Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zachować równowagę

– Od czasu, gdy w Polsce możemy swobodnie wyrażać poglądy, nastąpiła nadmierna polityzacja naszego życia. U nas się wszystko szufladkuje, mamy tendencję do zero-jedynkowego pozycjonowania człowieka – mówi ksiądz profesor Antoni Dębiński, ustępujący rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Ks. Adam Pawlaszczyk: Mimowolnie stałem się świadkiem zakończonej właśnie rozmowy telefonicznej. Nie żebym podsłuchiwał, ale... zdaje się, że rozmawiał Ksiądz ze swoim następcą?

Ks. Antoni Dębiński: Tak, ustalaliśmy szczegóły dotyczące przejęcia przez niego urzędu. To ksiądz profesor Mirosław Kalinowski, teolog, pastoralista. Jest bardzo aktywny w działaniach na rzecz Hospicjum Dobrego Samarytanina, zajmuje się też opieką paliatywną.

Wie, w co się pakuje?

Myślę, że tak. Był prorektorem. To doświadczony człowiek. Myślę, że świetnie zna uniwersytet, bo pracował w różnych agendach uniwersyteckich.

Zapytałem prowokacyjnie, czy wie, w co się pakuje, bo czytając doniesienia medialne z ostatnich lat, można odnieść wrażenie, że rektor katolickiej uczelni jest jak sędzia na bokserskim ringu. Może dostać z obu stron...

Tak, a nawet nie z dwóch stron, tylko z wielu. KUL jest w jakimś sensie uczelnią „osobną”. Z jednej strony jest uniwersytetem i musi realizować podstawowe zadania akademickie, jak każdy inny ośrodek naukowy, prowadzić badania, kształcić. I do tego dochodzi specyfika uczelni katolickiej – współtworzenie kultury chrześcijańskiej oraz oferowanie określonej aksjologii. Krótko mówiąc, chodzi o to, co w encyklice Jana Pawła II było określone jako „ratio et fides”. Uważam, że bardzo ważne jest zachowanie równowagi – z jednej strony uniwersytet musi zachowywać wysoki poziom jako jednostka naukowa, z drugiej zachować swoją tożsamość. Jedno bez drugiego nie może funkcjonować.

„Być takim jak inne” oznacza to samo co wówczas, gdy odpowiadaliście na głośny list biskupa włocławskiego w sprawie planowanych zajęć ze studiów genderowych?

Tak. I ja podtrzymuję stanowisko sprzed sześciu lat. Napisaliśmy wówczas, że uważamy, iż to właśnie KUL jest szczególnie zobowiązany do tego, by kształcić młodych ludzi, którzy rozumiejąc zarówno tradycję, jak i zmieniającą się dynamicznie współczesność, nie będą w tej drugiej widzieć zagrożenia, ale powołanie. Oraz że należycie wykształcony humanista powinien być zdolny do podjęcia odpowiedzialnej dyskusji także ze zwolennikami poglądów, które nie znajdują jego aprobaty. Myślę, że ważne jest to zwłaszcza dzisiaj, gdy świat się zmienia, młodzi ludzie, biegle poruszający się po internecie, przychodzą już uformowani, a przy okazji odrzucają większość autorytetów. A przecież słuchając profesorów, mogą nie tylko poznać prawdę, ale i dojrzewać.

Przypominam sobie wielką awanturę w okresie, gdy wprowadziliście logo uniwersyteckie. Poszło w świat, że KUL ma nowe godło, z którego wyrzucono krzyż.

To było kompletne nieporozumienie. Nasze godło niezmiennie jest takie samo. Ponadto nie można zmienić tak ważnej rzeczy jak godło bez zmiany statutu, a ten zatwierdzany jest przez Stolicę Apostolską. Nigdy tego nie opowiadałem, ale zrobię to na użytek „Gościa Niedzielnego”. Któregoś ranka przed laty szedłem korytarzem. Poprzedniego wieczoru organizowana była przez studentów jakaś impreza. Wszędzie pełno było porozrzucanych plakatów i puszek po napojach, a na tym wszystkim nadrukowane godło. Logo ma jednak inny charakter niż godło, które nie powinno być nadużywane.

Jeden z komentarzy pod tą internetową awanturą (oprócz tych standardowych typu: „Nie dam już grosza na KUL!”) grzmiał, że „za rektora prawnika” wymyśla się takie rzeczy jak właśnie usunięcie krzyża z godła albo konkursy o pszczołach i produkcja miodu, którą zajęła się fundacja. Jak prawnikowi rektorowało się przez dwie kadencje?

Intensywnie. Bardzo intensywnie...

To na sto procent. Ja raczej pytam, jak udawało się godzić umysł prawnika, zwłaszcza specjalisty od prawa rzymskiego, który potrzebuje dystansu i spokoju, z szaleństwem organizacyjnym.

Profesja naukowa może czasem pomagać, a czasem przeszkadzać. Tak czy owak, bycie rektorem uczelni takiej jak Katolicki Uniwersytet Lubelski jest niezwykle interesujące. Wymaga dużego zaangażowania emocjonalnego. Ten cytat z internetu, który ksiądz przytoczył, świadczy o tym, że w Polsce, czy też w polskim Kościele, istnieje ostro zarysowana polaryzacja opinii. Z tym również trzeba się zmierzyć. Dla jednych KUL będzie katolickim gettem i ciemnogrodem, dla innych – siedliskiem lewactwa. Owszem, zabiegałem o to, by na KUL-u były pszczoły, są i pracują intensywnie i pobożnie; myślę, że to bardzo dobrze, że zajmuje się nimi nasza Fundacja Rozwoju KUL.

Krąpiec, Granat, Woroniecki... W sumie piętnastu poprzedników. Są wśród nich umysły nadzwyczajne, są kandydaci na ołtarze. Grono przezacne. Ale zdarzało się, że niektórym stawiano potem poważne zarzuty. Dużo agentów kręciło się wokół KUL-u?

Bardzo dużo. Uniwersytet był przedmiotem inwigilacji władz z różnych powodów. W czasach komunizmu Kościół był miejscem, w którym mogła być prowadzona wolna dyskusja, w którym spotykały się elity. Środowisko KUL-owskie było wyjątkowo bacznie obserwowane, inwigilowane i rozpracowywane. Wprowadzano różne techniki operacyjne, w tym te prowadzące do skłócenia środowiska. Bardzo ważna jest w tym kontekście osoba księdza Granata, który w najtrudniejszych czasach, zwłaszcza w roku 1968, z jednej strony wstawiał się za studentami, gdy byli bici i zamykani w areszcie, z drugiej zaś przyjmował na uniwersytet tych, którzy gdzie indziej dostawali wilcze bilety. Kontynuował tę politykę ojciec Krąpiec.

Bo współpracował – jak mu zarzucono potem w książce Rosiaka?

Po publikacji „Wielkiej odmowy” Dariusza Rosiaka złożyłem oświadczenie, w którym wyraźnie napisałem, że sytuacja KUL w tym czasie była bardzo trudna, uniwersytet był ofiarą systemu. Ojciec Krąpiec jako rektor był skazany na rozmowy z władzami. Ale to dzięki temu wytworzył pewien obszar autonomii, mógł podejmować swobodne decyzje. Sam zresztą o tym mówił i informował (w tym władze kościelne), że musi prowadzić rozmowy z władzami. KUL zabiegał wówczas o kontakty międzynarodowe. Wydarzeniem, które na pewno w tamtych latach nie mogłoby się odbyć bez zgody władz, było przyznanie doktoratu honoris causa Czesławowi Miłoszowi. To naprawdę było coś wielkiego, nadzwyczajnego, to był ewenement. Działo się to przecież w roku 1981! W wydarzeniu tym uczestniczyli naukowcy i ludzie kultury z całej Polski. Odbiło się szerokim echem na całym świecie. Było wiadomo, że właściwie tylko KUL mógł sobie na coś takiego pozwolić.

Czytając bądź słuchając profesorów KUL-u, niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że godzenie poglądów niektórych z nich to jakaś ekstremalna forma gimnastyki. Z jednej strony, w 2014 roku, ksiądz Wierzbicki i jego „Maryja, matka gender”, z drugiej ksiądz Guz w okresie pandemii i jego teoria o Panu Jezusie, który „nie przenosi zarazków”. Skrajny progresizm i skrajny konserwatyzm na jednym uniwersytecie? To da się pogodzić?

To trudne, ale twierdzę, że uniwersytet powinien to pogodzić...

A rektor Dębiński, który to godził, był konserwatystą czy progresistą?

(Śmiech) Szukam środka! A mówiąc poważnie: po 1989 roku, kiedy wprowadzone zostały przemiany, istnieje pluralizm myślowy. Na każdym uniwersytecie są i powinni być przedstawiciele rozmaitych nurtów myślowych. To, jak formułują swoje poglądy, jest kwestią odrębną. Zależy przecież od ich temperamentu. Jeżeli zachowują przy tym dyscyplinę akademicką, naukową, metodologiczną i mieści się to w ramach prawa i dobrych obyczajów, to trudno się gorszyć. Uniwersytet nie może nie być miejscem wymiany poglądów, ścierania się idei, szukania prawdy, bo nie byłby uniwersytetem. Powtarzam jednak, że muszą być zachowane wszelkie standardy akademickie.

To ścieranie się przyjmuje w Polsce czasem kształty monstrualnych awantur o... właściwie nie wiadomo o co.

Niestety, mamy w Polsce tendencję do zero-jedynkowego pozycjonowania człowieka i wyciągania następnie nieuzasadnionych wniosków. Dobrze obrazuje to sprawa spotkania z Rebeccą Kiessling. Jak wiadomo, jest ona znaną prawniczką, dzieckiem poczętym wskutek gwałtu, aktywistką antyaborcyjną, która wychowana została w tradycji żydowskiej. Kiedy przybyła do Polski i miała się z nią odbyć seria spotkań, w środowisku uniwersyteckim wywiązała się dyskusja. Dobrze obrazuje ona polityzację w Polsce wszystkiego oraz pozycjonowanie każdego, nawet przez obecność czy brak obecności.

Czego dotyczyła?

Toczyła się na temat tego, czy na terenie uniwersytetu może dojść do spotkania z kimś takim jak ona. Wielu rektorów nie zdecydowało się na to. Twierdzili, że takie spotkanie nie będzie miało charakteru naukowego. Na KUL-u inicjatywa wyszła od studentów, którzy też przecież mają i powinni mieć swoje poglądy, w tym polityczne. Wolność słowa jest również ich prawem. Sprawa trafiła do mnie, a ja się zgodziłem. Uważałem, że takie spotkanie powinno się odbyć. Chodzi przecież nie tylko o walor poznawczy czy emocjonalny, lecz również o wolność słowa. Obawiałem się jedynie, by nie doszło do jakichś ekscesów czy prowokacji. Kiedy zapadła decyzja, że spotkanie się odbędzie, proszę mi wierzyć, że zapychały się uniwersyteckie serwery od prób przekonania mnie, że to nie był słuszny wybór. Nie mówiąc już o protestach i delegacjach, które w tej sprawie do mnie przychodziły. To jest ewidentny przykład tego, że ton dyskusji i zaciętość rozmowy, czy raczej przekrzykiwania się, są w Polsce za wysokie.

Fakt. Ale – zażartuję sobie – są jednak takie rzeczy, które na katolickiej uczelni wypada wykładać, i takie, których nie wypada?

Nie chciałbym nieustannie robić odniesień do historii, ale... na KUL-u w czasach komunizmu na wydziale filozofii wykładano wiele zagadnień marksizmu. I to nikogo nie gorszyło. Co więcej, czy wykładając w ramach teologii naukę o złu, o szatanie, propaguje się satanizm? Problem polega na tym, że teraz, kiedy możemy swobodnie wyrażać poglądy, nastąpiła polityzacja życia. U nas się wszystko szufladkuje. Wiele osób chciałoby widzieć w rektorze pewien model pierwszego sekretarza z epoki minionej lub jakiegoś supercenzora. Żeby nad wszystkim czuwając, strofował, kierował tym, co się mówi, korygował.

A nie od tego jest rektor?

Nie. Wiele razy byłem wzywany do tego, by wszcząć postępowanie dyscyplinarne. Oczywiście jeśli były przesłanki rzeczowe, robiłem to. Ale rektor jest od tego, by dyskurs, czy też życie umysłowe na uniwersytecie nie wykraczały poza to, co nazywamy akademickością, a w przypadku spraw światopoglądowych poza to, co nazywamy katolickością. Istnieje duży obszar, który jest uzależniony od temperamentu, od przekonań osobistych, w którym mieści się sposób przekazu i osobowość poszczególnych osób tworzących uniwersytet. Ale jeśli – jak mówiłem – zachowane jest prawo, dobre obyczaje i styl akademicki, nie ma ani możliwości, ani potrzeby ich ograniczania.

Czy 31 sierpnia ludzie przechodzący pod oknami KUL-u usłyszą wielki huk? W sensie – będzie słychać ten wielki kamień spadający z serca?

Niestety, nie sądzę, by – z uwagi na koronawirusa – wielu ludzi przechodziło w tym dniu pod moim oknem. (śmiech) A mówiąc serio... chcę podkreślić, że z wielką satysfakcją i szczerymi, dobrymi życzeniami na przyszłość będę przekazywał wszystkie atrybuty władzy swojemu następcy.•

Ks. Antoni Dębiński

Profesor nauk prawnych, specjalista w zakresie prawa rzymskiego, rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II w dwóch kadencjach: 2012–2016 i 2016–2020.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ks. Adam Pawlaszczyk

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r. W latach 1998-2005 pracował w duszpasterstwie parafialnym, po czym podjął posługę w Sądzie Metropolitalnym w Katowicach. W latach 2012-2014 był kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Katowicach. Od 1 lutego 2014 r. pełnił funkcję oficjała Sądu Metropolitalnego. W 2010 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie i uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego. Współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice i Radiem eM.

Więcej artykułów ks. Adama Pawlaszczyka

Zobacz także