Nowy numer 44/2020 Archiwum

Biznes to powołanie

O tym, jak prowadzić biznes w sposób etyczny i czy to może się opłacać, opowiada ks. dr Przemysław Król, sercanin.

Jacek Krzemiński: Wiele firm w Polsce z powodu pandemii jest w bardzo trudnej sytuacji. Jak sobie z tym radzą przedsiębiorcy skupieni w prowadzonym przez sercanów duszpasterstwie?

Ks. Przemysław Król: W ostatnim czasie wielu przedsiębiorców musiało szczerze porozmawiać ze swoimi pracownikami. O tym, co się dzieje, że wstrzymano działalność, że brakuje pieniędzy na wypłaty. I wspólnie się zastanowić, jak firma ma nadal funkcjonować: czy zredukować zatrudnienie, skrócić czas pracy, obniżyć wynagrodzenia... Czas pandemii, który tak mocno wpłynął na sytuację gospodarczą, uświadomił wielu przedsiębiorcom, ale także pracownikom, że „jadą na tym samym wózku”. To powinien być pozytywny skutek tych trudnych doświadczeń: inne niż dotąd spojrzenie na biznes. Po co ja to robię? Dla kogo? Z kim pracuję? Jeśli uda się nam uczynić biznes bardziej ludzkim, to będzie bardzo dużo. Przypominam sobie dokument „Powołanie lidera biznesu”, wydany kilka lat temu przez Papieską Radę Iustitia et Pax. Czytamy w nim, że firma to wspólnota, że słowo „korporacja” wywodzi się od corpus, czyli ciało. Mocno zaakcentowano rolę osób, relacji, czegoś, co nazwiemy perspektywą personalistyczną. W kryzysie głębiej odczytujemy tak rozumiany sens biznesu.

A wymiar duchowy tej sytuacji?

To zauważenie, że nie wszystko zależy ode mnie. Przedsiębiorca to człowiek kreatywny, który tworzy i bardzo często mówi tak: to jest moja firma, moja działalność. I nagle okazuje się, że chociaż jesteś geniuszem biznesu, może przyjść coś z zewnątrz, co spowoduje, że twoja firma zaczyna upadać. Nie jesteś bogiem, tylko zarządcą Bożego majątku. Otrzymałeś talent w depozyt – jak w przypowieści o panu i jego sługach. Bóg daje nam pieniądze, majątek, żebyśmy nimi dobrze zarządzali. Choć uświadomienie sobie tego nie zmienia trudnej sytuacji firmy, łatwiej spojrzeć na te doświadczenia z Bożej perspektywy: „Panie Boże, jestem w Twoich rękach i Ty mnie w tym wszystkim prowadzisz”.

Czy w tej trudnej sytuacji wierzący przedsiębiorcy utwierdzają się w większej ufności, czy przeciwnie: gniewają się na Pana Boga?

Ludzkie historie są bardzo różne i żadna statystyka ich nie obejmie. Każdy kryzys powoduje polaryzację, i tak będzie w tym przypadku. Wielu wierzących przedsiębiorców inaczej spojrzy na swoją firmę i oni wyjdą z tego kryzysu umocnieni. A inni będą mieli poczucie straty i utwierdzą się w przekonaniu, że liczy się tylko pieniądz. Często dopiero z perspektywy czasu zauważamy pozytywne skutki tego, co w pierwszej chwili było trudne i nieakceptowalne.

Jaką pomoc duchową oferuje w tym trudnym czasie przedsiębiorcom duszpasterstwo Talent?

Po wybuchu pandemii musieliśmy zawiesić wszystkie nasze spotkania i rekolekcje. Przenieśliśmy działalność do internetu, otwierając „Szpital polowy Talentu”. Były to codzienne wieczorne rozmowy z przedsiębiorcami. Kolejni goście opowiadali o swoich doświadczeniach, o sytuacji firm, dzielili się swoją wiedzą i pomysłami. W ten sposób powstało kilkadziesiąt nagrań, które nadal można obejrzeć w internecie. Zaskoczyło mnie, że nasi goście mówili nie tylko na zadany temat, ale przechodzili do osobistego świadectwa. Mieli taką potrzebę. Te internetowe spotkania były naszą podstawową formą pomocy. Towarzyszy temu modlitwa za przedsiębiorców, a w pierwszy piątek miesiąca, dzień patronalny sercanów, odprawiamy w ich intencji Mszę św.

Czy spotkania stacjonarne powracają?

Zamierzamy wrócić do tych spotkań we wrześniu, choć sytuacja ciągle jest bardzo niepewna. Spotykamy się w małych grupach, więc ryzyko jest mniejsze i znacznie łatwiej spełnić wymogi sanitarne. Terminy spotkań dostępne są na stronie: duszpasterstwotalent.pl.

Jaki jest cel duszpasterstwa biznesu?

Duszpasterstwo to działalność duchowa, więc naszym głównym celem jest prowadzenie ludzi do Chrystusa. Chcemy widzieć biznes z perspektywy wiary. Mówimy o powołaniu do przedsiębiorczości, czyli o tym, że przedsiębiorczość nie jest tylko po to, żeby zarobić, ale jest też misją według Bożego polecenia: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. A więc odczytujemy działania przedsiębiorcy w kontekście Bożego planu, i to jest obszar życia duchowego. Drugi wymiar to etyka biznesu, którą opieramy na katolickiej nauce społecznej. Jest to próba odpowiedzi na pytanie, jak prowadzić biznes w sposób etyczny, zgodny z wartościami, po Bożemu. Wielu przedsiębiorców ma dylematy, jak zachować się np. wobec obciążeń podatkowych, czy czasami nie można tego jakoś obejść. Gdy gromadzimy się w małych grupach, szukamy odpowiedzi, jak w konkretnych sytuacjach postąpić zgodnie z wartościami. Trzecim celem duszpasterstwa jest budowanie wspólnoty, relacji z innymi. Przedsiębiorcy bardzo często mówią, że brakuje im w ich środowisku zrozumienia, że są postrzegani – jako przedsiębiorcy – w sposób negatywny, że ich trud, wysiłek jest często niezauważany. Niekiedy nawet w rodzinie właściciela firmy postrzega się tylko przez pryzmat posiadania: to jest ten, który ma pieniądze. Tymczasem on być może jeździ lepszym samochodem, ale większość jego majątku – łącznie z tym pojazdem – należy do banku, bo to jest w leasingu. Gdy biznes idzie, wszystko jest OK, ale gdy przychodzi kryzys, wierzyciele upomną się o swoje. Nie zawsze jest więc tak ładnie i kolorowo, jak niektórym się wydaje.

Czyli ten powszechny w przeszłości negatywny stereotyp „prywaciarza” wciąż jest u nas obecny?

Niestety tak. Choć trzeba też przyznać, że część przedsiębiorców daje nadal pretekst do takiego myślenia. W każdym razie przedsiębiorcy skupieni w naszym duszpasterstwie chcą się spotykać, rozmawiać o swoich dylematach, znaleźć zrozumienie, pobyć we własnym gronie, podzielić się doświadczeniami.

Czy Jezus płaciłby dziś podatki?

Oczywiście. Jezus nie protestuje przeciwko płaceniu podatków, a w Cesarstwie Rzymskim podatki nie były ani mniejsze, ani przyjemniejsze niż dziś. Znana była brutalność poborców podatkowych. Gdyby rzeczywiście podatki były „takie fajne”, nie byłoby takiego oburzenia po powołaniu celnika do grona apostołów. Przypomnę także nieco zapomniany punkt z Katechizmu Kościoła Katolickiego (2240), który jasno mówi o moralnym obowiązku płacenia podatków.

Ale na przykład jeśli prowadzę firmę i moi konkurenci unikają płacenia jakiegoś podatku, a ja go opłacam, to trudno mi z nimi konkurować i utrzymać się na rynku.

Rolą państwa jest zapewnienie wszystkim przedsiębiorcom sprawiedliwych warunków funkcjonowania. „Sprawiedliwie” nie oznacza „równo”, bo wszyscy specjaliści są zgodni, że małym firmom trudniej osiągnąć rentowność. Niedawno poinformowano, że 60 proc. osób zatrudnionych w mikroprzedsiębiorstwach otrzymuję najniższą pensję. Te dane można interpretować na dwa sposoby: albo że mikrofirmy płacą tak mało, co bardzo źle świadczyłoby o ich kondycji, albo bardzo wiele firm wypłaca część pensji poza oficjalnym obiegiem, żeby odprowadzać niższe składki na ZUS i podatek dochodowy.

Składki na ZUS i podatki są w naszym kraju bardzo wysokie. Administracja państwowa była i wciąż bywa opresyjna wobec przedsiębiorców. Czy przedsiębiorca powinien się z tym godzić i liczyć na Bożą sprawiedliwość?

Nie wolno zgadzać się na nieuczciwość. Gdy sam jestem uczciwy, mam moralne prawo wymagać uczciwości od innych. Wydaje mi się, że to jest najlepsza droga oddziaływania na rzeczywistość. Wielu przedsiębiorców daje właśnie takie świadectwo. Kiedy człowiek zaufa Panu Bogu i chce prowadzić firmę uczciwie, zaczyna się wszystko układać. Podam przykład. Jeden ze znanych mi przedsiębiorców, mając już dość własnej nieuczciwości, zwrócił się kiedyś do Boga: „Panie Boże, od dziś zaczynam prowadzić firmę uczciwie. Ona prawdopodobnie upadnie, bo nie będzie mnie stać na podatki. Ale to Twoja firma, jeśli taka Twoja wola, niech tak będzie”. I co się stało? Firma nie upadła, a wręcz przeciwnie, zaczęła się rozwijać. Być może to owoc Bożego błogosławieństwa, ale można też wyjaśnić tę sytuację po ludzku. Człowiek ten próbował wcześniej różne rzeczy ukryć przed państwowymi instytucjami, bał się, że któryś pracownik z zawiści doniesie na niego do inspekcji pracy czy urzędu skarbowego. Jego życie było w związku z tym pełne lęku. Gdy wszedł na drogę uczciwości, pozbył się strachu. Przestał myśleć o przeszłości, o tym, co go obciążało, zaczął myśleć o rozwoju firmy. Dziś to wiodąca firma w swojej branży.

Czy można powiedzieć, że wierzącemu przedsiębiorcy, który chce swój biznes prowadzić uczciwie, Bóg błogosławi?

Zaufanie Bogu i Jego błogosławieństwo to wymiar bardzo osobisty. Niemierzalny, choć wielu przedsiębiorców przekonująco o tym opowiada. Nie chcę mówić, że w Polsce przedsiębiorcy są nieuczciwi. Wolę stwierdzenie, że ci, których inspiruje wiara i którzy mocno akcentują wartości oraz zasady moralne, inaczej prowadzą firmy. Na Zachodzie indeksy etyczne firm znane są od lat. Pokazują one, że firmy te rozwijają się wolniej, może nie tak spektakularnie, ale za to są bardziej odporne na kryzysy i trwalsze. Często są to firmy rodzinne, dla których trwałość i reputacja są niezmiernie istotne.

Ale tak chyba trudniej prowadzić firmę?

No cóż, na podwórku czasem pojawia się silny łobuz, ale czy to powód, aby mu zazdrościć? Sztuką będzie odkrycie własnych mocnych stron. Każdy z nas chce być obsłużony rzetelnie i uczciwie, a firmy, które o to bardzo dbają, stają się synonimem jakości, dobrej obsługi, terminowości. Możemy z ich oferty korzystać bez obawy, że wiedza pracowników i znajomość technik sprzedaży zostaną wykorzystane przeciwko nam. Możemy być pewni, że w sytuacjach spornych wygra prawda, a nie bilans firmy. Biznes to forma powołania, służby Bogu i ludziom. Jeśli będziemy o tym pamiętać, zgromadzimy sobie prawdziwy skarb w niebie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama