Nowy numer 39/2022 Archiwum

Buen camino

Od 2017 r. mamy oficjalnie uznany polski odcinek Camino de Santiago, czyli wielkiej sieci dróg pielgrzymkowych przecinających niemal całą Europę.

Przeglądam zdjęcia zrobione w ostatnich tygodniach. Okolice Kętrzyna, Olsztyna, Iławy, Torunia, Kruszwicy… Pokazuję je znajomym. Pytają zaciekawieni, czy mimo epidemii, podobnie jak w latach ubiegłych, wybrałem się na camino do Hiszpanii. A to nie Hiszpania, to Camino Polaco – polski odcinek Drogi Świętego Jakuba.

Obrazki z Kujaw, Warmii i Mazur są bardzo podobne do tych z Kraju Basków, Aragonii albo Galicji. Słońce i czyste, błękitne niebo, do tego niekończące się pola z balami zrolowanej słomy lub dojrzewającej kukurydzy. Daleko na horyzoncie zarysy jakiejś wioski albo miasta. Nawet kurz gryzący w oczy podobny i droga oznaczona charakterystyczną żółtą muszlą na niebieskim tle namalowaną na słupie, drzewie lub przyczepioną do znaku drogowego. Ale już lekko odwracając głowę, można zauważyć podupadłe popegeerowskie zakłady rolne, bocianie gniazdo i znacznie więcej jezior i zieleni.

Popularność

Jako miejsce pielgrzymek Santiago de Compostela, gdzie znajduje się grób św. Jakuba, funkcjonuje od czasów średniowiecza. Obok Rzymu i Jerozolimy było dla ówczesnych chrześcijan istotnym punktem na mapie duchowej Starego Kontynentu. Przez wieki jednak traciło na ważności, by odżyć na nowo w ostatnich dwudziestu latach. Kto był, ten wie, o czym mówię. O popularności camino świadczą setki przewodników i pamiętników dostępnych we wszystkich językach świata. Ich autorami są zarówno wierzący, jak i niewierzący pielgrzymi, by wspomnieć bestsellerowe zapiski amerykańskiej aktorki Shirley MacLaine czy niemieckiej gwiazdy telewizji Hapego Kerkelinga. Dodajmy do tego filmy na YouTube i blogi opisujące pielgrzymią codzienność, przygotowania i przebieg różnych odcinków, ale przede wszystkim niezliczone tłumy ściągające do Composteli z całego świata. W ubiegłym roku było nas prawie 350 tys. Z samej Polski Drogą św. Jakuba wędrowało niemal 5 tys. osób. W statystykach biura pielgrzymów wyprzedzają nas Hiszpanie, Francuzi, Włosi i Niemcy. Ale, co ciekawsze, także Brazylijczycy, Amerykanie i Koreańczycy. Lista wszystkich narodowości jest długa. To efekt trwającej od lat gigantycznej akcji promocyjnej prowadzonej przez Wspólnotę Samorządu Galicji, która na różne sposoby zachęca do odwiedzenia Hiszpanii i odbycia pielgrzymki do Santiago de Compostela – pieszo, konno lub rowerem. W wersji podstawowej wystarczy przejść tylko sto kilometrów, by otrzymać certyfikat, popularnie nazywany compostelką, potwierdzający uzyskanie odpustu za dotarcie do grobu św. Jakuba. Sto kilometrów jednak to dla wielu z nas za mało, stąd niektórzy rozpoczynają drogę już na granicy francuskiej. A są nawet i tacy, którzy przebywają ją spod drzwi swojego domu – bez względu na to, gdzie on się znajduje.

To samo inaczej

Pielgrzymowanie w Polsce ma długą tradycję, lecz sama pielgrzymka kojarzy się głównie z Jasną Górą. Droga św. Jakuba to propozycja nieco inna. Nikt nie organizuje nam posiłków i modlitw. Nikt nie wyznacza dziennych odległości do przejścia. Każdy na własnych plecach niesie swój bagaż. Dlatego, jak mówi stara pielgrzymia zasada, ciężar plecaka raczej nie powinien przekraczać jednej dziesiątej masy naszego ciała, bo prędzej czy później każdy zbędny kilogram da o sobie znać. I choć ograniczenia bagażu wydają się niezwykle restrykcyjne, uświadamiają, jak niewiele potrzebujemy do codziennego funkcjonowania.

W naszym pełnym rzeczy świecie to bardzo owocny sposób przeprowadzenia indywidualnych rekolekcji. Podjęcie wielodniowego wysiłku jest okazją, by doświadczyć tego, kim jest Bóg, choć może właściwiej byłoby powiedzieć, kim się jest przed Bogiem. I nie jest to tylko chwytliwy frazes. To praktyczny sposób wyjścia poza strefę własnego komfortu i bezpieczeństwa, polegający na zdaniu się na pomoc i gościnność napotkanych po drodze osób. W jednej chwili przestajemy być dyrektorami, księżmi, kierownikami czy utytułowanymi nauczycielami. Idziemy jako jedni z wielu, sami ze sobą, ze swoim życiem, w milczeniu odmierzając rytmicznie kroki.

Czy to automatycznie doprowadzi do nawrócenia? Chcielibyśmy, żeby tak było. I żeby przy okazji przeżyć przygodę, i zrzucić zbędne kilogramy. Ale czy gdyby tego efektu nie było, byłoby warto się wysilać? Byłoby warto wstawać rano i tracić czas, pokonując kolejne kilometry? Może lepiej leżeć na plaży w Międzyzdrojach? Kto wie… Dobrze rozumiem tych, którzy o to pytają. Po kilku godzinach marszu, bez względu na to, czy pada, czy asfalt faluje od gorąca, każdy nosi w sobie te pytania. Bo każdy chce, by wysiłek, który podejmuje, choć w małym stopniu przełożył się na coś, co zostanie na trwałe po tej wędrówce.

Kawa i przekąska

Mamy w Polsce kilkanaście Dróg Jakubowych. W sumie niemal 7 tys. kilometrów oznakowanych szlaków. Pierwsza była Droga Dolnośląska, której początek sięga 2005 r. Została poprowadzona ze Zgorzelca do Głogowa, jako przedłużenie biegnącej przez Niemcy Via Regia. Potem powstały następne, tworzące szkielet dzisiejszych połączeń: Droga Polska – Camino Polaco, Via Baltica – z Kaliningradu do Świnoujścia i późniejsze poszerzenie drogi południowej do Medyki. Między nimi powstały liczne lokalne połączenia (drogi: Małopolska, Wielkopolska, Sudecka czy Lubuska), a to stworzyło możliwość dalszego kontynuowania camino na tereny Litwy, Rosji czy Ukrainy.

Tyle mówi imponująca statystyka, która zderza się z rzeczywistością. Doświadczenie przejścia kilkuset kilometrów to swoiste badania terenowe, pokazujące, że nie wszystkie odcinki Szlaku św. Jakuba są popularne, nie wszystkie są dobrze oznakowane i nie wszystkie doczekały się opiekunów. Ktoś, kto wcześniej pielgrzymował po Hiszpanii, widzi te mankamenty bardzo wyraźnie.

Nie mamy też w Polsce tradycji małych barów, które dla Hiszpanów są naturalnym miejscem spotkań, wspólnego oglądania meczów, czytania gazet, jedzenia śniadań i obiadów. Każda najmniejsza wioska ma takie miejsce, wokół którego toczy się towarzyskie życie lokalnej społeczności czy osiedla. Czegoś takiego próżno szukać w naszym kraju. A dla pielgrzyma, który po przejściu kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów marzy o łyku zimnego soku, filiżance kawy czy małej przekąsce, takie bary to ważny punkt na mapie. Problemem są też noclegi – kilkanaście schronisk dla pielgrzymów, jakie mamy w Polsce, to niewiele, w porównaniu z siecią alberg w Hiszpanii. Są one dotowane przez lokalne samorządy, które widzą w tej działalności sposób na promocję regionu.

Najważniejsza różnica, dostrzegalna między odcinkami camino w Polsce i w Hiszpanii, to religijny charakter szlaku. U nas w większości jest on oparty na sanktuariach jakubowych, tym samym skłania do poszukiwania noclegu przy kościołach i parafiach. W Hiszpanii natomiast główna sieć camino jest niezależna od Kościoła i podlega opiece państwowej. Co więcej, jak pokazują statystyki, tylko jedna trzecia uczestników camino pielgrzymuje z motywów religijnych. Pozostali wyruszają w drogę z powodów wypoczynkowych, kulturalnych lub duchowych, ale w szerokim ujęciu tego słowa.

Powyższe obserwacje nakładają się na deklaracje niektórych duszpasterzy i przedstawicieli lokalnych samorządów, które nie wykazują zainteresowania przebiegiem szlaku i nie przewidują żadnej działalności w zakresie jego rozwoju, tłumacząc się brakiem infrastruktury i odpowiednich zasobów ludzkich. Daleki jestem od bezdusznego krytykowania proboszczów i władz gminnych. Zdaję sobie sprawę, że przy licznych obowiązkach związanych z prowadzeniem parafii czy administrowaniem wsią zajmowanie się pielgrzymami nie jest łatwe. Wydaje się jednak, że to niewykorzystana okazja, by pobudzić ruch turystyczny, co przełożyłoby się na promocję regionów i nowe miejsca pracy dla wielu ludzi.

Idąc w minione wakacje Drogą Polską, zastanawiałem się, dlaczego na portalach internetowych gmin czy powiatów nie ma wzmianki o Szlaku Jakubowym. Zwykle trafiałem na nią tam, gdzie wójt, burmistrz czy pracownik administracji był w przeszłości na camino w Hiszpanii, wie, czym jest żółta muszla, i widzi kryjący się za nią potencjał na popularyzację swojego regionu. Polskie camino żyje dzięki zaangażowaniu i pasji pielgrzymów, którzy wspierają jego funkcjonowanie. Ich wysiłek przekłada się na działanie kilkunastu bractw i stowarzyszeń w całej Polsce, prace naukowe, powstanie Parlamentu Jakubowego, pierwszych przewodników po polskich drogach, a także międzynarodowych konferencji o roli pielgrzymowania. Dzięki ich wysiłkowi z roku na rok zwiększa się lokalna świadomość tego, czym jest Droga św. Jakuba.

Początek drogi

Polska Droga św. Jakuba to propozycja, którą docenią ci, którzy wcześniej przeszli drogę w Hiszpanii i którzy w czasie pandemii nie chcą stracić kontaktu z duchem camino. Bo także w Polsce jesteśmy w stanie poczuć specyficzny klimat, jaki jest udziałem wszystkich jakubowach pielgrzymów. Dostaniemy do ręki pielgrzymi paszport, do którego, tak jak w Hiszpanii, będziemy wbijali pieczątki z miejsc odwiedzonych po drodze, a nawet, jak w przypadku drogi warmińsko-mazurskiej, otrzymamy w Kętrzynie certyfikat przejścia, nazywany „warmianką”, na wzór hiszpańskiej compostelki. Spotkamy także wielu życzliwych duszpasterzy w parafiach, na przykład w Mszanie, Pokrzydowie, Parchaniu, Kropiwnych, Kruklankach czy Sejnach, oraz odwiedzimy niezwykle gościnny dla pielgrzymów Ośrodek Chopinowski w Szafarni.

Camino w pandemii

W lipcu camino przeszło ok. 10 tys. pielgrzymów. Głównie z Hiszpanii. To tylko jedna piąta liczby z lipca ubiegłego roku. Wiele schronisk na szlaku pozostaje zamkniętych, zwłaszcza na trasach mniej popularnych. Wielu powtarza, że to rok inny niż poprzednie. A ci, którzy trafili do Hiszpanii, byli zaskoczeniem atmosferą na głównej trasie – pielgrzymiej autostradzie, jaką jest camino francuskie. Tam, gdzie zwykle z powodu tłumów trudno było wejść do barów i restauracji, panował przyjemny spokój. Schroniska dotowane przez samorządy zostały zamknięte. Otwarto tylko prowadzone przez prywatnych właścicieli. Widać w nich ogromną dbałość o higienę i zachowanie bezpiecznych odległości wśród nocujących. Wszyscy czekają na rok przyszły, który będzie Rokiem Świętym – z powodu jubileuszu, który ogłasza się w Santiago w latach, w których święto Jakuba Apostoła obchodzone 25 lipca przypada w niedzielę. Z powodu pandemii hiszpańskie stowarzyszenia camino, a także hiszpański episkopat myślą o tym, by poprosić papieża Franciszka, aby czas jubileuszu trwał wyjątkowo dwa lata. A w Polsce zbiera się parlament Jakubowy – w tym roku 18 i 19 września w Brzesku. Jest to spotkanie przedstawicieli instytucji, organizacji i grup nieformalnych zajmujących się Drogami św. Jakuba w naszym kraju. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy