Nowy numer 48/2020 Archiwum

Parafia oznacza przynależność

Wielkim skarbem dla Kościoła był powrót religii do szkół. Miało to ogromne znaczenie zwłaszcza dla „Polski na peryferiach”.

Dla młodzieży z wielkich miast mogło to wiązać się z pewną stratą, bo tam zawsze młodzi „wybierali” sobie księdza, do którego uczęszczali na katechezę. Ja toleruję to coraz bardziej powszechne zjawisko, znane jako „churching”, a w watykańskiej instrukcji opisane jako odchodzenie od rozumienia parafii jako terytorium geograficznego. Nie stwarzam problemów, jeśli ktoś chce przyjąć sakramenty poza parafią. Najwyżej zadaję młodym pracę do wykonania, np. sprawdzenie, kim był patron parafii, z której uciekają. Myślę jednak, że powinniśmy budować szacunek dla przynależności parafialnej, ona jest fundamentalna, ważna tożsamościowo. Może zachęcać, żeby dać się poznać proboszczowi miejsca, bo tego wymaga kultura. Tymczasem „churchingowcy” często gardzą swoją przynależnością terytorialną, bo np. uważają, że w innej parafii są ciekawsi albo gorliwsi duszpasterze. Uważam też, że patron parafii w jakimś sensie wyznacza jej charyzmat.

W instrukcji zauważono, że często bardziej niż z parafią wierni identyfikują się z jakąś wspólnotą czy ruchem. Stanowczo jestem za ruchami, grupami, wspólnotami. Mimo że niektóre z nich podkreślają swoją poza- czy ponadparafialność. Wychodzę z założenia, że jeśli ruch, grupa czy wspólnota spotyka się na terenie mojej parafii, pod moją opieką (czy innego księdza z parafii), mam prawo wymagać jakiegoś, choćby minimalnego poczucia przynależności do niej. Jestem przekonany, że wspólnoty budują wspólnotę parafialną. Znam proboszcza, który oparł prowadzenie parafii na neokatechumenacie i nie może się tego wzorca nachwalić. Jest teraz na emeryturze, schorowany, a ruch zapewnia mu opiekę, jakieś podstawowe bezpieczeństwo. Sam rozpoczynałem budowanie parafii, opierając się na Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Jego duchowości wiele osobiście zawdzięczam. Wydaje się, że wobec kryzysu, który przeżywamy w Kościele, trzeba pilnować powszechności naszego posłannictwa, ale i mieć w zanadrzu różne grupy, do których można skierować zainteresowanych, pogubionych, wątpiących. Zaplecze w postaci takich grup może być ogromnym bogactwem. Wydaje się, że diagnoza kard. Josepha Ra- tzingera sprzed lat o przetrwaniu Kościoła w małych wspólnotach jest słuszna. Zadaniem proboszcza jest dążenie do ich integrowania z parafią – wydaje się to zabiegiem koniecznym. A tak nawiasem (taki kamyczek do ogródka), mam pytanie do autorów instrukcji. Parafia to „rodzina rodzin” czy „wspólnota wspólnot”? Jak się ma to do siebie na przykład w świetle nauczania Jana Pawła II?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama