć – na pozór nielegalnie – granicę austriacką, a stamtąd dotrzeć do Wiecznego Miasta. Ksiądz Skalický puentuje ten fakt w typowym dla siebie stylu: „Dopiero po latach (...) zobaczyłem, jak bardzo odmienny sens miał nasz wspólny exodus – dla Třebína i dla mnie. W pierwszej chwili nasze wspólne przekraczanie granicy wydało mi się jakimś spektaklem, w którym każdy z nas odgrywał inną rolę: Třebín chytrego szpiega, a ja tzw. użytecznego idioty. W mig jednak zrozumiałem głębsze znaczenie owej »gry«, tego, jak przedziwnie interweniowała sama Opatrzność, skoro to, do czego mnie wzywała, pozwoliła spełnić za pomocą wywiadowczego planu tajnej policji… I wtedy uświadomiłem sobie, że Třebín odegrał wobec mnie rolę – mówiąc językiem biblijnym – jakiegoś archanioła Rafała”. •

Karel Skalický

Urodzony w 1934 r., ksiądz katolicki, filozof, teolog, publicysta, profesor teologii fundamentalnej na Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. Studia filozoficzno-teologiczne ukończył we Włoszech i tam w 1961 r. przyjął święcenia kapłańskie. Od 1966 r. był redaktorem naczelnym czeskiego czasopisma emigracyjnego „Studie”, wydawanego przez Akademię Chrześcijańską w Rzymie. W 1994 r. wrócił do Czech. Pracował na wydziale teologicznym uniwersytetu w Czeskich Budziejowicach (w latach 1996–1999 pełnił funkcję dziekana). Jest autorem wielu książek i artykułów. Do najważniejszych jego dzieł należą m.in: „Radost a nadĕje”, „Teologia Fondamentale”, „Ekumenismus na druhém Vatikánském Koncilu”, „Hermeneutika a její proměny”, „Gott ist nicht ganz tot”, „Za naději a smysl”, „Po stopách neznamého Boha”, ostatnio – „Církev v Europě. Evropa v církvi”, „Revolvit lapidem” i „Vyznání na hraně času a věčnosti”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama