Nowy numer 39/2020 Archiwum

Cytryna

Wierzę, że można funkcjonować, więcej – że można się rozwijać nie kosztem otaczającego nas świata, ale w zgodzie z nim. O tym, że świat wyciskamy jak cytrynę, mówił papież Franciszek. Nie jest to metafora.

Zasoby, jakie mamy do dyspozycji, są skończone. I to niezależnie od tego, czy mówimy o wodzie, lądzie, rezerwach energetycznych czy jakichkolwiek innych. A skoro tak, to gospodarka oparta na ciągłym wzroście, który potrzebuje coraz większej ilości skończonych zasobów, skazana jest na zapaść. Będzie ona tym boleśniejsza, im bardziej się rozpędzimy. A pędzimy już dość szybko. Czy wyjściem jest zatem zaciągnięcie hamulca ręcznego? Zatrzymanie się w rozwoju? Nie wierzę w taki scenariusz (choć jest on chętnie powielany), ba! nie chciałbym takiego scenariusza, bo oznaczałby stagnację technologiczną, a to właśnie nowe rozwiązania technologiczne mogą uratować powietrze i wodę. Umożliwią wykarmienie tych, którzy są głodni, i wykształcenie tych, którzy chcą się uczyć. Nie wiem oczywiście, czy tak się stanie. Na horyzoncie po prostu nie widzę innego koła ratunkowego, a to, że jest ono pilnie potrzebne, nie ulega dla mnie wątpliwości. Przykład pierwszy z brzegu. Przez ostatnie pół wieku populacja dzikich zwierząt – ssaków, ptaków, płazów, gadów i ryb – zmniejszyła się o prawie 70 procent. Przy szacowaniu wzięto pod uwagę 21 tysięcy populacji ponad 4 tysięcy gatunków zwierząt. W raporcie opisane są ekosystemy, w których liczebność kręgowców spadła o 90 procent (np. ekosystemy terenów podmokłych). Głównym powodem wymierania zwierząt jest dzisiaj degradacja środowiska naturalnego związana z działalnością człowieka. Życie na Ziemi wielokrotnie było mocno doświadczane. Największe wymierania miały jednak związek z katastrofami kosmicznymi. Około 250 mln lat temu miało miejsce największe – wymieranie permskie, w czasie którego zniknęło około 60 proc. wszystkich zwierząt lądowych. Nastąpiło to w ciągu 60 tys. lat. Wielkie wymieranie, które obserwujemy dzisiaj, następuje setki razy szybciej. A jego główną przyczyną jesteśmy my.

Wyciskamy świat jak wspomnianą cytrynę, nie zważając na to, że ilość soku jest ograniczona. Ceną nie będzie gorzej smakująca herbata, tylko świat ubogi w zwierzęta i rośliny. Człowiek jest elementem większej całości. Gdy rozsypie się ekosystem, w którym funkcjonujemy, być może będziemy w stanie czyścić sobie wodę, filtrować powietrze, produkować syntetyczne jedzenie czy żyć w pomieszczeniach o regulowanej wilgotności i temperaturze. Ale czy to będzie prawdziwe życie? Czy tylko jego iluzja? Dobrze się czasem nad tym zastanowić. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się