Nowy numer 49/2020 Archiwum

Król Robert w potrójnej koronie. Bayern Monachium po siedmiu latach z Pucharem Champions League

Bayern Monachium z Pucharem Europy, Robert Lewandowski z koroną króla strzelców... A co dalej z eksperymentalną formułą „Final 8”?

Jako pierwszy piłkarz w obecnym stuleciu Robert Lewandowski skończył sezon w potrójnej koronie króla strzelców – króla Ligi Mistrzów (15 bramek), króla Budesligi (34 bramki) i króla Pucharu Niemiec (6 bramek). Takiego osiągnięcia nie ma ani Leo Messi, ani Cristiano Ronaldo. Zresztą obie ikony Champions League wolałyby zapomnieć o ostatnich miesiącach swojej kariery.

Zamiast gradu bramek w finale Ligi Mistrzów w Lizbonie był grad... żółtych kartek. Bayern Monachium pokonał po emocjonującym meczu PSG 1:0 po golu Kingsleya Comana. Tak zakończył się eksperyment piłkarski pod nazwą „Final 8”. Drugiego takiego raczej nie będzie... Nawet jeśli pandemia koronawirusa zostanie z nami do przyszłego lata, raczej pojawi się pytanie o to, w jakiej formule rozegrać piłkarskie Euro 2021 (czy raczej przesunięte o rok Euro 2020), a nie o miniturniej Ligi Mistrzów.

Wszyscy przed telewizorami zachwyciliśmy się imprezą w Lizbonie, z jej urokiem nieprzewidywalności i emocjami do ostatniej minuty każdego meczu. Brakiem opcji – oszczędzamy siły na później, na rewanż. O losach zwycięstwa decydowało „tu i teraz”. A do tego jeszcze to, co tygryski lubią najbardziej, czyli festiwal goli. W sumie w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów padło aż 386 bramek (z czego aż 43 zdobyła drużyna Roberta Lewandowskiego). A najczęściej trafiano do siatki w ostatnim kwadransie walki. O golach  Lewandowskiego nie będę wspominał, bo zasługują na oddzielny artykuł. Zaś polski napastnik zasługuje na Złotą Piłkę. Raczej jej nie otrzyma, ponieważ pod koniec lipca tygodnik „France Football” odwołał swój plebiscyt na najlepszego piłkarza roku. I raczej nie należy się spodziewać, by coś miało się zmienić w tym temacie pod wpływem presji kibiców, domagających się, by nagrodę jednak przyznać.

Dlaczego nowa formuła Champions League raczej nie przyjmie się na stałe do kalendarza sportowego? Ponieważ nie leży to ani w interesie klubów, ani tych, którzy zasilają klubowe budżety. Taki miniturniej to mniej spotkań, w dodatku na obcym terenie, a to pociąga za sobą mniejsze zyski do klubowej kasy. Ponadto trudno wyobrazić sobie, że co roku latem czy wiosną osiem najlepszych klubowych drużyn świata zamyka się na dwa tygodnie w jednym mieście. No chyba że odbierzemy splendor takim imprezom jak mundial, Euro czy Copa America i co roku będziemy je mieli w jednej, klubowej pigułce (w niedzielnym finale w obu wyjściowych jedenastkach wystąpili zawodnicy dziewięciu narodowości). Tylko jak długo taka pigułka będzie miała smak?

Więcej o tegorocznej edycji Ligi Mistrzów piszemy w najbliższym wydaniu „Gościa”.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama