Gawędy Stacha Kropiciela ukazywały się na łamach „Gościa Niedzielnego” w latach 1924–1973. Pisane po śląsku, pełne humoru i trafnych spostrzeżeń teksty były efektem wędrówek po Górnym Śląsku i obserwacji pozytywnych i negatywnych zjawisk. Tak przynajmniej zapewniał autor felietonów, 70-letni emerytowany górnik, który wyrusza z domu, żeby mieć o czym opowiadać czytelnikom: „Przyznom się, że nierod z zapieca wyłaża, bo na dwór to ani psa nie wygnać, a jeźli chca gawędy pisać, musza znowu wziąć nogi na ramie i iść, i przypatrywać się, jak dzisiej ludzie żyją, co robią, jak się bawią, abym mógł potem wyrżnąć gawędę i napisać tak, żeby się moja pisanina trzymała ładu i składu”.
Pierwszy tekst z tej serii ukazał w numerze na 17 lutego 1924 roku, czyli zaledwie kilka miesięcy od powstania „Gościa”.
Więcej o początkach „Gościa Niedzielnego” przeczytacie tutaj
Tak witał się Kropiciel z czytelnikami:
„Ale kiedych sie dowiedzioł, że na polskim Górnym Śląsku wychodzi »Gość Niedzielny«, jakosikej gazetka, która sie zajmuje sprawami religijnemi, to już byłem udobruchany i jak widzicie ciosom pierwszą gawęda aż Bogu miło. Nie idzie mi to jeszcze od ręki, bo przyznom sie, żech już downo przestoł pisać i bardzo niesporo mi to jakosik z miejsca idzie. Ale skoro sie jeno rozmachom, to myśla, że tam jeszcze byda piórem robił, niby cepem w stodole”.
Poznaj instagramowy profil retrogosc
„Piórem, niby cepem w stodole” – te słowa trafnie określają charakter tekstów, jakie trafiały na łamy przez blisko pół wieku. I jeszcze słowo na temat języka. Tak przedstawił się w 1924 r. autor:
„Nie byda sie tam wysiloł pisać, jak to padajom językiem literackim (jakby to kto językiem pisać umioł — jo już nie, bo pisza piórem), ale też nie byda naszego górnośląskiego języka naciągoł i koślawił, jeno tak byda pisoł, jak gawędza, bo za to ręczy dawne pochodzenie moje z dziada i pradziada jako gawędziarz, o czem wszystkim donoszę, przedstawiając im się jako życzliwy sługa Stach Kropiciel”.
Ps.
Chyba należy jeszcze coś zdradzić... Stach Kropiciel to pseudonim stworzony przez ks. Józefa Gawlinę (redaktora GN w latach 1924-26, późniejszego arcybiskupa i biskupa polowego Wojska Polskiego). To ks. Gawlina był pierwszym Kropicielem. A po nim felietonowy kostium emerytowanego włóczykija zakładali kolejni śląscy księża.
Na następnych stronach przeczytacie dwie gawędy Stacha Kropiciela: pierwszą gawędę z 1924 r. oraz tekst opisujący to, co działo się w Niemczech w 1935 r.
Do kolejnych felietonów Stacha Kropiciela będziemy wracać w specjalnym serwisie retro.gosc.pl








