Nowy numer 39/2022 Archiwum

Łaska czy iluzja?

O tak zwanych doświadczeniach bliskich śmierci mówi ks. Wiktor Szponar, autor książki „Życie po śmierci. Teologiczne śledztwo”.

Co dzieje się w ludzkim mózgu podczas NDE?

W tym kontekście warto wspomnieć o badaniach dr. Pima van Lommela, holenderskiego kardiologa, który monitorował ponad trzystu pacjentów, mających za sobą reanimację po zawale serca. Doszedł on do wniosku, że doświadczenia bliskie śmierci pochodzą z chwili, w której funkcje mózgowe są całkowicie zatrzymane: elektroencefalogram (EEG) jest płaski, a kora mózgowa pozostaje nieaktywna. Zakładając zatem, że NDE byłoby halucynacją, ludzki mózg w takim stanie nie byłby zdolny do jej zapamiętania. Według innych badań NDE następuje w momencie, w którym serce przestaje bić, ale mózg jest nadal aktywny (śmierć kliniczna). To przeczyłoby teorii mówiącej o braku możliwości powstania halucynacji. Obydwa podejścia mają swoich orędowników i przeciwników. Zajmowanie stanowiska w tej sprawie nie jest jednak zadaniem teologów.

Mam wrażenie, że niewielu z nich bada doświadczenia bliskie śmierci. Kościół podchodzi do tego tematu z pewną rezerwą. Dlaczego?

Myślę, że sceptycyzm nie jest postawą dominującą w katolickim dyskursie, ale rzeczywiście są pewne elementy NDE, które mogą odstraszać od zajmowania się tym tematem. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową frazę „near death experience”, żeby odnaleźć setki materiałów opisujących to zjawisko z perspektywy New Age. Jego zwolennicy twierdzą, że NDE można doświadczyć „w czasie poważnych zagrożeń emocjonalnych” lub tzw. śmierci duchowej. W ich wizjach nie brakuje herezji, których próżno szukać w relacjach osób, które rzeczywiście przeżyły bliskie doświadczenie śmierci, będące konsekwencją zatrzymania akcji serca. Co ciekawe, zarówno we wspomnieniach osób wierzących, jak i niewierzących, które mają za sobą prawdziwe NDE, pojawiają się te same elementy. Chrześcijanie, muzułmanie, wyznawcy hinduizmu czy ateiści oglądają film z życia, spotykają świetlistą istotę, widzą piękne miejsca przypominające raj itd. Interesujące jest to, że buddyści nie mają wizji związanych z reinkarnacją, w którą przecież wierzą.

Czy prawdziwe doświadczenia bliskie śmierci są spójne z teologią katolicką?

W kilku tysiącach relacji, które przeanalizowałem, występuje wiele elementów zbieżnych z Ewangelią i dokumentami Kościoła. Podam przykład: niewidomi przeżywający NDE widzą piękne krajobrazy, a głusi słyszą cudowną muzykę. W ten sposób wypełniają się słowa Ewangelii według św. Mateusza: „Niewidomi odzyskują wzrok […] i głusi słyszą”. Najciekawsze jest jednak to, że spójność NDE z teologią obserwuje się także u osób, które nie praktykują wiary chrześcijańskiej. Część z nich relacjonuje, że podczas wizji otrzymała „ciało uwielbione”, które Bóg obiecuje nam po zmartwychwstaniu. To pojęcie, które można odnaleźć w Pierwszym Liście do Koryntian (15,35–52) św. Pawła oraz w „Sumie teologicznej” św. Tomasza z Akwinu. Większość chrześcijan nigdy o nim nie słyszała, a co dopiero osoby niewierzące. Co więcej, pacjenci potrafią także cytować z pamięci św. Jana od Krzyża czy św. Teresę Wielką, chociaż nigdy wcześniej nie zetknęli się z ich dziełami.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy