Nowy numer 44/2020 Archiwum

Za nic nie powiem

Jest tajemnica, którą trzeba zabrać do grobu – choćby grobem groziło jej zachowanie.

Słyszą o różnych złych rzeczach, czasem o przestępstwach, a bywa, że i o zbrodniach, ale nie przekazują tego dalej. Żadne prośby ani groźby nie mogą tego zmienić. To, co słyszą, nie jest w żadnym stopniu ich własnością. To Bóg jest dysponentem tej wiedzy i to ze względu na Niego ludzie otwierają przed nimi dusze.

Nie ma na tym świecie sekretu wiążącego mocniej niż tajemnica spowiedzi wiążąca kapłana. Pod żadnym pozorem nie wolno mu jej zdradzić. To rzecz powszechnie wiadoma i oczywista, i dlatego również prawo państwowe z zasady nie wymaga od kapłanów informowania o treści spowiedzi. A jednak niedawno w ustawodawstwie jednego z państw został uczyniony pod tym względem wyłom. Przed rokiem zrobił to australijski stan Wiktoria. Niedawno w jego ślady poszły władze stanu Queensland. Tamtejszy parlament przyjął ustawę zobowiązującą katolickich kapłanów do zdrady tajemnicy spowiedzi, gdy w jej trakcie otrzymają informację o seksualnym wykorzystywaniu dzieci. Jeśli tego nie zrobią, mogą pójść na trzy lata do więzienia.

Żadnych wyjątków

– Prawo to jest niedojrzałe i nierozsądne, powodowane najwyraźniej chęcią karania Kościoła katolickiego bez właściwego zbadania następstw tej decyzji – powiedział abp Mark Coleridge, przewodniczący Konferencji Episkopatu Australii, gdy sprawa ta stanęła także na forum parlamentu.

– Wolę pójść do więzienia, niż złamać tajemnicę sakramentalną – skomentował wówczas zmiany w prawie arcybiskup Melbourne Peter Comensoli. Podkreślił, że Kościół katolicki zgadza się z obowiązkiem informowania władz o wykorzystywaniu małoletnich, a ofiary zachęca, żeby zgłaszały na policję krzywdy, których doznały. Hierarcha podkreślił, że sam przekazywał policji tego rodzaju informacje, ale uzyskane poza spowiedzią. Także podczas samej spowiedzi kapłani powinni zachęcać osobę wyznającą taki grzech, aby zgłosiła się do organów sprawiedliwości i ujawniła swój czyn. Jednak naruszenie tajemnicy spowiedzi jest wykluczone. Kapłanowi nie wolno w niczym zdradzić penitenta. Żadna sytuacja i żadne okoliczności nie usprawiedliwiają wyjawienia albo choćby sugerowania, jakie grzechy penitent wyznał – i to niezależnie od tego, czy otrzymał rozgrzeszenie, czy nie. W świetle prawa kanonicznego jest to jedno z najcięższych przestępstw. Za złamanie tej tajemnicy kapłan zaciąga karę ekskomuniki ze wszystkimi jej konsekwencjami.

„Biorąc pod uwagę delikatny charakter i wielkość tej posługi oraz szacunek należny osobom, Kościół oświadcza, że każdy kapłan, który spowiada, zobowiązany jest pod bardzo surowymi karami do zachowania absolutnej tajemnicy odnośnie do grzechów wyznanych przez penitentów (...). Nie może on również wykorzystywać wiadomości o życiu penitentów, jakie uzyskał w czasie spowiedzi. Tajemnica ta, która nie dopuszcza żadnych wyjątków, nazywa się »pieczęcią sakramentalną«, ponieważ to, co penitent wyznał kapłanowi, zostaje »zapieczętowane« przez sakrament” – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (1467).

Już nic nie wiem

– Co się tyczy tajemnicy spowiedzi, to choćby mi w niej coś takiego wyjawiono, to o tym już nic nie wiem ani wiedzieć nie chcę, ani nie śmiem o tym myśleć i pamiętać, a to z powodu świętej i nienaruszalnej pieczęci tego Boskiego Sakramentu – mówił Jan Sarkander przesłuchującym go protestantom. Ci ludzie niesłusznie oskarżali świętego o sprowadzenie na Morawy lisowczyków, polskich żołnierzy służących w armii Habsburgów. Ponadto chcieli poznać plany wielkorządcy Moraw, a sądzili, że Sarkander wie coś o tym z konfesjonału.

– Choćbym nawet wiedział, że mnie w kawałki porąbiecie i najwymyślniejszymi mękami zabijecie i w popiół obrócicie, wolałbym przecież to wszystko z łaską Bożą znieść, aniżeli zgrzeszyć na moment przeciwko tej tajemnicy – oświadczył Sarkander.

Niebawem to właśnie miało się stać. Oprawcy rozciągnęli Jana na urządzeniu zwanym skrzypiec, jego kości zaczęły wychodzić ze stawów, a ścięgna się zrywać. Nic to nie dało, podobnie jak przypiekanie ogniem z pochodni i ściskanie głowy żelazną obręczą. Po miesiącu cierpień zmarł, nie wyjawiwszy niczego. Kościół potwierdził jego świętość wyniesieniem na ołtarze.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL