Nowy numer 49/2020 Archiwum

Zabytki giną po cichu

W ciszy przeciekającego dachu, szmerze zapadających się ścian lub warkocie buldożera giną bezcenne zabytki. Nieprzerwanie i przy całkowitej bezradności państwa.

Ponad 100-letni most kolejowy w Pilchowicach na Dolnym Śląsku stał się sławny po nagłośnieniu pomysłu jego wysadzenia na potrzeby najnowszej części „Mission Impossible” z Tomem Cruise’em w roli głównej. Najprawdopodobniej most jednak nie zniknie z hukiem, ponieważ upomnieli się o niego społecznicy, a wysadzenie zabytku techniki dla rozrywki wzbudziło powszechne oburzenie. Sprawa słynnego mostu skłania jednak do zwrócenia uwagi na problem ochrony zabytków, a raczej na poważne luki w tej ochronie w naszym kraju.

Najczęściej niszczy właściciel

Zabytkowe nieruchomości są w Polsce pod ochroną prawa. Ustawa o ochronie zabytków i opiece nad nimi stanowi nawet, że ochronie podlegają zabytki bez względu na stan zachowania (art. 6 ust. 1 pkt 1), a nieruchomość nie musi być wpisana do rejestru zabytków, aby być za taki uznana (art. 3, pkt 1). Ciążący na państwie obowiązek strzeżenia dziedzictwa narodowego jest zapisany w artykule 5 konstytucji.

Jeżeli właściciel obiektu podporządkuje się wytycznym konserwatora, wszystko jest w porządku i działa jak należy. Problem pojawia się jednak, gdy właścicielowi budynku zależy na daleko idącej przebudowie lub nawet na zniszczeniu obiektu, aby zyskać atrakcyjny teren inwestycyjny. Ryszard Krawczyk w książce „Niszczenie zabytków nieruchomych w Polsce: problematyka prawna, kryminologiczna i kryminalistyczna” zwrócił uwagę na fakt, że skala niszczenia zabytków w Polsce jest niespotykana w innych europejskich krajach i ma znamiona zjawiska patologicznego. Tylko znikoma liczba spraw o niszczenie zabytków trafia do prokuratury i do sądów.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa, obejmującego lata 2009–2017, sukcesywnie wzrasta liczba skreśleń z rejestru zabytków obiektów, które znajdują się w rękach prywatnych i na działkach o wysokiej wartości rynkowej. Najczęstszą przyczyną wykreśleń jest doprowadzenie do fatalnego stanu technicznego budynku lub przebudowa niszcząca jego historyczny charakter.

Przy celowym, nielegalnym niszczeniu sprawcy nie spotyka zazwyczaj żadna kara. Grzywny, które do niedawna mógł nałożyć konserwator wojewódzki, były zresztą niewspółmiernie niskie w stosunku do zysków, jakie przynosiła lukratywna działka, kupiona często z bonifikatą na remont zabytku. 1 stycznia 2018 r. weszła w życie ważna nowelizacja przepisów. Teraz istnieje wreszcie możliwość nałożenia nawet do 500 000 zł kary za prowadzenie prac bez zgody konserwatora lub niezgodnie z jego zaleceniami. Pytanie tylko, czy kary będą rzeczywiście egzekwowane, ponieważ z tym było w poprzednich latach bardzo źle.

Bezkarni niszczyciele

Barokowy pałac w Wełnie popada w coraz większą ruinę. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków 11 lutego 2016 r. nałożył kolejną już grzywnę na właściciela, aby przymusić go do remontu. Właściciel jednak twierdził, że zniszczenia powstały za jego poprzedników, i sprawę umorzono. Remontu nawet nie zaczął. Od pół roku pałac ma nowego właściciela i tylko od jego dobrej woli zależy dalszy los zabytku. Istnieje wprawdzie możliwość wywłaszczenia za niszczenie, ale wtedy właścicielowi... należy się odszkodowanie. Gminy robią to zresztą niechętnie, bo musiałyby wziąć na siebie ciężar utrzymania i remontu zabytku. Na ogół nie mają ani pieniędzy, ani pomysłu na nową funkcję budynku.

W 2004 r. ważna dla polskiej kultury zabytkowa willa Julisin w Konstancinie miała zostać wyremontowana zgodnie z zaleceniem konserwatora. Właściciel, firma Konstancin Real Estate Management, postawił wysoki płot i willę po cichu wyburzył. Mimo że prace powinny być monitorowane przez konserwatora, zainteresował się on losem budynku dopiero po interwencji mieszkańców Konstancina, zaniepokojonych widokiem ciężarówek wywożących gruz. Po nagłośnieniu sprawy konserwator nakazał odbudowę willi, a jego decyzję podtrzymały Ministerstwo Kultury i Naczelny Sąd Administracyjny. To pierwszy przypadek nakazujący odbudowę samowolnie zniszczonego zabytku. Wcześniej takie wyburzenia albo pozostawały bezkarne, albo nakładano niewielkie grzywny.

Willa miała zostać odbudowana do 2014 r. Firma jednak sprzedała działkę, nie ponosząc żadnych konsekwencji. „Tradycyjnie” sprawa wytoczona przeciw spółce została przez prokuratora umorzona. Nakaz odbudowy spoczywa teraz na nowym właścicielu terenu, a willi jak nie było, tak nie ma. Z drugiej strony odbudowany obiekt ma znacznie mniejszą wartość niż oryginalny, więc nawet gdyby działania państwa były skuteczne, to i tak straty byłyby nie do wyrównania.

Rzeźnia pod nóż

Zabytkowa rzeźnia w centrum Chorzowa to kolejny przykład bezsilności urzędów wobec celowego niszczenia zabytku. Od 1996 r. nieczynna ponadstuletnia rzeźnia jest w rękach prywatnych właścicieli i popada w ruinę mimo wpisania jej do rejestru zabytków. W 2013 r. właściciel uzyskał u ministra skreślenie z rejestru największej hali, wykonanej z białej cegły. W tym samym roku Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Katowicach złożył zawiadomienie do prokuratury o lekceważeniu zaleceń pokontrolnych i braku remontów. W 2015 r. w jednej z hal wybuchł pożar. Trzy lata później runęły dach i jedna ze ścian. W lipcu 2018 r. prezydent Chorzowa złożył ponownie (pierwszy raz w 2013 r.) wniosek do wojewody o zgodę na rozwiązanie prawa wieczystego użytkowania rzeźni. Wniosek uchylono. Zawiadomił też prokuraturę, ale prokurator odmówił wszczęcia dochodzenia. Konserwator wojewódzki i miejski oraz Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wielokrotnie wydawali nakazy przeprowadzenia prac naprawczych. Bezskutecznie. Właścicielowi natomiast udało się uzyskać w ministerstwie skreślenie kolejnych budynków z rejestru zabytków i dziś trwa wyburzanie resztek rzeźni. W lutym tego roku zniknął charakterystyczny komin.

Za zgodą konserwatora

Są to przypadki działania niezgodnego z prawem, chociaż przy niezrozumiałej bierności niektórych urzędów. Do niszczenia zabytków dochodzi również... za zgodą służb konserwatorskich. Zabytkowy obiekt to często dla gminy problem i koszta, dlatego zezwala się na taką przebudowę, która pozbawia budynek wartości zabytkowej. Skrajny przypadek miał miejsce w Rudzie Śląskiej, gdzie miejski konserwator zabytków zgodził się na taką zmianę miejskiego planu zagospodarowania, która pozbawiła ochrony polskie schrony bojowe z okresu międzywojennego znajdujące się w dzielnicy Kochłowice. Umożliwiło to uzyskanie pozwolenia na budowę centrum logistycznego i wyburzenie trzech schronów, co całkowicie zniszczyło cały układ tego punktu oporu. Doszło do tego, ponieważ ani wojewódzki, ani generalny konserwator zabytków nie zdecydowali się na wpis zagrożonych obiektów do rejestru zabytków, co mogło zatrzymać rozbiórkę.

Przyczyną takich sytuacji, jak wskazuje NIK we wnioskach po kontroli przeprowadzonej w pięciu województwach w 2016 r., są naciski na miejskiego konserwatora zabytków przez władze samorządowe. Ochrony nie wspierają też wadliwe zapisy administracyjno-prawne. Brak na przykład odpowiednich narzędzi planowania przestrzennego, które mogłyby zapobiegać budowaniu w pobliżu chronionych obiektów budynków niszczących walory historyczne. We Francji na przykład nie wolno stawiać nowych budynków czy urządzeń przy obiektach zabytkowych w promieniu co najmniej 500 metrów.

Kogo to obchodzi?

W całym kraju jest ponad 4000 zabytkowych obiektów zagrożonych zawaleniem. Najgorzej przedstawia się sytuacja obiektów poprzemysłowych oraz dawnych dworów i rezydencji. Co dziesiąty taki zabytek znajduje się na granicy przetrwania.

Wśród największych zagrożeń należy wskazać brak zrozumienia dla celowości opieki nad dawnymi budynkami. Tak głośne sprawy jak zamiar wysadzenia mostu w Pilchowicach dla potrzeb filmu czy kradzież napisu z bramy obozu Auschwitz budzą oburzenie i zdecydowaną reakcję społeczną. Wyburzenie zrujnowanej kamienicy czy wspomnianych schronów bojowych porusza jedynie wąską grupę pasjonatów. Argument, że wybudowane na ich miejscu centrum logistyczne czy nowoczesny hotel stwarza miejsca pracy i przynosi wpływy do budżetu miasta, jest atrakcyjniejszy niż ratowanie zabytku dla przyszłych pokoleń.

Z braku wrażliwości na los niemych świadków historii wynika także liberalne podejście organów ścigania do osób niszczących zabytki. W Wielkiej Brytanii władze lokalne i centralne mają obowiązek obiekty zabytkowe, w miarę możliwości, wykorzystywać do działalności publicznej. A co najważniejsze, na wszystkich poziomach edukacji dzieci uczestniczą w zajęciach na temat dziedzictwa i opieki nad zabytkami. W Polsce świadomość wartości obiektów zabytkowych jest bardzo słaba. Z badania przeprowadzonego dla NID wynika, że tylko 63 proc. Polaków potrafi wskazać jakiś obiekt zabytkowy w swojej okolicy, a zaledwie 5,1 proc. ma poczucie wpływu na to, co dzieje się z dziedzictwem kulturowym. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama