Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dobrze skalkulowane

II powstanie śląskie, którego 100. rocznicę obchodzimy, wyróżnia wśród innych insurekcji precyzyjne wskazanie celów, które były do osiągnięcia w tamtej sytuacji politycznej. Odniosło sukces wojskowy i stworzyło lepsze dla polskiej strony warunki przygotowania plebiscytu.

O wybuchu powstania, podobnie jak w sierpniu 1919 r., zadecydował terror, który wzmógł się, kiedy sukcesy bolszewickiej ofensywy dawały Niemcom nadzieję, że wraz z upadkiem państwa polskiego rozwiąże się także kwestia górnośląska. 17 sierpnia rano niemieckie gazety na Śląsku, na stronie tytułowej, zamieściły informacje o upadku Warszawy. Wiadomość nie była prawdziwa. Kiedy w Katowicach na rynku gromadzili się niemieccy bojówkarze, polska ofensywa nad Wieprzem rozwijała się w błyskawicznym tempie, łamiąc sowiecki front. 17 sierpnia w południe w Katowicach doszło do starć, Francuzi otworzyli ogień, raniąc i zabijając kilku Niemców. W czasie walk rannym usiłował pomóc polski lekarz i działacz plebiscytowy dr Andrzej Mielęcki, ale został przez Niemców oskarżony o to, że strzelał do nich. Zlinczowano go, a zwłoki wrzucono do Rawy, przepływającej przez centrum miasta. Następnego dnia Niemcy zaatakowali redakcje kilku polskich gazet i zdemolowali siedzibę Polskiego Komitetu Plebiscytowego w Katowicach. Wówczas Wojciech Korfanty wezwał oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska do podjęcia „samoobrony”.

Pod międzynarodowym nadzorem

Od lutego 1920 r. teren plebiscytowy zgodnie z postanowieniami traktatu wersalskiego został przekazany pod nadzór Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej, kierowanej przez francuskiego gen. Henriego Le Ronda rezydującego w Opolu. Za bezpieczeństwo odpowiedzialne były siły alianckie, które wiosną 1920 r. zaczęły stacjonować na Górnym Śląsku. Francuzi – było ich ok. 10 tys. – odnosili się przyjaźnie do Polaków i byli znienawidzeni przez miejscowych Niemców. Anglicy – ich kontyngent liczył nieco ponad 2 tys. żołnierzy – byli neutralni, ale niejednokrotnie wspierali Niemców, podobnie jak Włosi, którzy przysłali ok. 2 tys. strzelców alpejskich. Od tego momentu na terenie plebiscytowym nie było już niemieckiego wojska. To była ogromna różnica w stosunku do sytuacji sprzed roku. Wtedy słabo uzbrojone oddziały powstańcze musiały walczyć z jednostkami niemieckiej straży granicznej, czyli Grenschutzem, utworzonej na bazie 117 Dywizji Piechoty. W lutym 1920 r. Grenschutz został rozwiązany. Część żołnierzy przeszła jednak do organizacji paramilitarnych skupionych później w Organizacji Bojowej Górnego Śląska (Kampforganisation Oberschlesiens) oraz zasiliła szeregi górnośląskiej policji bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei Oberschlesien), zwanej na Śląsku „sicherką”. Te jednostki były przeciwnikami powstańców latem 1920 r.

Pomimo międzynarodowych gwarancji od wiosny 1920 r. na terenie plebiscytowym wzmógł się niemiecki terror. Kiedy 3 maja w wielu miastach śląskich odbywały się tłumne polskie wiece, bojówki atakowały uczestników, a lokalnym działaczom wytaczano procesy sądowe, zmuszając ich do ucieczki z Górnego Śląska. Interwencje Korfantego u aliantów zachodnich niewiele dały. Dotkliwa była także dominacja niemieckiego kapitału, który otwarcie angażował się w spór polityczny. Polscy działacze, a nawet zwykli pracownicy wykazujący propolskie sympatie byli zwalniani pod byle pretekstem. W lipcu w śląskich zakładach zorganizowano wielkie strajki, mające uniemożliwić sprzedaż węgla lub innych wyrobów przemysłowych do Polski. Akcja ta obiektywnie pomagała bolszewikom, choć rząd w Berlinie ogłosił neutralność wobec tej wojny.

Rozzuchwaleni bezkarnością bojówkarze 27 maja zaatakowali Polski Komisariat Plebiscytowy, mieszczący się w hotelu „Lomnitz” w Bytomiu. Kilkusetosobowy tłum przez wiele godzin blokował ten rejon, a uzbrojeni napastnicy próbowali wtargnąć do budynku i go podpalić. Nieliczna załoga zdołała się obronić przy kompletnej bierności policji. Latem 1920 r., kiedy ofensywa bolszewicka przybrała na sile i rozpoczęły się przygotowania do decydującej bitwy o Warszawę, Niemcy zaczęli przygotowywać plany zajęcia nie tylko Górnego Śląska, ale także Wielkopolski i Pomorza. Dla Korfantego stało się jasne, że terror można powstrzymać jedynie zbrojną demonstracją, która zmusi aliantów do działania.

Dowódcą II powstania był Alfons Zgrzebniok, którego sztab stacjonował w Dąbrówce Małej. Pochodził z Dziergowic na Opolszczyźnie, a polskim patriotą stał się podczas studiów we Wrocławiu. Przez 4 lata służył w niemieckiej armii, był nawet ranny i odznaczony za męstwo na froncie zachodnim. Kiedy jesienią 1918 r. powrócił na Górny Śląsk, koledzy z ruchu sokolskiego powierzyli mu funkcję komendanta Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska w powiecie kozielskim. Później awansował i kierował walkami w czasie I powstania śląskiego. W sierpniu 1920 r., według niemieckich szacunków, pod jego rozkazami znalazło się ok. 12 tys. peowiaków. Broń była ukryta na Górnym Śląsku albo przerzucano ją w ostatnim momencie przez Brynicę z okolic Sosnowca. Siły niemieckiej policji liczyły ponad 4 tys. funkcjonariuszy. Stacjonowali oni we wszystkich większych miastach, a członków niemieckich jednostek paramilitarnych na terenie plebiscytowym było kilkanaście tysięcy. Pod względem liczebnym siły obu stron były dość wyrównane. Niemcy mieli jednak przewagę w uzbrojeniu oraz lepsze zaplecze finansowo-organizacyjne.

Krótkie, ale zażarte

Powstanie wybuchło w nocy z 18 na 19 sierpnia z wielką siłą i ku zaskoczeniu Niemców. Objęło znacznie większy teren, aniżeli rok wcześniej. 20 sierpnia powstańcy opanowali praktycznie całą wschodnią część obszaru plebiscytowego, w tym główne ośrodki przemysłowe. Celowo unikano starć w wielkich miastach, aby nie wywoływać zatargów ze stacjonującymi tam oddziałami alianckimi. Wyróżniały się grupy z powiatu pszczyńskiego, dowodzone przez Stanisława Krzyżanowskiego, oraz z powiatu katowickiego pod wodzą Walentego Fojkisa. W następnych dniach powstańcy opanowali także północną część tego obszaru, podchodząc aż pod Toszek, Lubliniec i Tarnowskie Góry. Działania były dobrze koordynowane przez sztab, którym kierował Jan Ludyga Laskowski, pochodzący z Rozbarku, obecnie dzielnicy Bytomia. W przeszłości był liderem ruchu sokolskiego na Górnym Śląsku, ale miał także frontowe doświadczenia w armii pruskiej z okresu I wojny światowej. Pod Verdun przeszedł na stronę francuską. Później zaangażował się w tworzenie armii Hallera i z nią wrócił do Polski. Wiosną 1920 r. dotarł na Górny Śląsk.

Walki były krótkie i zażarte. Po obu stronach było sporo ofiar, także wśród ludności cywilnej. Straty wojskowe strony polskiej ocenia się na 178 zabitych, ale nie są to pełne dane. Jak na kilka dni walk ulicznych, w których najczęściej nie używano ciężkiej broni maszynowej i artylerii, było to dużo i świadczyło o determinacji obu stron. Straty niemieckie nie są znane. Wiadomo jednak, że przemoc była stosowana także wobec ludności cywilnej, przede wszystkim niemieckich urzędników. Propaganda nagłośniła spalenie 20 sierpnia przez powstańców Hołdunowa (Anhalt), obecnie części Lędzin, osady zamieszkanej przez niemieckich kolonistów. Korfanty odwiedził tę miejscowość kilka dni później i przekazał mieszkańcom czek na 32 tys. marek jako odszkodowanie.

Korfanty, który przejął polityczne zwierzchnictwo nad powstaniem, traktował je jako demonstrację, która mogła zmusić aliantów do przyjęcia trzech postulatów: likwidacji niemieckiej policji i zastąpienia jej polsko-niemiecką policją plebiscytową, ustanowienia przy każdym starostwie oraz u boku alianckich kontrolerów powiatowych polskich doradców oraz powołania polskich przedstawicieli we wszystkich szczeblach cywilnej administracji na terenie plebiscytowym, przede wszystkim w szkolnictwie, na poczcie i kolei. Postulaty Międzysojuszniczej Komisji przekazał hrabia Daniel Kęszycki, konsul generalny RP w Opolu, znajomy Korfantego z czasów powstania wielkopolskiego. Kolejna tura rozmów pod patronatem Komisji odbyła się w Bytomiu przy udziale Kurta Urbanka, burmistrza Rozbarku, niemieckiego komisarza plebiscytowego. Gdy strony zaakceptowały postulaty i podpisały porozumienie, 29 sierpnia Korfanty nakazał zaprzestanie walk. Ogłosił także likwidację POW GŚL. Formacja ta jednak nie zniknęła, ale przyjęła nazwę Centrala Wychowania Fizycznego i kontynuowała przygotowania do akcji zbrojnej.

Efektem II powstania była głęboka zmiana sytuacji politycznej i społecznej na Górnym Śląsku. Powstańcy wygrali nie tylko lokalne ustępstwa, ważne w następnych miesiącach kampanii plebiscytowej. Przede wszystkim swym zrywem zapobiegli zagarnięciu Górnego Śląska przez Niemców próbujących wykorzystać kryzys w wojnie polsko-bolszewickiej. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama